Gdyby w jakikolwiek sposób mogło im to pomóc, zaprzęgliby swe mściwe talenty szybciej niż prezes przed swoim kolejnym wzmożeniem moralnym zdołałby relewantnie, znaczy z wrodzonym absmakiem, mlasknąć. No ale im już nic nie pomoże, a jatka, jaka by się między prawymi i sprawiedliwymi rozpętała, tylko by im zaszkodziła. Bratobójcza jatka w PiS więc się tylko opóźni.
Na razie, ku uciesze Adama Hofmana, przypominać Kaczyńskiemu wyłudzanie pieniędzy za nieuczestniczenie w posiedzeniach sejmu będą inni. Przypominać więc będą Kaczyńskiemu jego standardy. Te jego najosobistsze.
Słuchając jak zawsze rozerotyzowanych peanów Andrzeja Urbańskiego dedykowanych prezesowi - tym razem właśnie z okazji pisowskiej afery samolotowej - a w których nie mogło oczywiście zabraknąć flagowego mitu o Kaczyńskim, a więc, że szczególnie jest on jakoby uczulony na punkcie przewalania państwowego grosza, początkowo kolejny raz mało z krzesła ze śmiechu nie spadłem. Ale gdy w głębokim wychyle wzrokiem przypadkowo trafiłem na tytuł leżącej nieopodal książki, wyprostowało mnie i doznałem olśnienia.
Dotarło do mnie, że Urbański (ongiś, obok Kaczyńskich, członek rady nadzorczej Telegrafu - jednego z większych, jeśli nie największego przewałów solidaruchów w wolnej Polsce) ma po tysiąckroć rację. Kaczyński na wypływ kasy uczulony jest szczególnie. I że tu właśnie leży pogrzebany pies; Kaczyński absolutnie wszystko co państwowe nadzwyczaj łatwo, by nie rzec, wręcz patologicznie, odnosi do siebie. Odnosi, zanosi, łączy, przejmuje, donosi... Tak było z Telegrafem, z majątkiem po Ruch, ze Srebrną, czy chociażby z jego dietami za nieuczestniczenie w obradach sejmu.
Usprawiedliwienia, jakie sobie Kaczyński wystawiał za nieobecności, a które były pisane wyłącznie z pobudek finansowych, są tylko drobnym szczegółem wskazującym na standardy prezesa Kaczyńskiego. Ale już w zestawieniu z oburzeniem jakie wywołuje podobne postępowanie u innych - vide Hofman i spóła - zmuszają do pytania o prawdziwą naturę tego oburzenia.
Tytuł, który przypadkowo sprawił, że na kolejny odcinek teatralizowanego legendowania prezesiego moralnego wzmagania się i oburzania jednak nie spadłem z krzesła, brzmiał: jakie to ma znaczenie, czy zrobili to z chciwości? Jakie znaczenie ma oburzenie, a więc i wyrzucanie z partii innych za to, na co sam sobie daje przyzwolenie? Ile znaczą jego słowa o różnicach między PiS a PO w reagowaniu na przekręty wewnątrz swoich partii?
Skoro wg prezesa państwo to Kaczyński, to państwowe znaczy Kaczyńskiego. Nie sama chciwość więc mnie zmroziła, lecz również konstatacja, że Urbański ewangelizując zarówno przekręciarzy Hofmanów jak i wszystkich innych uczciwych Polaków na temat rzekomych standardów prezesa Kaczyńskiego, tak naprawdę mówi o prezesa niezgodzie na przewalanie kaczyńskiego grosza. To ich najbardziej oburza.
A Hofman i koledzy mogą teraz założyć kolejną partię i doskonale wyedukowani przez prezesa za jakiś czas znów powiedzieć Polakom: Gdybyśmy przyjęli założenia czysto moralne, tobyśmy nigdy niczego nie mieli...


Komentarze
Pokaż komentarze (38)