Nessun Dorma Nessun Dorma
344
BLOG

Rachunek pojednania

Nessun Dorma Nessun Dorma Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 2

Zwolennicy błyskawicznego pojednania z Rosją są, jak wyznawcy miłości beznadziejnej, tej bezwarunkowej i bezinteresownej, nie oczekującej niczego w zamian. Ich ślepą wiarę można by tłumaczyć łaską, gdyby nie była raczej przekleństwem, skazującym od kilkuset lat znaczną część narodu na kolaborację i zdradę.

Może więc zamiast rachunku sumienia, podsuwającego niedotlenionym intelektualistom pomysły palenia zniczy na mogiłach czerwonoarmistów i stawiania pomników bolszewickim najeźdźcom, wartało by spróbować zrobić rachunek krzywd.

Konserwatywna szkoła dobrego wychowania nakazuje przebaczać, ale dopiero po przyjęciu przeprosin. 

Czy kiedykolwiek zrobiono wobec Polski taki gest? 

Czy nie powinniśmy się raczej trzymać szlachetnej prostolinijności Zbigniewa Herberta, przypominającego; 

"i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy 

przebaczać w imieniu tych którzy zginęli o świcie." 

Stale powracam do tego cytatu z wielkiego poety, bo nadal mało kto zastanawia się nad jego sensem. Jedyną więc drogą jest poznanie prawdy i przyznanie jej miejsca w historii obojga narodów. Tym bardziej, że rachunek krzywd jest spisaną na stuletnim kalendarzu długą listą ofiar. Śmiało można powiedzieć, że utraconej  w XVIII wieku w rozbiorach suwerenności Polska nigdy nie odzyskała. Wyjątkiem jest okres dwudziestolecia międzywojennego. Nasza ojczyzna po okrągłym stole, wbrew pozorom nie stała się niepodległa. Iluzje wolności tym łatwiej potrafiły zmylić Polaków, że oferowały pełen wachlarz swobód obywatelskich, tak bardzo wytęsknionych w czasach prl-u. Bardzo łatwo było się zachłysnąć nieograniczonymi możliwościami, zniesionymi granicami i zlikwidowaną cenzurą, prawem do swobodnego podróżowania i osiedlania gdziekolwiek, dostępem do wszelkich towarów i dóbr.

Czy pod działaniem takiego narkotyku warto było się zastanawiać nad przyzwyczajeniami Rosji, od kilkuset lat traktującej Polskę, jak krnąbrną kolonię? Wiecznie zniecierpliwioną koniecznością wybijania tysięcy powstańców, ogłaszania branek, zsyłania kolejnych generacji na Sybir, tę niezawodną placówkę szczepienia rozpaczy i powolnej śmierci. 

Czy warto było pamiętać o niekończących się falach emigracji, metodycznie zmierzających do osłabienia narodowej tkanki? Czy warto było pamiętać o wojnie 1920 roku, wrześniowej inwazji ze wschodu, kolejnych zsyłkach i zbrodni katyńskiej? Armii, stojącej na drugim brzegu Wisły i czekającej, aż wykrwawi się Powstanie Warszawskie? Niedobitkach inteligencji i prawdziwych elit, które wykańczano najpierw w lasach, a potem katowniach UB? 

Za wszystko nie można winić Rosji, bo zdrajców nigdy nie brakowało, pomimo, że tradycja płazowania przez czerkiesów szablami po trzydniowej uczcie, wydanej z okazji wizyty cara - by im się we łbach nie poprzewracało - znajduje współczesne, równie upokarzające formy.

Dlaczego jednak to, co stało się 10 kwietnia w Smoleńsku nie otworzyło Polakom oczu? Jak długo jeszcze wskazywanie generała Błasika będzie kładło palec na ustach milczącej większości?

Rozsiadła się w Polsce Targowica, a rozproszone oddziały powstańcze, uzbrojone jedynie w nadzieję i marzenie o prawdziwie wolnej Polsce, przemykają się przez miasta, uliczki i nasze sumienia. 

Próbuję ocalić niepodległość i zachować wierność przekonaniom. Czasami wymaga to uczciwości wobec siebie i innych.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura