25 obserwujących
231 notek
371k odsłon
3188 odsłon

Tragedia Smoleńska: katastrofa przed „katastrofą”… i po Katastrofie

Wykop Skomentuj2

- Myśmy jeszcze ten samolot słyszeli, jak przelatywał nad lotniskiem nisko

- Dwa elementy mi się w tym nie zgadzały. Najpierw słyszałem dolatujący samolot, a więc słychać silniki. Potem te silniki idą z całą mocą, a więc na logikę, ten samolot włącza rewers - przeciwny ciąg, żeby wyhamować. Następnie, w normalnych warunkach, powinna być słyszalna praca silników, bo samolot kołuje, a tam była przerażająca cisza. Nie było wybuchów, huków, tylko cisza [24]

- Kiedy usłyszałem huk, byłem przekonany, że samolot przeleci nad nami i odleci gdzieś dalej [25]

- usłyszałem świst silników tupolewa. Poznałem, bo leciałem nim wiele razy przy okazji różnych wizyt. Zapamiętałem, że potem była cisza.

Czy Bahr, Turowski i Górczyński, Wierzchowski - słyszeli odlot?

Artur Wosztyl za to usłyszał „zrzut” (i „dźwięk” – patrz niżej: Przebieg Wydarzeń):

To było tak, że słychać było, jak ten samolot się zbliża, doszło do tych bardzo niepokojących dźwięków, przerażających wręcz. Słychać było, jak dochodzi tak jakby do niszczonej konstrukcji samolotu. Dochodzą fale uderzeniowe i dźwięk detonacji. [kolejność jakby „niefizyczna”, ale zwracam uwagę: detonacja na końcu!]. Następuje martwa cisza. Pierwsze co - zdezorientowani jesteśmy, nie wiemy, co się dzieje. Wziąłem telefon od drugiego pilota i zadzwoniłem do dowódcy pułku. Poinformowałem go, że coś złego stało się przy podejściu na lotnisku w Smoleńsku z tupolewem. Ale mówię: "to nie jest informacja potwierdzona".[26] - po czym zadzwonił do DKL:

Rozmawiałem z DKL-em, do którego zadzwoniłem zaraz po rozmowie z Panem płk. Raczyńskim - Dyżurny Kierownik Lotów - i on powiedział, że na jego telefonie, połączenie które ze mną miał, było o godzinie 8:38 [27].

O której „rzuciło mu się” na uszy – a raczej: o której „rzucono”!? Nietrudno ustalić!

Muś: Sytuacja nasza wyglądała tak, że nie wiedzieliśmy, czy możemy oddalać się od samolotu. Obserwowaliśmy tylko przejeżdżające obok nas pojazdy ratownicze. Po około 5 minutach nawiązałem łączność z wieżą zapytując „co z naszą tutką”, odpowiedział mi „żebym wysiadł z samolotu, bo oni stacjonują 50 metrów od samolotu którym przylecieliśmy.” Spotkaliśmy się z nim, drżący głosem odpowiedział nam, że tupolew spadł. [28]. A zatem: od połączenia które miał Wosztyl (8.38’) odejmijmy minutę na rozmowę z DKL-em (8.37’); minutę na rozmowę z Panem Pułkownikiem i  pożyczenie telefonu (8.35’), te około 5 minutMusia (8.30), na zdezorientowanie, te przejazdy ratownicze, martwą ciszę, niepokojące dźwięki – 2 minuty (8.28’)…

„Bort” - czy pod tym zadziwiającym kryptonimem nie kryje się czasem „nasz” ił? [29] - przyleciał o 8.28’… i są inne ślady tego przelotu! oficjalne!:

 По информации Первого канала, за 10 минут до трагедии российский военно-транспортный самолёт, который должен был сесть на том же аэродроме, ушёл на запасную площадку - по погодным условиям. – są i półoficjalne: O godz. 10.30[8:30 czasu polskiego] na lotnisku Siewiernyj próbował wylądować samolot transportowy (z powodu mgły dokładnie nie widziałem modelu i koloru), niniejszy samolot po próbie lądowania zaczął unosić się i skrył się w nieznanym kierunku. [30] – i o ile wypowiedz milicjanta jest jednoznaczna (8.30’), o tyle Pierwowo Kanała (moja ulubiona)… jak sądzicie: dotyczy tutki czy „prezydenckiego jak-a”? bo jak tutki, to okaże się profetyczna (patrz pkt. V), ale wkopie i Szojgu, i Putina (o naszych gierojach nie ma co tu wspominać) - chyba, że jednak nie tego ił-a (czyli nie „borta”) i, w konsekwencji!, nie tego jak-a (co nam mówią, że był jedyny)…

 

IV. Tutka ląduje gdzie indziej (Hipoteza Dwóch Miejsc - H2M)

Jacek Sasin: ja rozmawiałem z takim emerytowanym pilotem z tego 36 specpułku, który zresztą tysiące godzin wylatał na tupolewie. On odsłuchiwał (...) to nagranie z czarnej skrzynki, które p. Anodina tam puszczała, prawda na tej konferencji prasowej (...) I tam jest takie uderzenie, które ZOSTAŁO ZINTERPRETOWANE JAKO UDERZENIE O DRZEWO, prawda. On mówi, że to w ogóle absolutnie nie jest prawda, że to jest uderzenie o drzewo, to jest BARDZO CHARAKTERYSTYCZNY ODGŁOS KÓŁ, KTÓRE UDERZAJĄ O PODŁOŻE, że jak ktoś latał tym samolotem tysiące godzin, to dokładnie ten odgłos zna.

 To jest taki odgłos nie pojedynczego uderzenie, tylko takie podwójne bu-bum, czy takie właśnie coś takiego, że te koła najpierw dotykają jedne, a następnie siadają na ten wózek z kołami, prawda, chyba są, tych kół jest 6 na tym wózki, 4 albo 6 bodajże... i one siadają, najpierw uderzają, a potem reszta. A więc, mówi, że to jest CHARAKTERYSTYCZNY ODGŁOS - nikt mu nie powie, że to jest uderzenie w drzewo - TO SĄ KOŁA UDERZAJĄCE O ZIEMIĘ W PEWNYM MOMENCIE [31].

W tym kontekście warto zwrócić uwagę na dziwaczny zapis w tabelce nalotów załogi tutki, zawarty w Uwagach do Raportu MAK [32]; podczas gdy MAK określa nalot w dniu Tragedii na 1.14’ – „strona polska” wpisuje:  Nalot w dzień zdarzenia - Nie liczono (sic!) – czy to miałoby oznaczać, że „lepiej (dla wszystkich) było nie liczyć” (bo lecieli „trochę dłużej”) ?

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale