Ileż w tym przewrotności, że najchętniej posługujący się przykładem Pawki Morozowa sami swoje dzieci kształtują dokładnie wg tego samego wzoru. Organizacje wskazują, gorliwcy służą, składając przy tym ofiarę z samych siebie, do czego mają oczywiście pełne prawo, ale jeszcze gorliwiej ze swoich bliskich, do czego - uwzględniając, że z ich zdaniem na ogół się nie liczą - prawo mają żadne.
Zbywają prawa bliskich do samostanowienia na rzecz podetkanej przez bezmyślny los ideologii jak swój bardziej szanowany niż bliskich wolną wolę samochód do tuningu. Ideologii wcześniej tak samo wybranej im przez kogo innego. Tradycja fajna rzecz, gdyby tylko jeszcze wespół z ideologią nie rościła sobie prawa do protezowania ludzkiej duchowości. Nieco więcej luzu i dystansu a zdecydowanie mniejszy ucisk sznura na szyi.
Mechanizm indoktrynacji jest prosty jak tresowanie małpy w cyrku i jak tresowanie bezwzględny. Liczy się tylko to, czego oczekuje treser. Nauczysz małpę wskoczyć drugiej na plecy, za nagrodę zrobi to na każde Twoje życzenie. Będą klaskać.
Perfidia religijnej indoktrynacji zasadza się na tym, że kalanemu w ten sposób umysłowi nie przedstawia ona żadnego innego wyboru prócz siebie, uderzając przy tym w najczulszy ludzki punkt - w duchowość - i nieprzypadkowo dokładnie wtedy, gdy owa właśnie się kształtuje. W uzurpatorskiej i pornograficznie skodyfikowanej formie. Wdziera się w miejsce, którego właściciel nikogo takiego ani nie znał, ani nikogo takiego jak religia nie zapraszał.
Skoro duchowość bynajmniej nie musi przekładać się na religijność (w rozumieniu pobożność), to religijność, jako zaledwie jeden z przejawów duchowości człowieka, jest tylko pewną formą duchowości. Lepszą lub gorszą, ale zawsze tylko jedną z wielu. Wyborem formy, manifestacji, ideologii, pozą, kreacją. Indoktrynacja dba więc, by samodzielny wybór był zbędny, okaleczając tym samym człowieczą duchowość.
Kim więc będzie nie potrafiący przerwać tego łancucha dorosły katolicki Pawka Morozow? Zaledwie odgrywającym wymyśloną mu przez innych rolę aktorem. Duchowym kastratem, potrafiącym korzystać ze swojej duchowości tylko tak, jak ktoś mu każe.
I oczywiście kolejnym indoktrynatorem. Nie potrzebującym już donosić na swoich bliskich do organizacji, bo organizacji wcześniej ich już oddał. Kolejnym Tomaszem T. lub jeszcze jaskrawiej ośmieszonym przez wyznawaną przez siebie ideę Abrahamem.



Komentarze
Pokaż komentarze (20)