nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna
493
BLOG

Sekta Hesus na Woodstocku

nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna Społeczeństwo Obserwuj notkę 16

U siebie w domu gościmy znajomych, przyjaciół, członków rodziny - osoby nam miłe, którym i my jesteśmy mili. Odwiedzają nas najczęściej osoby nam życzliwe i dobrze się w naszym towarzystwie czujące. Nie są to na pewno inkasenci, komornicy, akwizytorzy, wciskacze ulotek, czy słynni ze swojego natręctwa i wyjątkowo odporni na opędzanie się od nich Świadkowie Jehowy. Zdarzają się czasem znajomi znajomych, o których nie mamy ani za wiele informacji, ani niekoniecznie będą w przyszłości u nas gościć - choć równie dobrze mogą się okazać naszymi przyjaciółmi. Ale mogą zdarzyć się i tacy, których na pewno nigdy więcej nie zaprosimy. Bezczelne, ostatnie chamy, szukające zaczepki i pragnące tylko za darmochę się nażreć i przy okazji wszystkim naubliżać. To, że lecą na kopach ze schodów niczego ich nigdy nie uczy - zawsze zrobią to samo, bo widać kochają czuć buta na dupsku.  

Właśnie wrócił z Woodstocku syn naszych dobrych znajomych. Osiemnastoletni wesoły i inteligentny facet, nie mający specjalnego parcia na eksperymentowanie z jakimikolwiek używkami, a na pewno nie na eksperymentowanie z granicami swoich możliwości w tym względzie. Przy tym wszystkim absolutnie nie odizolowany od swoich rówieśników. Otwarty, ciekawy świata i ludzi, życzliwy i dotychczas bez patologicznie ostrej fazy buntu - inteligencja emocjonalna Buddy, uśmiech prawie nie schodzi mu z gęby. Gość.
  
No więc wrócił odgrażający się, że za rok też będzie. Dość mocno zniszczył ulubione spodnie, ale tak jak je dawniej potrafił wrzucić do pralki i włożyć jakieś zastępcze, tak teraz po wypraniu od razu wysuszył i włożył naznaczone woodstockowym sakramentem - mówi, że musi się nacieszyć pamiątkami póki o nich dobrze pamięta - mówi oczywiście o dziurach w spodniach. I tylko czyha, by kolejny raz zacząć dzielić się świeżymi wspomnieniami z przygody, by móc zarażać pozytywną energią, którą aż kipi. Cudotwórca Owsiak robi cuda przyciągając setki tysięcy podobnych cudotwórców - ludzie lubią się lubić innych. Czego chcieć więcej, gdy oprócz tego jest jeszcze wspaniała muzyka.
 
I tylko wspomnienie kilkukrotnego napotkania na Przystanku Woodstock pewnych nieproszonych gości wyzwala w nim negatywne emocje. Pyta przy tym, jak to możliwe, że nieproszeni goście najpierw kradną gospodarzom nazwę, potem na siłę wpraszają się - kłamliwie przy tym gospodarza obmawiając - a na koniec zachowują się jak skrzyżowanie najbardziej natrętnych Świadków Jehowy z najbardziej agresywnymi i bezczelnymi akwizytorami?
 
Co mu odpowiedzieć? Że to tylko zwyczajna sekta, którą koniecznie trzeba omijać, a jak się pcha na chama to butem wskazywać kierunek ich pielgrzymki? Czy że to niestety ciężko chorzy ludzie, przez sektę tylko totalnie ogłupieni?

Bóg to za mało

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo