Bolesne otrzeźwienie, w związku z dramatycznie uciekajacym powietrzem z podsłuchowego balonu, nie pozwala jeszcze wszystkim napalonym na zamienienie Tuska na Kaczyńskiego zdiagnozować z czym właściwie mieli do czynienia. Afera nam uciekła sprzed nosa? Niemożliwe, były przecież PODSŁUCHY... A jak są podsłuchy, to na bank podsłuchiwani są skompromitowani. Nie? To niemożliwe i takie niesprawiedliwe!
Jednym słowem z dużej mgły (podsłuchy traktowane jako synonim obciążenia nimi tylko podsłuchiwanych i to bez względu na treść, samograj i wręcz manna z nieba) kupa śmiechu (z samowzbudzajacych się podsłuchujów).
Ale i te najbardziej wygłodzone hieny doskonale przecież wiedzą, ile tak naprawdę z tego dla nich zostaje: ...Najbrdziej uwłaczające dla polityków z rządu jest ukrywanie się przed opinią publiczną...
Ale i tutaj kicha. Bo jakie ukrywanie? Jakie, na wszystkosłyszącego Boga, tego typu wewnętrzne, kuluarowe rządowe rozmowy kiedykolwiek bywają dostępne statystycznemu patriocie? Tylko wtedy, gdy ktoś coś tam przypadkiem podsłucha, lub któryś z uczestniczących w nich grzecznie czasem rąbka tajemnicy uchyli. Rąbka. I ten rąbek gawiedzi zwykle do pomlaskania wystarcza.
Hieny, by mlaskać muszą poczuć w pyskach smak prawdziwej krwi. Nigdy nie będą więc nadstawiały uszu tylko szczerzyły zęby. Zębami nic nigdy nie usłyszą. Nawet tych swoich podsłuchów.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)