61 obserwujących
246 notek
288k odsłon
519 odsłon

Wybory korespondencyjne - jak je przeżyłem

Wykop Skomentuj45

Wybory korespondencyjne budzą w chwili w Polsce ogromne emocje. Posłanka z listy PiS obecna sędzia TK Krystyna Pawłowicz grzmiała na zlecenie Jarosława Kaczyńskiego z sejmowej trybuny

Ale to było 2013. Wtedy "układ trzymający władzę" nie nazywał się PiS. Teraz jest "dobra zmiana", a PiS jest kryształowy jak Banaś, więc zastrzeżenia panny Krysi są passé.


Dlatego może opiszę wybory korespondencyjne na zachód od Odry. Tam każdy obywatel (chyba we wszystkich Landach RFN) ma prawo oddać głos korespondencyjnie. Sprawa jest prosta, głosowanie to jest PRAWO i nie może być dla obywatela uciążliwe.

Chcę w okresie wyborów polecieć na urlop, czyli bez prawa do głosowania korespondencyjnego zostałbym praktycznie pozbawiony aktywnego prawa wyborczego. No, zawsze można powiedzieć, że mogę dla dobra Vaterlandu zrezygnować z wyjazdu, ale to inny lewel rozumowania.

Więc jako wyborca postanowiłem skorzystać z możliwości głosowania korespondencyjnego.

Jakiś czas przed wyborami, nie pamiętam, bo nie zwracam na to uwagi, parę tygodni przed, KAŻDY uprawniony dostaje zwykłą pocztą do skrzynki na listy zawiadomienie o wyborach. Zawiadomienie wypisane jest z imieniem i nazwiskiem, adresowane na konkretną osobę i jako takie chronione ustawową tajemnicą korespondencji. Jest tam informacja o tym, że jest się wpisanym do spisu wyborców komisji ..., gdzie znajduje się lokal wyborczy, data i godziny głosowania, itd.

Jest też miejsce na zgłoszenie chęci głosowania korespondencyjnego. Wypełniam, wysyłam do urzędu i otrzymuję "pakiet" do głosowania korespondencyjnego. "Pakiet" przyszedł zwykłą, trochę niezwykłą, bo bez znaczka czy stempla maszyny frankującej,  pocztą do skrzynki. Oczywiście nic nie podpisywałem.

W pakiecie jest oczywiście karta do głosowania. Jest też oczywiście koperta na kartę. Ani koperta, ani karta nie posiadały widocznych zabezpieczeń, ale wykonane były z papieru (kolor, gramatura) którego nigdzie indziej nie widziałem. Koperta na kartę nie zawiera żadnych informacji o głosującym, co logiczne i jest zaklejana.

Następnym punktem jest kartka podobna do zawiadomienia o wyborach, z wydrukowanymi danymi osobowymi i oświadczeniem które należy podpisać. Też i koperta i oświadczenie na nietypowym papierze. Podpisem oświadcza się, że głosowało się osobiście, z wolnej nieprzymuszonej woli ... itd. I jest jeszcze jeden szczegół tego oświadczenia, nie wiem czy znany w polskim systemie prawnym. Jest to "Versicherung an Eides statt", czyli oświadczenie mające moc zeznania pod przysięgą, np. przed sądem. Fałszowanie takiego oświadczenia, czy krzywoprzysięstwo obłożone są solidnymi sankcjami karnymi, jak chyba w każdym systemie prawnym.

Na koniec wypełnioną, albo i nie, kartę do głosowania wkładamy do koperty na kartę do głosowania i zaklejamy. Tę kopertę wraz z podpisanym, opisanym powyżej, oświadczeniem wkładamy do koperty zwrotnej którą również zaklejamy i wrzucamy do najbliższej skrzynki pocztowej, oczywiście bez znaczka.


Jak widzimy, system, jak każdy taki system funkcjonuje na bazie zaufania, ale i na każdym etapie jest możliwość kontroli! Jeśli ktoś za mnie zamówi pakiet, to zostanie to odnotowane na arkuszu komisji wyborczej i gdy przyjdę do lokalu przestępstwo wyjdzie na jaw. Gdy nie dostanę zamówionego pakietu i zwrócę się do urzędu to również wzbudzę alarm.

Jak widzimy, w tym systemie wszystko może działać jedynie na zasadzie kontroli obywatelskiej.

A dalej; listy są dostarczane do właściwej komisji wyborczej. Ta zaś (KOMISJA) otwiera każą kopertę zewnętrzną, sprawdza czy wyborca jest na jej liście, czy nie ma ew. innych adnotacji na liście, kopertę z katą do głosowania korespondencyjnego wrzuca do urny i odnotowuje fakt oddania głosu.

W drugim etapie głosy liczone są razem z głosami oddanymi w lokalu.


A w Polsce? Pierwsze to dyskusja jak można "oszwabić", przepraszam Szwabów, system.

Jak widzimy można na wielu poziomach i gwarantem jest jedynie zasada wielu par oczu i konsekwentne ściganie przestępstw wyborczych. W ostatnich wyborach do Bundestagu w jakiejś zapadłej dziurze ktoś coś chachmęcił i momentalnie miał prokuraturę na karku.


A w Polsce???

Czytałem o takim zdarzeniu; pod lokal wyborczy podjeżdża bus z zakładu opieki nad niepełnosprawnymi (umysłowo). Siostra zakonna prowadzi tę gromadkę do lokalu i instruuje jak mają oddać głos. Na opcję popieraną przez toruńską rozgłośnię. Na protesty innych wyborców przewodniczący komisji wyprasza siostrę z lokalu. Czujecie różnicę? W Niemczech wezwałby policję, policja powiadomiła prokuraturę, prokuratura zaś sporządziłaby wniosek do sądu o przestępstwo wyborcze. 


Zaś w Polsce???

Inny przykład; obywatel wraz z paroma przyjaciółmi planowali w okresie wyborów wyjazd "na daczę". W związku z tym załatwili sobie możliwość głosowania poza miejscem stałego zameldowania. Po wyborach z głupia frant delikwent sprawdził ile głosów zostało w tej komisji oddanych na "jego" kandydata. W protokole komisji było ZERO. Wyborca ów spytał przyjaciół na kogo głosowali. Oni również głosowali na tego samego kandydata. Sporządzili więc stosowne oświadczenie o możliwości popełnienia przestępstwa wyborczego.

I co? I nic!  Bowiem ktoś tam doszedł do wniosku, że tych parę głosów nie zaważyło na wyniku wyborów i nie ma sensu dochodzić przyczyn tego stanu rzeczy.


Przy takim podejściu, gdzie przestępstwo wyborcze traktowane jest na równi z zajumaniem lizaka w markecie, brzmi to jak zaproszenie do manipulacji.


Ale wracając do wyborów korespondencyjnych; widzimy by system funkcjonował, by możliwa była jego społeczna kontrola zasady muszą być znane tygodnie czy miesiące przed wyborami by urzędy mogły odpowiednio przygotować listy. Tak samo obywatele muszą otrzymać pakiety odpowiednio wcześnie by mieć czas na ew. reklamacje.

W każdym innym przypadku takie wybory będą farsą.

Wykop Skomentuj45
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka