Z perspektywy "Docenta" ...
Ludzie zwykle głupieją szybko i masowo – trzeźwiejąc pojedynczo i raczej powoli. I może właśnie tak - po cichu i jeden po drugim - kiedyś wrócą i do nas, i do świata żywych, te wszystkie miliony omotanych i oszukanych politycznych zombies, czyli lemingów?
32 obserwujących
29 notek
38k odsłon
  2915   0

NWO wykrwawia teraz Szwecję – rękoma imigrantów i turystów

Faktyczny apartheid i ścisła etniczna segregacja na rynku pracy i mieszkań drogo teraz Szwecję kosztują, lecz opamiętania nie widać...

Szwedzi nie dali sobie narzucić ogólnie i odgórnie zalecanych metod walki z koronawirusem (albo otrzymali zgodę na alternatywne podejście - bo ich to już chyba nie trzeba dalej tresować - "mission accomplished"?).

Wygląda więc, że uznali (albo pozwolono im uznać), że "nie jesteśmy ani cudotwórcami, ani mocarzami władnymi na 100% powstrzymać wirusa kosztem normalnego życia społecznego - bo nie warta skórka za wyprawkę".

A i kto ma umrzeć, to i tak umrze, niezależnie od tego, czego byśmy dzisiaj nie robili. Chociaż chorych się oczywiście leczy i ratuje...

I dlatego skoncentrowali się na ochronie zagrożonych grup (wstępu osobom postronnym do domów starców to zakazano na początku marca, ale i tak personel oraz dostawcy towarów, niestety, zawlekli tam wirusa, z katastrofalnymi skutkami) oraz na zdroworozsądkowych poradach dla pozostałych - bez odgórnych ogólnokrajowych restrykcji i bez nakazów i zakazów.

A gdyby to szwedzkie "nic nie robienie"  było katastrofą (jakiej "wszyscy" się spodziewali) to ich wyniki by dramatycznie odbiegały od porównywalnych krajów, jak np. Belgia, Portugalia, Irlandia czy Szwajcaria. A tak nie jest...

Ale wygląda na to, że chyba mimo wszystko doszło tu do zaskakującego buntu "svenssonów" (wystrychniętych na dudka przy "pandemii" świńskiej grypy w 2009 roku) - bo oprócz nieustannego obszczekiwania przyjętej przez rząd strategii przez "swoje" (szwedzkojęzyczne - tylko udające"szwedzkie") media, teraz banksterzy wytoczyli przeciw nim swoje najcięższe działa,gdy sam"  Goldman Sachs oficjalnie ostrzega przed braniem przykładu ze Szwecji - = > Wielki bank ostrzega przed szwedzką strategią (po szwedzku)

Na str. - = > Koronawirus na świecie  (niestety, po angielsku) mamy ciągle aktualizowane dane. Proszę szczególnie porównać liczby na milion mieszkańców w/w krajów ze szwedzkimi.

Ale szwedzkie wyniki to byłyby jeszcze d-u-u-u-u-u-ż-o lepsze, gdyby nie dwa czynniki...

Bo szwedzcy turyści – w „tanim” (czyli dostępnym dla każdego), utopijnym banksterskim świecie bez granic, bez ograniczeń i bez jakiejkolwiek odpowiedzialności – mimo ostrzeżeń i apeli

  • beztrosko przywlekli zarazę z narciarskich wypadów w Alpy (oraz z innych masowo wtedy odwiedzanych krajów)
  • a imigranci ją potem rozwlekli po całym Sztokholmie.

Bo dobrze sytuowana szwedzka klasa średnia od lat wykorzystywała coroczne zimowe ferie szkolne na rodzinne, często  narciarskie (ale nie tylko) podróże. A takie lutowe wypady to planuje się przecież z dużym wyprzedzeniem…

A jeden z europejskich
„pacjentów zero” – zawirusowany barman z austriackiego Ischgl - to podobno przekazał go setkom, jeśli nie tysiącom narciarzy, z całej praktycznie Europy.

A gdy turyści ze szwedzkiej klasy średniej powoli wracali do swych domów, to władze - przy ew. wystąpieniu symptomów - zapobiegliwie informowały ich o dostępie do testów, stwierdzając w marcu z ulgą, że "na razie nie ma dowodów na obecność wirusa w naszym społeczeństwie", w czasie gdy sztokholmskie szpitale już notowały nagłą falę chorych z kaszlem, gorączką i trudnościami w oddychaniu, notując ze zdziwieniem, że pacjenci ci głównie wywodzili się z kilku wielkich podsztokholmskich osiedli mieszkaniowych.

Bo ówczesne stanowisko władz należy rozumieć b. prosto - "na razie nie ma dowodów na obecność wirusa wśród nas" - szwedzkiej klasy średniej.

Bo ci radośni turyści w dużej mierze z lotniska to jechali do domów taksówkami prowadzonymi przez imigrantów.

A gdy koronawirus już mocno się zakorzenił w Sztokholmie, to owi stateczni mieszczanie, zwykle wykonujący dobrze płatne i prestiżowe prace "zza biurka" , gładko i"odpowiedzialnie” przeszli na pracę zdalną ze swoich podmiejskich willi oraz drogich mieszkań własnościowych w ścisłym centrum miasta. I wirus ich jakby ominął…

image


Ale po dotarciu do dzielnic podmiejskich, zasiedlonych głównie przez imigranckie rodziny, bo to tam stoją wielkie, smutne, czynszowe blokowiska z lat 60- i 70-tych, to wirus zaczął tam hulać wśród ciasno mieszkających, zwykle w wielopokoleniowych rodzinach, nie stosujących żadnego zdystansowania społecznego i … nieświadomych zagrożenia ludzi.

Bo tam mało kto przejmuje się informacjami i zaleceniami władz – jak to w gettach bywa… I ludzie zaczęli tam masowo i punktowo chorować – a dwie takie podmiejskie dzielnice – Rinkeby-Kista oraz Spånga-Tensta – to stały się wylęgarnią koronawirusa na miasto i kraj.

image

Dzielnice Sztokholmu

Bo imigrant w Szwecji jest traktowany podobnie jak w pozostałych krajach zachodnich – może i potrzebny, ale w gruncie rzeczy -"szalenie uciążliwy" dodatek do „normalnego społeczeństwa”. Coś w rodzaju piątego koła u wozu...

Bo gdy rządy państw zachodnich, po dekadach imigracji zarobkowej, w połowie lat 70-tych dostały (od Globalnej  Grupy Trzymającej Władzę) nakaz masowego importu "uchodźców” z b. egzotycznych kierunków - realizując banksterską politykę rozwalania spoistości kulturowej i narodowej krajów cywilizacji zachodniej – to ich własne społeczeństwa nigdy tej polityki nie zaakceptowały, odwracając się plecami do tak sprowadzonych ponad ich głowami ludzi i odgradzając się od nich wszelkimi możliwymi barierami.

I dlatego mamy teraz we wszystkich krajach zachodnich ostrą segregację etniczną – prawdziwy i bolesny dla jednych, lecz wielce wygodny dla drugich, nieformalny apartheid (gdzie pochodzenie etniczne i kolor skóry praktycznie rozstrzyga o szansach życiowych obecnych i przyszłych pokoleń) - lecz, oczywiście nigdy nie usankcjonowany prawnie (bo to byłaby już nielegalna dyskryminacja - a dobre władze przecież niestrudzenie "walczą z rasizmem" - czyli lokalną krytyką tej masowej imigracji).

I tak wszędzie gospodarze lege artis to sobie mieszkają i pracują zupełnie gdzie indziej niż imigranci, a przepaść ekonomiczna, kulturalna i mentalna między tymi grupami cały czas się pogłębia.

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale