Pierwsze bajeczki opowiadał zanim wrakowisko na Smoleńskiej ziemi wystygło, przez telefon, z pociągu na antenie biznesowego radia z Torunia. Później poszły kolejne. W epoce dojnej zmiany trzeba było te bajeczki spróbować udowodnić, albo przynajniej sprawiać takie wrażenie. Sprawa się rypła, gdy dojna zmiana została przez suwerena oderwana od koryta. Czarno na białym zostało udowodnione, że Macierewicz z "podkomisją" podle oszukiwali i okradali Polaków. Tak samo jak Jarosław Kaczyński powtarzający kłamstwa Macierewicza niczym mantrę.
Obaj starają się zakrzyczeć, zatrzeć ogólnie znane fakty czyli po prostu banalną prawdę. I o ile jeszcze niedawno szopki Macierewicza kosztowały miliony, to teraz Macierewicz przeszedł na rozwiązanie niskobudżetowe w postaci puszki farby w sprayu którą to, przy biernej postawie policji, zamazał tabliczkę na wieńcu p. Komosy.
To, dlaczego ten kłamca jeszcze nie siedzi, to jedno. Bardziej praktyczne pytanie, czy imunitet sięga tak daleko, że policja nie może delikwenta zapuszkować na gorącym uczynku w postaci aktu wandalizmu?


Komentarze
Pokaż komentarze (44)