Czy gdy wicepremier demokratycznego państwa podejmuje pozaprawne decyzje, to jest to zaledwie nieśmiała próba zamachu na demokratyczne standardy, czy już na państwo? Niby wychodzi na to samo, ale w drugim przypadku nie ma nawet potrzeby odwoływania się do demokracji, a wręcz przeciwnie – demokratyczne reguły chce się przecież unieważnić.
Sama tylko bezradność wicepremiera Glińskiego na proste pytanie dziennikarki o podstawy prawne swoich działań pozwalałaby mieć nadzieję, że chodzić może ‘tylko’ o sprawdzanie wytrzymałości materii. Unikanie odpowiedzi mogłoby świadczyć, że na otwartą wojnę z demokracją brak mu jednak odwagi. I wtedy paradoksalnie chwała mu. Nie za styl co prawda, ale za trzymanie pozorów.
Ale już zapalczywość w bronieniu swojej pozaprawnej decyzji pozwala sądzić, że idei demokracji albo zwyczajnie nie rozumie, albo po prostu nie szanuje. Dlatego dalsza publiczna dyskusja z wicepremierem Glińskim naprawdę interesująca będzie dla mnie dopiero wtedy, gdy wpierw jasno i wyraźnie się wypowie, czy to przypadkiem nie demokracja i wolność słowa go tak boleśnie uwierają.
Obawiam się, że prywatne zdanie prof. Glińskiego na temat wskazanych mu palcem sztuk teatralnych (których na oczy nie widział), obywateli demokratycznego państwa może znacznie mniej interesować niż jego stosunek do demokracji.
Jeszcze bardziej jednak obawiam się, że swoje prywatne zdanie wicepremier miałby w głowie, a nie w tablecie czy na wyciąganych z kieszeni świstkach. I że w tablecie, to ma tylko narzucone mu wytyczne i standardy.
P.S. Recenzja i zdjęcia ze spektaklu.


Komentarze
Pokaż komentarze (43)