9 obserwujących
322 notki
552k odsłony
  1153   0

Blamaż kapitalizmu?

Sześciu najbogatszych ludzi w Wielkiej Brytanii posiada majątek większy niż 13.2 miliona najbiedniejszych mieszkańców tego kraju. Milionerzy wzbogacili się dzięki pandemii i obecnym kryzysie energetycznym, jednocześnie 3 miliony (pracujących) Brytyjczyków kwalifikuje się obecnie do grupy "skrajnego ubóstwa". Mamy do czynienia z sukcesem czy klęską kapitalizmu?

Anglicy kochają wolny rynek do tego stopnia, że prywatny kapitał przejął tam w ostatnich latach praktycznie wszystko. Także te strategiczne, najważniejsze dla bezpiecznego funkcjonowania państwa obszary: gospodarka wodna, koleje, energetyka. Pogrążony w kryzysie (pandemia, wojna na Ukrainie, inflacja, ceny energii itd.) jest oczywiście cały kontynent, lecz czy sprawne, prywatne zarządzanie sprawiło, że brytyjska gospodarka jest w lepszej sytuacji niż te, w którym zaangażowanie państwa jest większe?

Za pierwszy przykład niech posłużą angielskie wodociągi i liczba ich sukcesów w ostatnich latach:

  • Długi wynoszące ponad 56 miliardów funtów;
  • Jednocześnie wypłacono ponad 72 miliardy funtów dla udziałowców (właścicieli);
  • Rachunki dla finalnego odbiorcy wyższe o 40%;
  • Brak nowych zbiorników wodnych od 30 lat;
  • 3.2 miliarda litrów wody jest marnowane dziennie (wadliwa infrastruktura), to wystarczająca ilość wody by nawodnić całą populację Afryki lub zrobić sobie 15 miliardów kubków herbaty, zależy kto ma jakie priorytety;
  • 2 miliardy litrów ścieków zrzucono bezpośrednio do Tamizy podczas dwóch dni a brytyjskie plaże zalecają, by unikać kąpieli (lub pływać z zamkniętymi ustami).

By uniknąć całkowitej katastrofy na wybranych obszarach obowiązuje tzw. "housepipe ban", czyli zakaz używania węży ogrodowych (podlewanie trawników, ogródków) a ludziom zaleca się, by biorąc prysznic śpiewali jednocześnie Bohemian Rapsody zespołu Quenn i kończyli mycie zdecydowanie prędzej niż trwa sama piosenka. Prysznic oczywiście powinien być zimny, gdyż oszczędzamy wtedy cenną energię.

Wg poradnika magazynu Times najbiedniejsi powinni rozważyć branie tych pryszniców w miejscu innym niż domowe zacisze (siłownia, sąsiad, miejsce pracy, kochanka?). Jednocześnie można spróbować naładować w tych miejscach telefon, laptop itd., nagotować wody na herbatę. Te i inne wolnorynkowe sposoby na radzenie sobie z kryzysem robią obecnie furorę w Wielkiej Brytanii.

Wracając jednak do głównego tematu podajmy przykład numer dwa: BT (British Telecom, Internet, telefon, telekomunikacja). Przykład troszkę inny, gdyż w tym wypadku firma odnosi finansowe sukcesy. 

W ostatnim roku świetne wyniki finansowe (1.3 miliarda funtów zysku, z czego 750 milionów funtów trafiło bezpośrednio do udziałowców, CEO dostał 3.5 miliona funtów (podwyżka o 32%). Szeregowi pracownicy to już troszkę inna bajka niestety, w lipcu ogłoszono strajk generalny (pierwszy od 1987 roku), odmawia im się podwyżek, gdyż, cytując wspomnianego CEO, Philipa Jansena: "muszą oni zaakceptować realne cięcia płac, gdyż tego wymaga obecna sytuacja". 

Wiele pisałem ostatnio o rosnących cenach energii w UK (Wielka Brytania na skraju przepaści). Sytuacja jest tragiczna, prywatni użytkownicy doświadczają gigantycznego skoku cen (na który wielu najzwyczajniej w świecie nie stać), padają małe i średnie przedsiębiorstwa (piekarnie, puby). Analitycy przewidują recesję i gwałtowny wzrost bezrobocia, politycy chowają głowę w piasek.

Czasem tylko tą głowę postanowią wygrzebać by oświecić lud radami w stylu: "kup sobie nowy czajnik, w dwa lata Ci się zwróci w kosztach zużytej energii; zimą załóż dodatkowy sweter itp."

Kryzys tłumaczony jest oczywiście konfliktem na Ukrainie, choć Wlk. Brytania w mniejszym niż inne kraje europejskie stopniu zależy od rosyjskiego gazu, więc dlaczego we Francji cena rośnie o 4% a na Wyspach o 300% pozostaje kolejną, kapitalistyczną zagadką.

Warto wspomnieć, że właściciel największej firmy energetycznej w Wlk. Brytanii (British Gas, Centrica) odnosi gigantyczny wzrost w osiąganych ostatnio dochodach. Zysk operacyjny za pierwsze 6 miesięcy tego roku wyniósł 1.34 miliarda funtów (234 miliony funtów w porównywalnym okresie w roku ubiegłym).

Przykłady można mnożyć (chociażby koleje, poczta): schemat jest podobny: gigantyczne zyski dla wybranych, strajki szeregowych pracowników, rosnące koszty dla użytkowników a finalnie państwo (podatnicy) i tak musi dopłacać do ich działalności.

Czy nam się to podoba czy nie, liczby i dane są dość oczywiste: w ostatnich dwóch latach nastąpił w UK gigantyczny przepływ finansowy między klasą pracującą a tzw. elitą finansową. Jednocześnie mamy do czynienia z dwoma zjawiskami: rekordowe zyski oraz rekordowe ubóstwo.

Istnieje możliwość, że te zjawiska są ze sobą w jakiś magiczny sposób powiązane?


Warto wyjaśnić, iż autor notki nie jest przeciwnikiem kapitalizmu, ma jednak, mimo dość liberalnych poglądów gospodarczych, coraz silniejsze przekonanie, że obecna jego forma jest parodią systemu lub jego schyłkową, skompromitowaną wersją.



Lubię to! Skomentuj26 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka