Zazdrość, pycha, lekceważenie. To tylko część przewin KK, z których na Przystanku Woodstock "wyspowiadał się" ks. Lemański - ode mnie szacunek za przede wszystkim nie traktowanie ludzi jak ciemnej bezrozumnej masy. To absolutna konieczność, której nieistnienie u władców KK doskonale rozumie właśnie ten katolicki rodzynek.
Z jednym tylko, chociaż rozumiem oczywiście powody dla których zrezygnował w tym akurat przypadku z dopowiedzenia, się z księdzem Lemańskim nie zgodzę. Hierarchia kościelna wcale nie musi jechać ani na Woodstock, ani nigdzie indziej by wiedzieć o czym mówią zarówno młodzi jak i starsi Polacy.
Hierarchia musiałaby jedynie otworzyć serca i uszy na to, co tak chętnie nazywa atakiem na Kościół, na wiarę, na wartości czy tradycję. Czyli na to co naprawdę i przede wszystkim jest Kościołem (ludzie nie hierarchia), co jest prawdziwą wiarą (nie tą polityczną, upartyjnioną i do szczętu zideologizowaną), czy wreszcie na wartości, które nie są z żadnego nadania, czyli inaczej mówiąc żadną własnością biskupią... wartości, które uruchamia serce, rozum, tolerancja i dialog.
Piszę "hierarchia musiałaby", a tak naprawdę wyznaję, że ani nic nikt nie musi, ani też nie wierzę, że skostniały i poważnie chory system można podejrzewać o serce czy w ogóle o jakiekolwiek uczucia.
I tak w zasadzie, to po tym po ludzku szczerym, i płynącym ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości wystąpieniu księdza Lemańskiego powinna zapanować grobowa cisza. Cisza pozwalająca zrozumieć o czym ten człowiek mówi. I do kogo mówi.



Komentarze
Pokaż komentarze (47)