Ojciec 1500+
Ojcowie, nie drażnijcie dzieci, ale wychowujcie je stosując dyscyplinę i nauczając je tego, co się podoba Panu. Ef 6.4
19 obserwujących
99 notek
193k odsłony
  1192   7

Wojna ukraińska vs. wojna gruzińska

"Wojna o Ukrainę to ukryte starcie Rosji i USA. Polska może pomóc w wynegocjowaniu pokoju, jeśli będzie działać przez Unię i powstrzyma się od antyrosyjskiego tonu."

Zagadka: kto, w jakim medium i w jakich okolicznościach wypowiedział lub napisał powyższe słowa? Przyjmujemy zakłady? Kogo obstawiacie? No to jeszcze jedna podpowiedź: 

"Rosyjska ofensywa ma być nauczką nie tylko dla Ukrainy, ale także ostrzeżeniem dla jej głównego protektora. Koniec kadencji Donalda Trumpa i początek sprawowania władzy przez Joe Bidena to dobry moment, by wyprosić Amerykę z dawnej radzieckiej strefy wpływów, gdzie wprosiła się pod pretekstem wspierania demokracji, a tak naprawdę po to, by utorować drogę do eksportu kaspijskiej ropy i gazu z pominięciem Rosji. Amerykanie zasiedzieli się na Ukrainie na tyle, że zajęli się szkoleniem i modernizacją tamtejszej armii, a w przeszłości Bush odwiedził ten kraj, by podziękować za udział w wojnie w Iraku."

Co, kto, gdzie, kiedy? Ktoś kojarzy? No dobrze, już odpowiadam - swoim złośliwym zwyczajem podmieniłem kilka słówek, aby ukryć prawdziwy kontekst. To fragment artykułu "Wojna na prowokacje" opublikowanego na stronie internetowej (więc pewnie i na łamach wersji papierowej) tygodnika "Polityka" 21 sierpnia 2018 (artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w sierpniu 2008 r. - w roku 2018 odano śródtytuły i opublikowano go ponownie). Wersja oryginalna: "Wojna o Gruzję to ukryte starcie Rosji i USA. Polska może pomóc w wynegocjowaniu pokoju, jeśli będzie działać przez Unię i powstrzyma się od antyrosyjskiego tonu." "Rosyjska ofensywa ma być nauczką nie tylko dla Gruzji, ale także ostrzeżeniem dla jej głównego protektora. Koniec kadencji George’a Busha to dobry moment, by wyprosić Amerykę z dawnej radzieckiej strefy wpływów, gdzie wprosiła się pod pretekstem wspierania demokracji, a tak naprawdę po to, by utorować drogę do eksportu kaspijskiej ropy i gazu z pominięciem Rosji. Amerykanie zasiedzieli się w Gruzji na tyle, że zajęli się szkoleniem i modernizacją tamtejszej armii, a Bush odwiedził ten kraj, by podziękować za udział w wojnie w Iraku." O ile w drugim cytacie musiałem troszkę pokombinować aby po prezydencie USA nikt się nie domyślił roku, to w pierwszym zmieniłem dosłownie jedno słowo "Gruzja" na "Ukraina". Wnioski pozostawię inteligencji Czytelników. Dodam, że artykuł w "Polityce" był nie tylko wyraźnie antyamerykański, ale jeszcze bardziej antyprezydencki (oczywiście chodzi o ś.p. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego - tak wyglądały artykuły w czasach "przemysłu POgardy") i rzecz jasna maksymalnie antysakaszwilowski. 

Dlaczego sięgnąłem po ten artykuł? Jak zwykle przypadkiem - odsłuchałem fragment wywiadu z Pawłem Kowalem na wp.pl w którym jako "były współpracownik Prezydenta Kaczyńskiego" (a obecny polityk PO) zachwalał on wzorową współpracę pomiędzy Donaldem Tuskiem i Radosławem Sikorskim, a Lechem Kaczyńskim w kwestii wprowadzenia Gruzji i Ukrainy do NATO, które na szczycie w Bukareszcie "prawie się udało"... przy czym "prawie" czyni w tym przypadku ogroooooomną różnicę! Trudno odmawiać Kowalowi kompetencji w kwestiach polityki wschodniej, ale tutaj... włączyło mi się czerwone światełko. Przecież szczyt NATO w Bukareszcie odbył się w dniach 2 – 4 kwietnia 2008, a lata 2008-2010 to był czas nie tylko maksymalnej aktywności "przemysłu POgardy" ale przede wszystkim "wojny o krzesło i samolot". To właśnie wtedy Sikorski z Tuskiem próbowali skompromitować w strukturach Paktu Północnoatlantyckiego Prezydenta RP rekomendując mu blokowanie i opóźnianie wyboru na Szefa NATO wieloletniego przyjaciela Polski i orędownika wstąpienia naszego kraju do sojuszu Andersa Fogh Rasmussena 4 kwietnia 2009 podczas szczytu NATO w Strasburgu pod pretekstem forsowania rzekomej kandydatury Radosława Sikorskiego, która de facto wcale nie została przez nich zgłoszona. To wtedy miały miejsce kolejne wypowiedzi Sikorskiego i Tuska deprecjonujące działalność Prezydenta wobec Gruzji typu: "poleciałem do Tibilisi wyłącznie po to, aby pilnować prezydenta, patrzeć mu na ręce by nie zrobił czegoś głupiego - nie udało mi się" lub "Intencja była niezła, ale wykonanie było nieodpowiedzialne i nieudolne" (źródła pod linkami). To wtedy toczyła się batalia o wyeliminowanie Prezydenta Kaczyńskiego z polskiej polityki zagranicznej - batalia na kolejne intrygi na szczytach UE i NATO zakończona tragicznie w Smoleńsku. To wtedy politycy rządzącej koalicji PO-PSL oraz "zaprzyjaźnionej telewizji i tej drugiej" (a przez pewien czas także i trzeciej, bo tą do 19 września 2009 trząsł świeżo nawrócony na liberalizm Roman Giertych - dzięki "uprzejmości" Aleksandra Grada który na polecenie samego Tuska trzykrotnie uratował Piotra Farfała przed zwolnieniem z TVP) prześcigali się w kreowaniu wizerunku Lecha Kaczyńskiego, jako nieudolnego, osamotnionego i nieszanowanego nigdzie na świecie z wyjątkiem Gruzji "RUSOFOBA" (patrz artykuł od cytatu z którego rozpocząłem tę notkę). To wtedy wreszcie Sikorski opowiadał się za współpracą NATO z Rosją w Afganistanie choć wtedy jeszcze twierdził, że "nic mu nie wiadomo, by w zamian Sojusz miał zamknąć drzwi dla Ukrainy i Gruzji" (w rzeczywistości Putin został zaproszony na szczyt NATO, a drzwi przed Ukrainą i Gruzją zostały zamknięte wskutek sprzeciwu Niemiec i Francji). Więc teraz mam uwierzyć słowom Pawła Kowala, że tego wszystkiego nigdy nie było? A może współpraca układała się wzorowo, tylko w mediach politycy tak profesjonalnie udawali, że się "naparzają"? A może do szczytu NATO wszystko było super i nagle w nocy z 4 na 5 kwietnia 2008 się zmieniło? Paranoja! To już raczej 5 sierpnia w Tibilisi, kiedy to Tusk z Sikorskim chcieli zachowywać się biernie cedując wszystkie działania na UE (która do wiecu w Tibilisi nie robiła NIC - uznawała tę wojnę za "wewnętrzną sprawę Rosji" i dopiero wskutek inicjatywy Kaczyńskiego Sarkozy nagle się uaktywnił). Ale to i tak paranoja - nawet jeszcze większa! Tusk z Sikorskim mieliby z dnia na dzień przejść na stronę Rosji i działać przeciw temu, o co walczyli (wprowadzeniu Ukrainy i Gruzji do NATO), przeciw Ukrainie, Gruzji i co najważniejsze przeciw Polsce tylko dlatego, że Kaczyński podjął działanie, które było skuteczne, ale nie zostało uzgodnione z Brukselą, Berlinem i Paryżem? Jest jeszcze jedna opcja - Tusk z Sikorskim mogli przejść na stronę wroga nie z powodu Berlina i Paryża, ale zwykłej ZAWIŚCI - tak bardzo uwierało ich, że to nie oni tylko polityk z przeciwnego obozu politycznego podjął inicjatywę zmieniającą bieg wojny, że zdradzili to o co walczyli, naszych sojuszników mających tworzyć "kordon sanitarny" oddzielający nas od Rosji, więc zdradzili i Polskę. No to już by była paranoja na całego! Jednak Paweł Kowal nic na ten temat nie mówił - wypowiadał się tak, jakby wraz z końcem szczytu w Bukareszcie 4 kwietnia skończył się świat i urwała historia - zwłaszcza historia starań o wejście Ukrainy i Gruzji do NATO. A przecież o ile Sakaszwili dając się sprowokować i wciągnąć Gruzję w wojnę z Rosją pogrzebał jej szanse, to Ukraina była jeszcze w grze - przynajmniej do roku 2014, kiedy najechała ją Rosja. Więc co? Jak zwykle w takich sytuacjach, kiedy pamięć podpowiada mi coś innego niż mówi ekspert, polityk lub inny "autorytet" skorzystałem z wyszukiwarki Google aby sprawdzić kto ma rację. A ta nie tylko zwróciła mi szereg wypowiedzi Sikorskiego deprecjonującą politykę wschodnią Kaczyńskiego (pozostawiam Czytelnikowi do samodzielnej lektury), ale także artykuł pokazujący smutną prawdę o tych dwóch wojnach - jak to śpiewał Ryszard Rynkowski: 

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka