Ostatnie wydarzenia polityczne na świecie uświadomiły wielu przywódcom państw, że nadszedł moment wyboru. Wyboru drogi, którą chce się podążać i że tę sytuację należy maksymalnie wykorzystać, bo jest szansa, iż pewne rzeczy się udadzą. Najwięksi gracze światowi zajęci są wzajemnymi rozgrywkami, więc niech średniaki i maluchy walczą o swoje. Spójrzmy na nasze podwórko - Unię Europejską.
Pragmatyczne Czechy dają przykład z odrzuceniem systemu ETS2 i nieakceptowaniem paktu migracyjnego.
https://www.wnp.pl/energia/nowy-rzad-czech-odrzuca-system-ets2-oraz-pakt-migracyjny,1014644.html
Nie będą regulacji tych dwóch systemów implementować do prawa krajowego.
Premier Czech jest byłym biznesmenem (podobnie jak Trump), wyczuł dobrze koniunkturę i zadziałał.
Niechby polscy politycy też poszli po rozum do głowy, odwagę - i próbowali zastopować niekorzystne dla Polski ustalenia urzędników UE. Przykładowo wypowiedzeniem przez Polskę umowy UE z Mercosurem, ustaleń handlu emisjami ETS2 oraz tzw. dyrektywy budynkowej.
Słowacja i Węgry też nie ulegają naciskom UE i sprowadzają z Rosji tanie węglowodory - nie mając dostępu do morza i możliwości budowania zbiorników gazu obsługiwanych przez statki-gazowce.
I UE to wszystko musi akceptować; wprawdzie może szantażować te państwa blokadą wypłaty środków z KPO pod byle pretekstem, ale jak już wiemy u nas w Polsce, pieniądze te w rzeczywistości trafiają do zaplecza politycznego partii rządzącej, a nie na inwestycje czy wsparcie sektora medycznego.
Węgry do dziś nie dostały żadnego euro z KPO i jakoś żyją, widocznie premier potrafił przeliczyć opłacalność tej pomocy-pożyczki i wyjaśnić opinii publicznej miałkość całego przedsięwzięcia.
I te sprawy dotyczą głównie młodszych członków UE czyli krajów, które na mocy umów z Jałty i Teheranu żyły przez lata w strefie opóźnionego rozwoju, nie mają zasobów i teraz są zmuszane do wysiłków ponad miarę. "Starzy" unijczycy nie mają takich trudności.
Teraz jest dobry moment na określenie przez rządzących priorytetów rozwojowych i takich postępowań legislacyjnych, które byłoby korzystne dla Polski. I nie chodzi o to aby tylko sprzeciwiać się ewidentnym nieraz unijnym idiotyzmom ale też potrafić przekonać innych do działań dla nas korzystnych.
"Do roboty" więc rządzie, skoro tak lubicie to słowo.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)