"Czy pani sobie wyobraża, że będzie tak dalej prowadzić te programy?"
No to mamy już pełne wyobrażenie. Na pytania odpowiada się swoim niepokornym dziennikarzom, a nie pracownikom stacji uprawiających propagandę i manipulację.
Pytanie, czy p. Gliński tego przed programem nie wiedział, można sobie chyba darować. Medialnie kaleka (na własne życzenie, jak udowadnia to przykład z notki) prawa strona od lat przecież na zarzucaniu innym manipulacji buduje swoją opowieść uciśnionego i wykluczonego. Zatem p. Gliński musiał jako polityk również dopuszczać, że propagandystom i manipulatorom nie będzie na pytania odpowiadać. Formułę programu a priori wykluczył.
Do programu p. Lewickiej przybył więc człowiek, który dopuszczał lekceważenie i obrażanie rozmówcy. Wolno mu, a o to czy uchodzi nie pytajmy, pisowski profesor wie to przecież lepiej od nas. Za każdym takim stoją przecież stosowne wartości.
Symptomatyczne w tej pozornie głupiej wpadce jest to, że pisowski wicepremier dalej nie uważa za ważne wytłumaczyć obywatelom, na jakich podstawach prawnych oparł swoją próbę nacisku na urzędników państwowych, by tym samym prewencyjnie cenzurować sztukę.
Można mieć więc raczej pewność, że z czystek politycznych, jakie tuż po programie zapowiedział już p. Lewickiej, też nie będzie się wyborcom tłumaczył.
Demokracja pisowska jest jednak zdecydowanie bliższa demokracji plemiennej, czy nawet bardziej demokracji wojennej, niż tej, którą PiS zastał. A właściwie, to zasiadł.




Komentarze
Pokaż komentarze (10)