Jeden Ludowemu Wojsku oddany już w czasie jego początków - drugiemu początek szwejowania przypadł kilka lat przed zgonem ludowej armii. Pierwszy skończył jako szpieg obcego państwa - drugi jako dowódca Sił Powietrznych, pod którego bezpośrednią troskliwą opieką podopieczni wylądowali samolotem na drzewie. W wykluczającej lądowanie mgle. Łamiąc przy tym tyle przepisów, że wystarczyłoby na las przywaleń w drzewa. Przynajmniej teoretycznie skończyli więc nad wyraz marnie. Ale nie dla wszystkich.
Obaj stali się ikonami tej malowniczej odmiany rodzimego patriotyzmu, której estetykę wyznaczają: zabawa w durnia pt. "Gdzie Jest Krzyż" i zabawa w idiotę: "a na drzewach zamiast liści wisieć będą...".
Politycznie i mentalnie pokrywa się to z wyznawcami IV RP. Pisizm. Ideologia stosunkowo nowa, tym samym mocno niedoskonała, a siłą swej istoty rzygliwa. I właśnie wg tej estetyki można mówić o wyśmienitych wojskowych. Jeden dopomógł wysłać do aniołków prawie setkę ludzi, drugiego szpiegowanie mogło przyczynić się do skutecznego uśmiercenia znacznie większej liczby.
No ale od tego przecież są wojskowi. I chyba m.in. dlatego zostają bohaterami. Takich samych wyśmienitych patriotów.
P.S. Notka powstała na kanwie patriotycznie wzmożonego wciskania szkołom patronów.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)