Dziwny jest ten tegoroczny mundial. Najbardziej zapamiętamy z niego katastrofalne błędy sędziów, wuwuzele i przysadzisto-brodatego niczym tolkienowski krasnolud trenera Maradonę, człowieka pełniącego jednocześnie funkcję selekcjonera, szamana-motywatora, dyżurnego showmana i dyżurnej przytulanki argentyńskich graczy. A przy okazji także funkcję maskotki swojej reprezentacji i całych mistrzostw. Ja nawet nie wiem, jak się nazywa ten lamparcik czy inny kotek, który jest oficjalnym pluszakiem imprezy. Dla mnie maskotką dziewiętnastych MŚ jest Diego Armando Maradona. To jego pluszowe podobizny powinno się sprzedawać z naszywkami "FIFA World Cup South Africa 2010".
Odpadli Anglicy, Włosi, Francuzi... Arystokracja futbolowego świata, jeszcze niedawno regularnie zaliczająca co najmniej ćwierćfinały, od kilku lat ledwo dyszy. Owszem, jeszcze mogli Włosi być mistrzami świata w roku 2006, jeszce dawali radę Francuzi wygrywać mistrzostwa globu i kontynentu w 1998 i 2000, ale przecież w pozostałych turniejach było słabo - i jest coraz słabiej. Francuzom odpadnięcie w pierwszej rundzie zdarzyło się już drugi raz na trzy występy w MŚ! Cieszą się obie Ameryki, które niemal w komplecie zameldowały się w jednej ósmej finału. Złośliwy los skojarzył Brazylię z Chile - szkoda, bo w innym przypadku, zakładając zwycięstwo Paragwaju na Japonią, moglibyśmy mieć w ćwierćfinałach komplet drużyn latynoskich.
Komentatorzy twierdzą, że taki obraz tegorocznych zmagań to wynik geografii, w końcu Europejczycy poza Europą zawsze wypadali gorzej. Mało kto na naszym kontynencie chce i umie powiedzieć wprost, że bardziej niż geografia działa tu przemęczenie naszych gwiazd. Rozbudowany do granic możliwości system rozgrywek międzynarodowych w Europie przekracza już możliwości wydolnościowe piłkarzy. Cierpi na tym zresztą nie tylko sama Europa. Grające na naszym kontynencie afrykańskie gwiazdy, z reguły bedące liderami swoich reprezentacji, także kompletnie zawiodły, zresztą wiele z nich już przed turniejem nadawało się raczej do lekarza, niż na boisko. Na własnym kontynencie do ćwierćfinału dobrnęła tylko Ghana. Dobre i to, zważywszy na to, że RPA nie jest typowym krajem afrykańskim z całorocznym gorącym latem podzielonym na pory suche i mokre, co piłkarzom na co dzień grającym w Akrze i okolicach mogło być nie w smak.
Latynosi grają mniej, niż Europejczycy, tam działacze jeszcze rozumieją, że biznes biznesem, ale nawet najwięksi bogowie futbolu to jednak tylko ludzie, którzy muszą czasami odpoczywać, tam jeszcze nie zapomniano, że przesyt prowadzi do mdłości, nawet przesyt piłką nożną. W czasach, gdy co tydzień mamy albo europejskie puchary, albo eliminacje, człowiek zaczyna z rozrzewnieniem wspominać epokę, gdy mecze pucharowe grano co dwa - trzy tygodnie a eliminacyjne nie częściej niż raz na miesiąc. Jak się wtedy na taki mecz czekało, jakie to było święto! A w czerwcu gracze nie byli aż tak przemęczeni sezonem, więc na Mundialu czy Euro stawiali się zdrowi i zdolni do poświęceń wszyscy wielcy. Tak było jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych... I komu to przeszkadzało? Przecież na futbolu i tak zarabiano wtedy olbrzymie pieniądze!
Argentyna, Brazylia i Niemcy - ta trójka jest niemal przez wszystkich uważana za tegorocznych faworytów. O Argentyńczykach można napisac tylko tyle, że (o ile nie trafią pechowo na jeszcze jednego "niewidomego" sędziego, tym razem takiego, który im zrobi krzywdę) nawet gdyby przyjechali do RPA bez trenera, to i tak mieliby duże szanse na tytuł. Takie fenomenalne mają pokolenie. Maradona raczej daje im natchnienie, niż ich trenuje, ale dla latynoskiej duszy natchnienie znaczy czasem więcej, niż godziny treningów. W natchnieniu Maradony najważniejszy jest chyba duch zespołowy. On z tych ludzi zrobił Drużynę przez duże D. W przeszłości nieraz sie zdarzało, że zespoły południowoamerykańskie przegrywały z powodu braku owego ducha i nadmiernej skłonności piłkarzy do indywidualnych popisów. Argentyna na tych mistrzostwach jest przede wszystkim zespołem, na atmosferę w tej drużynie aż przyjemnie patrzeć. I dlatego jest bardzo prawdopodobne, że to oni wygrają cały turniej, choć Messi może w RPA nie strzelić ani jednego gola. Strzelą za niego inni: Higuain, Tevez, DiMaria, kto wie, może nawet Heinze? A on będzie im służył swoim piłkarskim geniuszem jak boisko długie i szerokie.
Zadziwiające jest natomiast to, co się dzieje z Brazylią i Niemcami. Chwilami można odnieść wrażenie, że jedni się z drugimi zamienili koszulkami, ot taki mały dowcip. Mogłoby się to udać, bo przecież nawet po karnacji ciężko w tym roku Niemca od Brazylijczyka odróżnić, tu i tu mamy graczy białych, oliwkowych i czarnych. Co więcej, jeden z Niemców urodził się w Santo Andre, satelickim miasteczku Sao Paulo, a na boisku wystepuje pod mało germańskim pseudonimem Cacau (żeby było jeszcze śmieszniej, zawodnik ten jest wychowankiem klubu o równie mało germańskiej, ale też i mało portugalskiej nazwie Turkugucu Monachium). Ale na tym nie koniec - jedni i drudzy grają tak, jakby się pozamieniali na serca i głowy!
Niemcy, przez lata nazywani pancernymi futbolistami, będący obiektem ciągłych narzekań na brzydki i nudny styl gry, grają w tym roku jak natchnieni. Takich szybkich i precyzyjnych wymian, misternych dryblingów i pomysłowych kontrataków nie powstydziłaby się wielka Brazylia z czasów Pelego, takiej lekkości i polotu nie powstydziliby się Holendrzy z Euro'88 czy Polacy z WM'74. Po raz pierwszy w życiu bez żadnych wątpliwości odczuwam czysto estetyczną przyjemnośc podczas obserwacji gry reprezentacji Niemiec - chociaż od tego do kibicowania temu krajowi jeszcze daleka droga. Mogą Anglicy ciskać gromy na urugwajskiego sędziego, który im nie uznał prawidłowej bramki, ale podejrzewam, że z tak grającymi Niemcami i tak by tego dnia przegrali. Kiedyś sukcesy niemieckiego futbolu polegały na tym, że przeciwnicy grali w piłkę, a Niemcy strzelali bramki, dziś Niemcy grają naprawdę, i to graja pięknie, w czym niemała zasługa Klosego i Podolskiego, ludzi urodzonych na ziemiach Rzeczypospolitej. Szkoda tylko, ze na owych ziemiach nikt nie próbuje nawet wyciągnąć wniosku z faktu, że najbardziej utalentowani polscy piłkarze obecnych czasów grają dla innej reprezentacji... Same Orliki tu nie wystarczą, ktoś musi na tych Orlikach pracować z młodzieżą - i temu komuś trzeba wreszcie zacząć płacić porządne pieniądze.
Tyle o Niemcach. A Brazylia? No cóż, wczorajszy mecz z Chilijczykami pokazał , że jak Brazylijczycy chcą, to potrafią zagrać swoją jogo bonito, problem w tym, że...rzadko chcą. Przez większą część dotychczasowych spotkań mieliśmy okazje obserwować Brazylijczyków grających... po niemiecku! Trener Carlos Dunga najwyraźniej przesiąkł defensywnymi schematami popularnymi we Włoszech (gdzie spędził jako zawodnik sześć sezonów) tudzież Japonii (cztery kolejne) i... postanowił nauczyć Brazylijczyków grać tak samo. W rezultacie mamy w RPA canarinhos wyposażonych w pancerną obronę, stosujących ciągły pressing i z rzadka wysuwających żądła w postaci Luisa Fabiano czy Robinho, ale za to żądlących prawie zawsze celnie i bezlitośnie. Wypisz wymaluj Niemcy sprzed lat - przeciwnik gra (tak, jak Brazylia pozwala), Brazylijczycy rąbią gola za golem! Chilijczykom wrąbali od razu dwa, wcześniej ograniczając się do przeszkadzania i zamęczania rywala. Jogo bonito trwała dwa razy po kilkadziesiąt sekund, tyle, ile trzeba, żeby zorganizować akcję i strzelić bramkę. W drugiej połowie nadal bezbarwni Brazylijczycy użądlili jeszcze raz - i jeszcze raz przez chwilę było tak pięknie, jak bywało przez całe minuty za Pelego i Garrinchy, Socratesa i Zico, Romario i Bebeto. Ale znów tylko przez chwilę. Cieszyłem się ze zwycięstwa kanarkowych, bo kibicuję Brazylii od zawsze, ale Chilijczyków było mi po prostu szkoda. Na 0:3 nie zasłużyli na pewno.
Świat się wywraca do góry nogami. Niemcy grają po brazylijsku, Brazylia gra po niemiecku, do tego o dziwo nie ma na tych mistrzostwach burd kibiców. Pierwszy raz w dziejach mistrzostw gospodarze odpadają w pierwszej rundzie, pierwszy raz jednocześnie odpadają w niej obaj finaliści poprzedniej edycji. W Kapsztadzie podczas pierwszej rundy spadł śnieg, także raz jeden jedyny w całej historii mistrzostw świata.
Mimo wszystko - ten mundial już jest wyjatkowy i niezapomniany!


Komentarze
Pokaż komentarze (4)