Wszyscy jesteśmy obywatelami
“Człowiek nie jest w stanie pracować, gdy nie widzi sensu pracy, gdy sens ten przestaje być dla niego przejrzysty, gdy zostaje mu niejako przesłonięty. Praca ludzka stoi w pośrodku całego życia społecznego. " Jan Paweł II
46 obserwujących
941 notek
1013k odsłon
  1933   6

"Białe Miasteczko" pomyliło adres. Winno rozstawić namioty na Wiejskiej, Pięknej i Złotej

Protest pracowników ochrony zdrowia trwa, bo trwać ma. Protestujący blokują dialog, nie chcą z nikim rozmawiać poniżej rangi premiera. Kolejne "Białe Miasteczko" ma być z założenia dłuższym spektaklem, wystawianym pod Kancelarią Premiera. Czy to właściwy adres?

Od 11 września grupa kilkudziesięciu na początku, potem kilkunastu, a chwilami ledwie garstki lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych urządza sobie piknik w Alejach Ujazdowskich. Ich postulaty to "wzrost nakładów", ale że ten wzrost jest realizowany przez rząd, to żądają jeszcze "szybszego wzrostu". Jeszcze szybciej ma być!

Drugim postulatem jest "zwiększenie wynagrodzeń pracowników ochrony zdrowia do poziomów średnich", ale nie w Polsce, bo to już mimo ciężkich czasów i kryzysu rząd realizował, tylko "w OECD i UE". Lekarze z mojej rodziny i spośród moich przyjaciół szczerze mówią, że wreszcie zarabiają całkiem nieźle, chwalą różne dodatki, wyrównania, które dostają od tego PIS-owskiego rządu, pierwszego, który daje, a nie zabiera i nie likwiduje. Są jednak tacy, dla których to wszystko, to za mało, którzy chcą zarabiać jak w Szwajcarii, po 60 tys. miesięcznie plus trzynastka. Tylko, to ma być w Polsce, z podatków obywateli, gdzie nadal poniżej minimum egzystencji żyje ponad 5 proc., czyli ok. 1,9 mln Polaków. Oznacza to, że ich przeciętne miesięczne wydatki nie przekraczają 640 zł w jednoosobowym gospodarstwie domowym i 1727 zł w przypadku rodziny czteroosobowej. Moralne? Pytanie retoryczne.

Trzecim jest postulat o "zwiększenie liczby pracowników w systemie ochrony zdrowia do poziomów średnich w krajach OECD i UE (w tym dodatkowych pracowników obsługi administracyjnej i personelu pomocniczego) i wprowadzenie norm zatrudnienia uzależnionych od liczby pacjentów". Bardzo dobry postulat, dobry od wielu lat. Protestujący udają, że nie wiedzą, skąd się te dzisiejsze problemy wzięły, cytuję: "Dr Gałczyńska-Zych przyznała, że trudno wskazać jedną przyczynę braków kadrowych, bo na to składa się wiele problemów, które narastały przez lata. Zarówno w kwestii kształcenia medyków, ale też wizerunku pracy w ochronie zdrowia (...)". Biorąc pod uwagę, że wykształcenie lekarza specjalisty trwa 11-12 lat, to pretensje o dzisiejsze braki kadrowe należy kierować nie do rządu obecnego, ale do pierwszego rządu Tuska (PO-PSL).

Można by też sięgnąć głębiej. Obecny brak lekarzy to przede wszystkim efekt luki pokoleniowej z lat 90., gdy - cytuję - "liczbę miejsc na I roku medycyny zmniejszono stopniowo z ponad 6 000 w roku 1987 do ok. 3 300 w 1990 r. Ten regres narastał i trwał kilkanaście lat; jeszcze w 2003 r. było zaledwie 2090 miejsc na studiach dziennych na kierunku lekarskim. Co takiego wydarzyło się trzy dekady temu, że na początku l. 90 limity przyjęć na medycynę tak dramatycznie obcięto? - Politycy stwierdzili, iż liczba absolwentów opuszczających co roku akademie medyczne jest zbyt duża, a ta "nadprodukcja" miała wynikać stąd, że Polska była traktowana, jako zaplecze medyczne dla działań Układu Warszawskiego. Byliśmy też krajem wychodzącym z biedy i inaczej w tamtym czasie szacowano potrzeby zdrowotne - wyjaśnia dr Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej w l. 2010-2018." A kto wówczas pełnił stanowisko ministra zdrowia? Otóż, głównie ludzie z ZSL i PSL, w tym ... Andrzej Kosiniak-Kamysz, ojciec Władysława. 

Krótko mówiąc, paradoksalnie środowiska post-SLD-owskie i post-PSL-owskie mają za złe obecnie rządzącym, że nie dość szybko po ich ministrach posprzątał. Nie dał rady tak szybko posprzątać, bo zbyt wiele jest jeszcze tego bałaganu, tych szpitali, które do końca chce wysprzedać PO, według zapowiedzi marszałka Senatu i też doktora Grodzkiego. Protestujący jednak nie walczą z opozycją, która chce ich postulaty spełnić poprzez zaoranie, to jest likwidację ich miejsc pracy.

Stawiając te swoje żądania, tu i teraz, 100 miliardów złotych protestujący powinni raczej pójść do biur PO, pod "Czytelnika" na Wiejską. Albo idźcie - już nie na haniebnie sprzedaną dawną siedzibę PSL na Grzybowskiej  - pod bramę przy Pięknej 3A.  Albo ruszcie - już nie na sprzedaną wstydliwie siedzibę na Rozbrat - ale pod bar z burgerami na Złotej 9. Swoje siedziby sprzedali, wasze szpitale też sprzedadzą... To są właściwe adresy!

https://www.tokfm.pl/Tokfm/7,171710,27572260,szpitale-musza-sie-zadluzac-zeby-sciagnac-lekarza-na-dyzur.html

https://www.rynekzdrowia.pl/Nauka/Limity-przyjec-na-medycyne-wyraznie-rosna-Czy-odbudujemy-lekarskie-kadry,198210,9.html

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ministerstwo_Zdrowia_(Polska)#Lista_ministr%C3%B3w

https://www.poradnikzdrowie.pl/aktualnosci/walcza-o-publiczna-ochrone-zdrowia-postulaty-protestujacych-medykow-aa-GJLJ-wEGt-pQAd.html

https://www.money.pl/gospodarka/kusza-polskich-lekarzy-60-tys-zl-miesiecznie-i-trzynastka-warunkiem-znajomosc-jezyka-6669315866556960a.html

https://radioszczecin.pl/6,428617,minister-zdrowia-postulaty-medykow-sa-nierealne-

 

Lubię to! Skomentuj61 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo