I. POWODY
„Raport Millera” jest oficjalnym dokumentem państwowym, wykładającym przyczyny wypadku lotniczego i podpisanym przez Prezesa Rady Ministrów RP, tego samego, który pół roku przed jego opublikowaniem, 19 stycznia 2011, z trybuny sejmowej oświadczył:
Strona polska nie ma jakichś większych zastrzeżeń co do zawartych w rosyjskim raporcie ustaleń o charakterze jakby takim materialnym.(…) na razie badania i ustalenia, jakie my także prowadzimy na tym etapie, na jakim jesteśmy, nie dają powodu do podważania któregokolwiek z kluczowych ustaleń, nie mówię: interpretacji, ale ustaleń zawartych w raporcie MAK-u.(…) naprawdę nie znaleźliśmy żadnych powodów, aby sądzić, że praca Rosjan na materiale dowodowym była efektem jakichś manipulacji czy złych intencji. [1]
Można więc powiedzieć, iż „Raport” oddaje stan bezsporny w najważniejszych (kluczowych) kwestiach wyjaśniania „katastrofy smoleńskiej, wynikających z obopólnego porozumienia, choć owo porozumienie nasuwa jednocześnie istotne wątpliwości:
„Od pierwszych godzin kluczową kwestią było zastosowanie takich procedur i metod działania, które pozwoliłyby (…) prowadzić te sprawy, jednocześnie mając na uwadze interes Polski, polską rację stanu, to znaczy żeby konsekwentnie działać na rzecz polskiego bezpieczeństwa, polskiej silnej pozycji, a więc wygrać prawdę i równocześnie wygrać pokój. Wygrać to, co dla Polski tak bezcenne, również ze względu na sąsiedztwo, w jakim przyszło Polakom żyć. Wiedzieliśmy, że partner, z jakim przyszło nam współpracować, jest takim samym partnerem jak w historii(…) aby uzyskać możliwie kompletny obraz zdarzeń. Ja wówczas nie miałem i dzisiaj nie mam wątpliwości, że dla Polski lepiej znać prawdę i nie mieć wojny niż nie znać prawdy i mieć wojnę.
Odpowiedział mu poprzedni premier: „W długich, skomplikowanych i bardzo trudnych dziejach naszego narodu bywało, że traciliśmy wolność, ale nie traciliśmy godności. Pod kierownictwem premiera Donalda Tuska idzie ku temu, że stracimy godność, a wolność też będzie zagrożona.” [1]
Tak zatem otwiera się przed nami pierwsza możliwość interpretacji wydarzeń:
pewne fakty (w badaniu wypadku lotniczego – określenie z „Raportu”) mogą być ukrywane przed opinią publiczną z powodów polskiego bezpieczeństwa.
Czy do tych faktów, ukrywanych pod przymusem Racji Stanu, należała, skoro - jak ustalił „Raport Millera”: „katastrofa smoleńska” „miała miejsce” o godz. ósmej czasu polskiego - i ta kwestia?
Załóżmy, że należała: wówczas; dziś jednak nikt już nie ma wątpliwości, że przymus ten nie występuje (zwłaszcza nie jest przymuszona nim opozycja parlamentarna).
Druga możliwość interpretacyjna dalszego ukrywania „godziny katastrofy” – idąca jednocześnie krok dalej, bardziej prawdopodobna (bo straszak „wojny” od początku przecież wydawał się mocno naciągany, wypowiadany „pod publiczkę”) – to „międzynarodowe wytyczne”; bardzo jasno przedstawił je premier rządu:
gdziekolwiek to komentowano czy rozmawiano na temat tego, jak Polska poradziła sobie z sytuacją tuż po katastrofie, to wszędzie słyszałem wyłącznie słowa najwyższego uznania. (Oklaski) W każdej stolicy europejskiej, światowej słyszałem wyłącznie jedno: Polska wspaniale wyszła z tego niebezpiecznego wirażu.[1],
bardzo – jakże znamienny dwugłos! - jasno przedstawiła je też później (n.b. w Nowym Jorku!) b. minister SZ: - Polacy nie dojrzeli do prawdy na temat tragedii smoleńskiej.
Czy nie dojrzeli zatem i do odkrycia, że są manipulowani?
Jest jeszcze trzecia możliwość: nie mówi nam się, jak było, bo chroni się własną (lub kompanów) głowę – i ta możliwość jest najtragiczniejsza: łączy ona bowiem, w „braterskim” uścisku, ludzi porządnych z łajdakami – co przypomina i PRL (polityka „haków”) i „walkę o TW” w neopeerelu…
Reasumując: „oni” wiedzą [2] – a naszym obowiązkiem jest głosować, a nie marudzić:
i tak się „nie dowiemy”, a próbowanie na własną rękę, albo samo już dowiedzenie się, lub co gorsza „bycie świadkiem” jakiejś Prawdy, może być (i było!) śmiertelnie niebezpieczne…
II. KONSEKWENCJE POLITYCZNE, SPOŁECZNE, zamilczania prawdy o „godzinie katastrofy”
1. Prócz wymienionych wyżej, możliwych konsekwencji osobistych dla świadków, mamy:
- całkowitą utratę wiarygodności Polski na arenie międzynarodowej (tamci też wiedzą!)
- pewność bezkarności polskich współsprawców Tragedii Narodowej
- szantaż polityczny dla formacji opozycyjnej (bo milczy na ten temat)
- zagrożenie kompromitacją czołowych postaci publicznych, przede wszystkim polityków, ale też mediów, profesury, autorytetów (moralnych?) etc.
- zdemolowanie demokracji i dyskursu publicznego
- ostrą tresurę wolności obywatelskiej, szerzenie zwątpienia, strachu, poddaństwa, bezmyślności.
2. Co bowiem stało by się, gdyby ogłosić "pomyłkę co do godziny katastrofy"? Że "okazało się", iż:
- niektóre „twarde dane” z oficjalnego śledztwa smoleńskiego są sfałszowane (a zaczęło się to właśnie co do „czasu katastrofy”: dane o tym czasie „Raport Millera” wziął… z zegara filmu montażysty telewizyjnego, który ten czas… wgrał dobę po nagraniu – i opublikowaniu! przez, jak sugestywnie twierdzi bloger @Wielki, najpierw rosyjską tv– na cały świat, w tym do Polski)
- niektóre podawane ważne dane czasowe są „przyspieszone”:np. start tupolewa, godzina „rozmowy z bratem”, przede wszystkim zaś sam moment wypadku lotniczego - ?
Okazało by się, że wszyscy nas okłamali; wszyscy bez wyjątku. Więc muszą milczeć dalej…
3. Brnięcie w „kłamstwa smoleńskie” stwarza „osobom publicznego zaufania” sytuację właściwie bez wyjścia: muszą kręcić, zakłamywać, zaprzeczać, oskarżać o „krecią robotę”, torpedować cudze (i rażąco ograniczać własne, publiczne) dociekania prawdy smoleńskiej; wynajdywać dociekania zastępcze, po stokroć omawiać (zamiast poszukiwać nowych!) te same „okoliczności” etc.
4. Sytuacja (w skali mikro) powtarza się na podwórku blogerskim: mamy tu zarówno deklaracje, iż dochodzenie prawdy o czasie katastrofy „niczego nie zmienia” – jak i nadmierną aktywność nawiedzonych „prawdą o specjalnym czasie smoleńskim (innym niż wszystkim dotąd wiadomy)”; obie te postawy skutecznie zniechęcały (daj Boże, by nie celowo) do „grzebania się” w tej sprawie.
Jak to przerwać wie w zasadzie każdy: rząd RP oświadczył w oficjalnym dokumencie (prawda, że mimochodem) iż „Wschód słońca w Smoleńsku w dniu wypadku był o godz. 03:02. Wypadek zdarzył się w porze dziennej, około trzech godzin po wschodzie słońca”;
- oświadczenie to głęboko ukrył, w czym nie przeszkadzał mu nikt z walczących „o całą prawdę smoleńską” (czy można deklarować walkę o półprawdy?);
- społeczeństwo w swej masie jest – wbrew oficjalnemu stanowisku rządu! – ogłupiane propagowaniem, przy udziale tegoż rządu (ale i przecież jego przeciwników!), fałszu i NIKT nie zamierza tego fałszu przed narodem obnażyć (z powodów, które tu wyłuszczam)
- przedstawiłem w poprzedniej notce dowód, że „Miller” nie kłamał: że wschód słońca w Smoleńsku nastąpił o godz. piątej naszego czasu, co oznacza, że „wypadek”(trzy godziny po wschodzie słońca) „zdarzył się” ok. godziny ósmej czasu polskiego;
- dowód ten może wzbogacić (lub oficjalny, rządowy raport podważyć) każda publiczna (zwłaszcza głęboko zaangażowana „w walce o prawdę”) osoba, placówka naukowa, służba dyplomatyczna, wnikliwy dziennikarz (oczywiście także i bloger);
- upieranie się, publiczne łgarstwa iż „katastrofa była o dziewiątej” też są dowodem:
dowodem na akceptację podanych wyżej powodów kłamstw i zgody na ich haniebne konsekwencje.
III. KONSEKWENCJE „ŚLEDCZE” – w przygotowaniu :)
[1] http://orka2.sejm.gov.pl/Debata6.nsf/main/4F4D928B
[2] http://noweczasy.salon24.pl/579514,oni-wiedza (wraz z dyskusją!)
Por. też: http://noweczasy.salon24.pl/632100,smolenscy-zegarmistrzowie
http://noweczasy.salon24.pl/584436,powody-dezinformacji-smolenskiej
http://noweczasy.salon24.pl/738866,tragedia-smolenska-katastrofa-przed-katastrofa-i-po-katastrofie http://noweczasy.salon24.pl/573148,archiwa-smolenskie-linki
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka