U siebie w domu gościmy znajomych, przyjaciół, członków rodziny - osoby nam miłe, którym i my jesteśmy mili. Odwiedzają nas najczęściej osoby nam życzliwe i dobrze się w naszym towarzystwie czujące. Nie są to na pewno inkasenci, komornicy, akwizytorzy, wciskacze ulotek, czy słynni ze swojego natręctwa i wyjątkowo odporni na opędzanie się od nich Świadkowie Jehowy. Zdarzają się czasem znajomi znajomych, o których nie mamy ani za wiele informacji, ani niekoniecznie będą w przyszłości u nas gościć - choć równie dobrze mogą się okazać naszymi przyjaciółmi. Ale mogą zdarzyć się i tacy, których na pewno nigdy więcej nie zaprosimy. Bezczelne, ostatnie chamy, szukające zaczepki i pragnące tylko za darmochę się nażreć i przy okazji wszystkim naubliżać. To, że lecą na kopach ze schodów niczego ich nigdy nie uczy - zawsze zrobią to samo, bo widać kochają czuć buta na dupsku.
493
BLOG
Sekta Hesus na Woodstocku
Właśnie wrócił z Woodstocku syn naszych dobrych znajomych. Osiemnastoletni wesoły i inteligentny facet, nie mający specjalnego parcia na eksperymentowanie z jakimikolwiek używkami, a na pewno nie na eksperymentowanie z granicami swoich możliwości w tym względzie. Przy tym wszystkim absolutnie nie odizolowany od swoich rówieśników. Otwarty, ciekawy świata i ludzi, życzliwy i dotychczas bez patologicznie ostrej fazy buntu - inteligencja emocjonalna Buddy, uśmiech prawie nie schodzi mu z gęby. Gość.
No więc wrócił odgrażający się, że za rok też będzie. Dość mocno zniszczył ulubione spodnie, ale tak jak je dawniej potrafił wrzucić do pralki i włożyć jakieś zastępcze, tak teraz po wypraniu od razu wysuszył i włożył naznaczone woodstockowym sakramentem - mówi, że musi się nacieszyć pamiątkami póki o nich dobrze pamięta - mówi oczywiście o dziurach w spodniach. I tylko czyha, by kolejny raz zacząć dzielić się świeżymi wspomnieniami z przygody, by móc zarażać pozytywną energią, którą aż kipi. Cudotwórca Owsiak robi cuda przyciągając setki tysięcy podobnych cudotwórców - ludzie lubią się lubić innych. Czego chcieć więcej, gdy oprócz tego jest jeszcze wspaniała muzyka.
I tylko wspomnienie kilkukrotnego napotkania na Przystanku Woodstock pewnych nieproszonych gości wyzwala w nim negatywne emocje. Pyta przy tym, jak to możliwe, że nieproszeni goście najpierw kradną gospodarzom nazwę, potem na siłę wpraszają się - kłamliwie przy tym gospodarza obmawiając - a na koniec zachowują się jak skrzyżowanie najbardziej natrętnych Świadków Jehowy z najbardziej agresywnymi i bezczelnymi akwizytorami?
Co mu odpowiedzieć? Że to tylko zwyczajna sekta, którą koniecznie trzeba omijać, a jak się pcha na chama to butem wskazywać kierunek ich pielgrzymki? Czy że to niestety ciężko chorzy ludzie, przez sektę tylko totalnie ogłupieni?



Komentarze
Pokaż komentarze (16)