Pierwsze dni mundialu w RPA za nami. Niestety - i to trzeba otwarcie powiedzieć - jak na razie południowoafrykańskie mistrzostwa nieco rozczarowują.
Tak na zdrowy rozum futbol polega na kopaniu piłki między sobą w taki sposób, żeby prędzej czy później wpadła ona do bramki. Tymczasem na World Cup 2010 dopiero w siódmym meczu turnieju mogliśmy ogladać więcej niż dwa gole - i to dzięki Niemcom, którzy nie mają przecież opinii ludzi marnujących siły na niepotrzebne fajerwerki! Popisów strzeleckich i typowo ofensywnego futbolu oczekiwaliśmy raczej od Argentyńczyków, Ghanijczyków czy Serbów, tymczasem akurat te zespoły albo strzeliły po jednej bramce, albo nie strzeliły w ogóle. Zresztą i w tych przypadkach bramki bywały efektem raczej głupoty lub nieporadności przeciwnika, niż własnych umiejętności, wystarczy przypomnieć historię goli dla Ghany czy USA. Póki co początek tych mistrzostw przypomina okropny mundial włoski z 1990 roku, który zapisał się w historii najniższą średnią bramek na mecz., ledwie 2,21. Pierwsze siedem meczów tegorocznych ma średnią 1,86, czyli póki co jest jeszcze gorzej.
Jest rzeczą normalną, że piłkarze zawsze znajdą jakiś racjonalny powód swojej indolencji strzeleckiej, pod wzgledem usprawiedliwiania nieskuteczności działań wyprzedzaja ich chyba tylko politycy. Jeśli mistrzostwa rozgrywane sa na półkuli północnej, z reguły narzeka się na letnie upały, jeśli na południowej, gdzie w czerwcu mają zimę - to najczęściej winni dekoncentracji zawodników są kibice. Latynoscy fani przeszkadzają, bo są zbyt żywiołowi, południowoafrykańscy zaś - bo trąbią. Problemem numer jeden tego mundialu (jakby nie było problemów naprawdę poważnych, jak złodziejstwo w hotelach czy nieporadność służb porządkowych) stała się wuwuzela, czyli dłuższa i głośniejsza wersja naszej "małyszówki".
Fakt - kibicowanie w RPA polega głównie na opetańczym dmuchaniu w te instrumenty przez całe 90 minut, niezależnie od tego, co się akurat dzieje na biosku. No, może nie do końca jest aż tak źle - gdy atakuje drużyna wspierana przez miejscowych, dmucha się mocniej. Dźwięk wuwuzeli ma ponoć przypominać ryk słonia, najwyraźniej jednak albo w RPA słonie ryczą inaczej niż gdzie indziej, albo miejscowym trochę mylą się zwierzątka, bo mnie się to buczenie kojarzy raczej z odgłosami wydawanymi przez pszczoły czy szerszenie. Wyrażenie "jak w ulu" w odniesieniu do południowoafrykańskich stadionów należy brać jak najbardziej dosłownie, kibicowskie trąby po prostu głośno bzyczą. Na hałas narzekają nie tylko piłkarze, ale tez dziennikarze i... sami kibice. To ostatnie jest o tyle dziwne, że na trybunach trabią bynajmniej nie tylko miejscowi - widziałem w telewizyjnych transmisjach wyposażonych w wuwuzele nie tylko Ghanijczyków, ale również Algierczyków czy Serbów a nawet Anglików, temperamentem i przyzwyczajeniami teoretycznie odległych o lata świetlne od czarnych Afrykanów. RPA grała przecież dopiero jeden raz, bzyczenie zaś zagłuszało inne odgłosy podczas wszystkich dotychczasowych spotkań, z czego wynika, że bzyczą wszyscy.
Problem polega na tym, że w sama FIFA nie jest w sprawie wuwuzeli jednomyślna. Przez cały rok, od Pucharu Konfederacji do mundialu, debatowano nad tym, czy trąbek zakazać, czy nie. Stanęło w końcu na tym, żeby nie zakazywać, mimo że de facto podpadaja one pod zakaz wnoszenia wszelkich przedmiotów podobnych do kija czy sztachety (przy okazji, co widać w telewizji, najwyraźniej przepchnięto możliwość wnoszenia flag na plastikowych kijach, których nie widzieliśmy na MŚ chyba od 1990 roku - w sumie susznie, bo skoro zezwalamy na wuwuzele, to dlaczego nie na to?), uznano bowiem, że trąba to element lokalnego kolorytu i nie można ludziom zakazać kibicowania po swojemu. Minęły trzy dni mistrzostw, wuwuzele pokazały swoja moc i... sami gospodarze zastanawiają się, co z nimi zrobić. Szef komitetu organizacyjnego mistrzostw, p. Danny Jordaan, zapowiedział nawet, że byc może wuwuzele zostaną zakazane! Póki co zabronino trąbienia podczas hymnów i zagłuszania stadionowego spikera, oraz, co chyba oczywiste, rzucania wuwuzeli na boisko.
Komu nie przeszkadzają ani złodzieje, ani trąby, a mimo to gra mu nie wychodzi, może jeszcze zrzucić winę na piłkę Jo'bulani. Piłka - jeczą gracze - dziwnie się odbija, dostaje poślizgu, nietypowo rotuje i w ogóle to organizatorzy powinni sobie ją wsadzić... gdzieś, najlepiej razem z wuwuzelami. Być może rzeczywiście Jo'bulani zachowuje się nieco inaczej, niż zwykłe "biedronki" z supermarketu, tyle tylko, że narzekania na piłki słychać przynajmniej od roku 1970, czyli od czasu, gdy wprowadzono zwyczaj opracowywania ulepszonego modelu piłki na każde kolejne mistrzostwa. I jakoś za każdym razem komuś udaje się mistrzostwa wygrać, czyli jak się chce i umie, to można strzelać bramki każdą piłką. Pokazali to wczoraj wspomniani już Niemcy, którym nie przeszkodziła w strzeleniu czterech goli ani piłka, ani wuwuzele, ani uznawana za betonową australijska obrona, ani nawet Polacy w składzie. Jak się chce i umie to można. Szkoda, że pare miesięcy temu nie chcieli i nie umieli grać Polacy w składzie własnej reprezentacji, ale to już temat na inny tekst...
Póki co mamy więc na mundialu mało bramek i dużo hałasu. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że impreza się rozkręci i za miesiąc nie trzeba będzie pisać, że w RPA było wiele hałasu o nic...


Komentarze
Pokaż komentarze (6)