Jakichż to rewolucyjnych zmian doczekaliśmy w polskim bagienku szowinizmu i wykluczania. Niektórzy jeszcze nie zdążyli zamknąć ust na temat spisku, który „Idzie” dał Oskara, a już pospieszyli sekować od zawsze konsekwentnie piętnującego antysemityzm Lisa.
Naprawdę zabawne jest to, że gdy Lis mówi, że bohaterka „Idy” jest Żydówką (nieważne która), to mówi jak filosemita – gdy mówi, że poeta Kornhauser jest Żydem, mówi jak antysemita. A może inaczej – nie tyle mówi, bo mówi przecież ciągle to samo, co jest.
Ale to w najmniejszym stopniu nie dziwi, dla sekowników bowiem najważniejszy jest właśnie stosunek Lisa do antysemityzmu. I gdy anysemityzmowi faktycznie przytarł noska, odsyłając go jak zwykle jako niemającego nic do powiedzenia nieuka do ławki, ten ochoczo wyrwał się do tablicy. Widać coś go jednak uwiera.
Niezależnie od tego jak szkaradny jest koniunkturalizm i zła wola środowiska chorobliwie uczulonego na proces przepracowywania polskich win i przywar, oraz niezależnie od zapalnika, który był tego koniunkturalizmu impulsem, jest to kolejny krok w demitologizowaniu polskiej wyjątkowości i bezgrzeszności. Polska żadnym Chrystusem narodów nie jest. I w końcu odkryła to, odkrywając dla siebie w Polsce antysemityzm, najprawdziwsza prawica.



Komentarze
Pokaż komentarze (37)