W siłowym wyrzuceniu z konwencji PiS kobiety wszystko jest symboliczne. I to, że kobietę. I to, że siłą. I to, że akurat PiS. No ale raz, że zadziało się to prawie w rodzinie. A dwa, rodzinie prawdziwie polskiej i oczywiście katolickiej, więc wiadome wartości siłą rzeczy obronione. Na bijącą w kapitał kulturowy konwencję o przemocy też znajdzie się sposób. Z bojówkami na cudzych wykładach i przedstawieniach włącznie.
Natknąłem się wczoraj na obywatelskie oburzenie, że znowu jacyś przebrani dziennikarze mediów mętnego nurtu próbowali podejść Antoniego Macierewicza by z nim porozmawiać. Tego jak zostali zdemaskowani bloger nie zdradza. Zresztą on tylko o tym słyszał. Za najważniejsze uznał wyrazić swoje oburzenie. Nadawałby się do przeprowadzenia interwencji w Kielcach.
No bo to skandal, zdrada i hańba, że lojalna dotąd aktywistka – skoro w ogóle wpuścili – przebrała się za krytyka polityki PiS. Nie podoba się kierunek i metody? Paszła won. Mówi wam to coś?
Prawdziwe nieszczęście owych gorliwie realizujących kierunek i metody prezesa polega na tym, że zareagowali dokładnie w taki sposób, jaki chwilę wcześniej aktywistka im wypomniała, mówiąc o dyktaturze i ręcznym sterowaniu uprawianym przez PiS. Dali się wręcz koncertowo sprowokować. A już prawdziwy ich niefart, że nie tylko ona została utwierdzona w tym, że miała rację.
Przykład, jak PiS - tutaj pan Macierewicz - dba by nie podpaść swoim szybkorękim bojówkarzom. Prawda, że szlachetnie milczy?


Komentarze
Pokaż komentarze (29)