Nawet usłużni PiSowi potrafią czasem chlapnąć, że to partia wodzowska czy wręcz antydemokratyczna. Skutek? Taki jak w wodzowskich partiach, jednoosobowo i nieodwołalnie podejmowana w stosunku do zbyt odważnego delikwenta decyzja.
W jeszcze szybszym trybie obsługiwani są imiennie recenzujący wodza. Chociaż prezes nie powinien się tym nic a nic przejmować, bo wszelkie opinie na jego temat są po wielokroć wtórne, więc jakiegokolwiek zaskoczenia czy wymiernego efektu ich głoszenie nie niesie. Szczególnie te mało pochlebne. Reputację prezes ma ugruntowaną i raczej nic jej już nie jest w stanie zmienić.
Inna sprawa, że właśnie odstrzelony z jedynki do europarlamentu profesor Zybertowicz na co najmniej solidny opiernicz za przynudzanie i ględzenie godzinami a to nie na temat, a to o dupie maryni, prosi się praktycznie od zawsze i bynajmniej nie za obsmarowywanie pryncypała.
Wychodzi, że to, iż jeden z amatorów eurounijnej pensyji odważył się w końcu o prezesie powiedzieć to, co inni mówią od ponad dwudziestu lat ("Liczba jego wad przekracza ludzkie wyobrażenie. Niekiedy, gdy w gronie ekspertów są krytykowane jego decyzje, mam wrażenie, iż sam nie może się nadziwić, że zaszedł w życiu tak daleko") należałoby rozpatrywać głównie w kategorii nudziarstwa. Ale pozostaje jeszcze strategia nudziarza, i tutaj zarówno dowiadujemy się co najtęższe pisowskie głowy, jakkolwiek beztreściowe i ględzące przez większą część swoich wywodów, naprawdę myślą o prezesie i PiSie, jak i to, jaki potrafią z tej wiedzy robić użytek.
A wychodzi, że wyjatkowo opłakany - wchodzić prezesowi wtedy kiedy nie trzeba i wierzgać, kiedy wydaje im się, że już mogą.
Profesorze Zybertowicz, gdzie Panu do Migalskiego... Ten przynajmniej wiedział i kiedy trzeba prezesowi wchodzić i kiedy można już wierzgać.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)