Gdyby sprawę zamachu na TK mierzyć emocjami głównych aktorów, to zesztywnienie obwieszczającego partyjne ukazy prezydenta, naprzeciw prosto patrzącego prezesa TK, gdy mówi o nadrzędności Konstytucji RP, nie pozostawia specjalnych złudzeń kto tu czuje się bardziej niekomfortowo. Więc znowu zamach. Tym razem na stan ducha jednego z zawsze pokrzywdzonych.
Nerwowość i sztywna szyja prezydenta Dudy są coraz bardziej widoczne. Swoboda, którą elektryzował w czasie swojej bizantyjskiej kampanii wyborczej, która tak łatwo mu przychodziła gdy chodziło o dobre ustawienie się przed kamerą, nieubłaganie gdzieś się ulatnia. Z buchającego energią amerykańskiego elekta staje się spiętym, ponurym posterunkowym. I tylko on wie, w jakim stopniu na jego postępujący dyskomfort wpływa to, że jest posterunkowym jednej partii.
Prof. Rzepliński musiał to nie tylko dostrzec ale i chcieć wykorzystać, skoro u Moniki Olejnik wysłał prezydentowi sygnał, że mimo wszystko woli wierzyć w jego troskę o konstytucję...
Sprawa bowiem wygląda tak, że chcąc zamordować istniejącą konstytucję, a wcześniej zdewastować Trybunał Konstytucyjny, PiS występuje jako anonimowa partyjna pulpa. Brakuje nie tylko twarzy zamachowca, ale i lidera, kapitana drużyny. Pan Jarek znowu ustawił się w cieniu, prawdopodobnie mając świadomość jakości swojego autorytetu.
Problem w tym, że autorytety prezydenta RP i premiery pisowskiego rządu pan Jarek już wcześniej z premedytacją zdewastował. A naprzeciw strażników konstytucji ktoś stanąć musi.
Wyjścia prezydent Duda więc nie ma. Pan Zbyszek z przyjemnością będzie sznurem, ale katem i tak zostanie pan Andrzej. Stąd ta trema i sztywna szyja pana Andrzeja.



Komentarze
Pokaż komentarze (39)