64 obserwujących
335 notek
339k odsłon
  182   0

Katastrofa Smoleńska - Historia "pancernej brzozy".

Przy okazji rocznicy chciałbym wrócić do tak często używanego hasła o "pancernej" brzozie. Jak dokonał się zwrot o 180 stopni.

Pierwszą notkę na Salonie napisałem 16 czerwca 2010. Nie były to jednak moja pierwsza wypowiedź w temacie wtedy jeszcze świeżej katastrofy pod Smoleńskiem. Pisałem wtedy pod innym nickiem na forum które szybko zmutowało w kierunku tego co dziś możemy nazwać sektami smoleńskimi.

Co ciekawe, przewróconą brzozę uważano tam w pierwszych dniach po katastrofie jako dowód na zamach. Wg. ówczesnej wykładni brzoza powinna przejść przez konstrukcję skrzydła i się ostać. Dla autorów tej tezy było "oczywistym", że tak potężny pień drzewa nie mógłby zostać zniszczony przez delikatną konstrukcję skrzydła samolotu.I tylko Rosjanie, zdaniem kiełkującego kościoła smoleńskiego, wysadzili brzozę by wykazać jej kontakt ze skrzydłem.

I rzeczywiście coś w tym jest. Konstrukcja skrzydła jest dosyć delikatna, ale jest też pewne "ale". Jak wtedy cierpliwie tłumaczyłem, w skrzydle znajduje się wiele innych elementów. W tym przypadku pień brzozy trafił na fragment skrzydła w którym znajdowała się prowadnica slatu (wysuwanej przedniej części skrzydła). Sama prowadnica, która jest dosyć masywnym elementem, jak i wzmocnienia konstrukcji umożliwiające przeniesienie sił od prowadnicy na konstrukcję powodowały, że w tym miejscu konstrukcja skrzydła była masywniejsza niż wynikałoby to jedynie z konieczności przeniesienia sił aerodynamicznych od płata. To z kolei powodowało, że uderzenie tym fragmentem skrzydła czyniło upadek korony brzozy jak najbardziej logicznym i prawdopodobnym.

Oczywiście zostałem zakrzyczany, odsądzony od czci i wiary,  ... "ruska onuca" i tym podobne ...

Ale prędko zawiał inny wiatr. W partyjnym przekazie PiS przeważyła koncepcja, że Rosjanie wysadzili brzozę i jest to dowodem na zamach, bo skrzydło ścięłoby brzozę nie odnosząc większych uszkodzeń. I ta koncepcja była dalej lansowana przez partyjny, PiS-owski "zespół parlamentarny" któremu przewodniczył A. Macierewicz, który zaopatrywał w materiał propagandowy media "niezależne" (od rozumu). Wtedy w pierwszym rzędzie media związane z T. Rydzykiem, ale szybko na ten pociąg wskoczyła Gazeta Polska, wSieci, itd. Cały ten krajobraz medialny powtarzał unisono i permanentnie przekazy kreowane przez Macierewicza.W propagandę zaprzęgnięto też środowiska polonijne.

Z takiego też środowiska wywodzi się Wiesław Binienda, który pojawił się ze swoją "symulacją" jako AMERYKAŃSKI (no wiadomo, lepszy) ekspert. Jego symulacja od początku była dla ludzi mających choć cień wiedzy w temacie niewiarygodna. Bienienda nie uwzględnił w swojej symulacji kąta natarcia, nie był w stanie podać przyjętych do obliczeń grubości elementów ani wiarygodnego źródła pochodzenia tych danych. Sama symulacja, w której masa pnia po prostu znikała, mogła jedynie wywołać zażenowanie w oczach fachowców.

Nie przeszkadzało to Macierewiczowi rozpocząć propagandowego objazdu klubów Gazety Polskiej propagującego symulację Biniendy jako ultymatywny dowód na niemożność kontaktu skrzydła z brzozą. Wtedy też Binienda wyskoczył ze stwierdzeniem, że tylko pancerna brzoza mogłaby zniszczyć skrzydło samolotu. 

  https://www.salon24.pl/u/nudna-teoria/341182,prawda-w-smolenskich-prawdach-cz-18-analiza-prof-biniendy


I znowu zostałem "ruską onucą" w oczach tych co kiedyś twierdzili coś dokładnie przeciwnego, podczas gdy ja nie zmieniłem zdania; bo nie musiałem.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale