10 obserwujących
129 notek
84k odsłony
  521   1

Rok pandemii - jak ocenić służbę zdrowia i nasze zdrowie?

Tyle narzekań i alarmistycznych spostrzeżeń w sprawie działania służby zdrowia, a także naszej kondycji zdrowotnej słychać dookoła, że postanowiłam napisać coś innego - dla równowagi. Dla równowagi - to nie znaczy tylko superlatywy ale opisy sytuacji zaobserwowanych wśród rodziny bliższej i dalszej, sąsiadów, znajomych.

Kwestia leczenia się podczas pandemii to jest głównie opanowanie własnego strachu przed zarażeniem - taki wniosek nasuwa się z moich obserwacji. Konsekwencje wyboru ponosimy sami.

Kilka przykładów - tych pozytywnych.

Ktoś miał zlecony zabieg usunięcia katarakty - i zrobiono mu to. Bez większych kolejek, z kompletem badań przedoperacyjnych i konsultacji pooperacyjnych. Wiem, bo parę razy podwoziłam znajomą.

Inna osoba (siostra sąsiadki) miała nieszczęśliwie łagodny wylew. Po szybkiej interwencji chirurgicznej i ok. 2-miesięcznej terapii ruchowej, dochodzi do siebie i jest prawie sprawna.

Kolejna sąsiadka miała w lutym przeprowadzoną operację zastawek mózgowych - czuje się zupełnie dobrze.

Ja sama byłam na rehabilitacji kręgosłupa dwukrotnie - w czerwcu i w marcu. W tym drugim terminie pojawili się też na salach pacjenci po covidzie, którzy mogli dochodzić do sił ćwicząc w tym ośrodku. I jak zwykle było sporo pacjentów po świeżo przeprowadzonych zabiegach wymiany stawu biodrowego czy operacjach kręgosłupa.

Kuzyn z rodziny wybrał się do specjalisty, dostał skierowanie na USG, potem rozpoczął terapię i jest na dobrej drodze do wyzdrowienia.

Inny kuzyn ma raka ślinianek i od listopada 2019 co miesiąc chodzi na chemioterapię. Choroba została na razie zastopowana.

Żadna z tych osób nie zaraziła się w przychodni/gabinecie koronawirusem.Jeśli więc podchodziliśmy do swojego zdrowia rozsądnie - nie było przeszkód aby leczenie zacząć lub kontynuować. I jak stwierdziła znajoma, kolejki do usunięcia katarakty były żadne w porównaniu z czasem przedcovidowym.

Przykłady negatywne - to strach w ogóle aby pójść do lekarza/szpitala - i wtedy sprawę oceniamy jako niezbyt pilną. A nie zawsze słusznie oceniamy.

Koleżanka cały czas boi się pójść do szpitala, mimo, że ma wskazanie od lekarza - leczyć się. Na szczęście niedawno zaszczepiła się, więc po drugiej dawce może się odważy.

Inni sąsiedzi mieli wyznaczoną rehabilitację na sierpień - chyba "najzdrowszy" miesiąc pandemii i też się nie zdecydowali - pozostało im chodzenie z kijkami po okolicy.

Dużo złego zrobiły procedury tzw. teleporad, które zamiast usprawnić działanie przychodni, praktycznie je zamknęły przed chorymi. Lekarze POZ i obsługujące ich osoby (rejestratorki, pielęgniarki) zamknęli się w swoich twierdzach i stamtąd przeganiali pacjentów w stylu:  "czy pan jest zdrowy?; bo doktor nie przyjmie chorej osoby". Tak przynajmniej było w pobliskim wiejskim ośrodku zdrowia i w przychodni w mieście powiatowym.

Czas najwyższy aby minister już zakazał takiego traktowania pacjentów, a teleporady ograniczył do wystawiania skierowań czy recept !

Widać więc z opisanych przypadków, że służba zdrowia działała, w zasadzie tak jak poprzednio, a głównym sprawcą naszego nieleczenia się był strach.

I na koniec osobista smutna historia covidowa. Dwa tygodnie temu byłam na pogrzebie dalekiego kuzyna, który zmarł na covid. Błyskawicznie. W Wielką Sobotę jeszcze był w domu i odbierał życzenia świąteczne, w drugi dzień Świąt (poniedziałek) zmarł - w domu, podczas reanimacji wykonywanej przez pogotowie. Opiekował się dwojgiem rodziców (90 i 92 lata). Zaraził ich też. Poszli do szpitala i wczoraj był ich pogrzeb. Nie byli szczepieni - prawdopodobnie dlatego, że nie było na Woli zespołów wyjazdowych do szczepienia starszych ludzi, a syn ich nie zawiózł, bo byli już niedołężni. Sam jeszcze też nie zdążył się zaszczepić ( 63 lata, może nie chciał?). Ile takich rodzin odeszło - w zasadzie bez niczyjej winy...

Tag: służba zdrowia





Lubię to! Skomentuj64 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości