Wystarczyło tylko, że środowisko "młodych patriotów" - zgoda, że ze skinheadowsko kibolskiego, profaszystowskiego ukąszenia, ale czyż to nie właśnie grzesznikom rozgrzeszenie najwyższym prawem i osobistą wręcz własnością? - pozwoliło sobie zbyt skutecznie wyznawać poglądy zawodowych katolików, a już nad ich wspólnymi przecież świetnymi ideami zawisło straszliwe niebezpieczeństwo. Olaboga.
Okazało się bowiem, że samo tylko wyznawanie takich samych poglądów jak wielokrotny zabójca nienarodzonych dr Chazan poglądy te (i nic w tym dziwnego) kompromituje i niszczy. I tutaj, pomijając już zupełnie, że naprawdę dobrej idei nic nie zepsuje, mimo wszystko trochę się brunatnym dziwię. Wydawałoby się, że ze zdroworozsądkowym myśleniem minimalnie u nich lepiej niż u przeciętnego zabobonnego kołtuna, więc swoją 'prolajferską' wiarygodność budować powinni pokazując raczej obłudę Chazana - odcinając się zdecydowanie od postaci skompromitowanej wieloletnią praktyką aborcyjną - a nie podkładać łeb pod topór już na samym starcie.
Ale nie. Ciągnie swój do swego. A konsekwencją tego przyciągania jest i nieuniknione nadziewanie się na to, co akurat tych wszystkich swoich niejako konstytuuje i definiuje - czyli odbieranie wszystkim innym wszelkich praw, dlaczego więc nie również i swoim. Wrodzona konfliktogenność i zachłanność powoduje, że środowisko nie tylko zżera wszystko dookoła, ale i że środowisko zżera się od środka. Stąd też te opisywane frondziane zaborcze zaloty. Teraz padło na wydzieranie sobie idei.
Nie to jest bowiem ważne dla nich, co jakaś idea sobą niesie, ale wyłącznie to, że niesie. A skoro prawie zawsze u nich niesie nie tego co trzeba...?
To sportowe przeciąganie Chazana powinno ostatecznie nauczyć młodych polskich neofaszystów jeszcze jednej zasady, która zawsze się względem nich sprawdza i którą zawsze przez swoich będą ćwiczeni: zawsze dobrzy przy w słusznych sprawach zadymach - źli przy jakiejkolwiek próbie konsumowania tego swojego wkładu.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)