Tylko co Lech Kaczyński wyznaniem Dubienieckiej Kaczyńskiej (książkowym) złamał Donaldowi monopol na fałszywe i lokajskie pokłony terroryzującej Polskę katolickiej manierze (ślub kościelny), a już Jarosław Prawdziwy Chrześcijanin recenzuje i lustruje osobników wykonujących podobne gesty. Z wyłączeniem oczywiście gestów swojego brata. Mocno nieprzekonujące składanie rąk do modlitwy przez byłego prezydenta, czy brane za niechlujne (nieumiejętne, niewprawne i jakby wstydliwe?) żegnanie się, to zapewne tylko emanacja pokory i umiaru w manifestowaniu katolickości. Zapewne więc, to w nagrodę chrześcijański Bóg w trybie przyspieszonym powołał tego chrześcijańskiego polityka do Raju.
Cóż, z polityków instrumentalnie traktujących religię nadzwyczaj łatwo szydzić. Siedząc w tej swojej politycznej piaskownicy wyrywają sobie tę najlepiej garnącą łopatkę jaką jest opium dla ludu ile bozia tylko talentu dała, więc ubaw tym bardziej oczywisty i przedni.
I właśnie, talentu. Bo chociaż trzech wspomnianych na początku niczym się w swoim czapkowaniu Kościółkowi nie różni od Kwaśniewskiego, Suchockiej, Mussoliniego, Putina czy wszystkich innych, to różnica między Kaczyńskimi a Tuskiem jest zasadnicza.
Tusk nie odbiera Kaczyńskim chrześcijańskości, bo Tusk ma diametralnie inny profil kulturowy. Tusk nie donosi Franciszkowi, że ma w kraju udawaczy chrześcijańskości. Tusk jest ponad prymitywne zagrywki Kaczyńskiego, ponad jego wydzieranie łopatki. Tusk ma swoją i tylko swojej pilnuje. Kto jest więc lepszym chrześcijaninem?
W piaskownicy lepszym chrześcijaninem jest zawsze ten, który ma swoją łopatkę. Nie musi wyciągać łapek po cudze.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)