z odmętów szaleństwa :-)
Kwestionowanie uczciwości wyborów to odmęty szaleństwa. /Bronisław Komorowski/
70 obserwujących
404 notki
771k odsłon
1620 odsłon

Polski Frank Underwood

Wykop Skomentuj62

Frank Underwood, (właśc. Francis J. Underwood) – to fikcyjna postać z amerykańskiej wersji serialu House of Cards. Postać ta była grana przez Kevina Spaceya. Aktor, który za tę rolę otrzymał wiele nagród, między innymi Złoty Glob w 2015 roku i Nagrodę Gildii Aktorów Ekranowych, a także był nominowany do Nagrody Emmy. Stworzył on postać polityka:  manipulanta i - poprzez swoje działania - wręcz psychopaty, wyróżniającego się bezwzględnością i skrajnym pragmatyzmem.


Frank Underwood jest postacią na wskroś negatywną, uosabiającą zło, szaleństwo i chorą żądzę władzy. Kiedy spoglądam na polski teatr polityczny, który coraz bardziej przypomina świat innego kultowego serialu "Gomorra", czyli walki o władzę klanów neapolitańskiej Camorry, to coraz bardziej upewniam się w założeniu, że na scenie tego teatru pojawił się polski Frank Underwood - Tomasz Grodzki. Niestety - polska wersja charyzmatycznego kongresmena jest co najwyżej czymś w rodzaju "chińskiej podróby" niskich lotów i jakości. Co nie znaczy, że Grodzkiemu brakuje cech negatywnych - wręcz przeciwnie.


Panie i panowie senatorowie, to jest zwycięstwo demokracji – powiedział nowo wybrany marszałek Senatu Tomasz Grodzki o swoim wyborze w pierwszym wystąpieniu po objęciu funkcji. Mówiąc te słowa uniósł w górę obie ręce, robiąc jednocześnie palcami znak "V". O demokracji mówi też Frank Underwood, odbierając nominację na wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych - "demokracja jest przereklamowana”. Ci panowie oczywiście się mylą - w Polsce demokracja w istocie rzeczy zdecydowanie opowiedziała się za partią PiS, czyli odwrotnością politycznego matecznika Tomasza Grodzkiego, który właściwie na polityczną scenę wkroczył z przypadku, Frank Underwood natomiast zapomniał, że właśnie ów system pozwolił się mu stać jednym z najważniejszych polityków w kraju.


Jednego i drugiego łączy szaleńczy pęd do władzy. Władzy realnej, pozbawionej kontroli, niezależnej w najgorszym z możliwych temu słowu znaczeniu. Różnica polega na tym, że filmowa postać, jako narzędzia  do realizacji swoich celów używa swojej charyzmy, budując sieci intryg i pułapek, polski Frank, który charyzmy nie posiada, uważa, że z nadania ma do spełnienia dziejową misję sprawowania władzy - niezależnej od Konstytucji, reprezentacji parlamentarnej, urzędującego prezydenta i premiera. Widać już bardzo wyraźnie, że Grodzki buduje "senacką" Polskę, której granice wyznacza podział na dwa "plemiona" - pro polski PiS i antypolską opozycję. Występuje z orędziami do narodu w Telewizji Polskiej, żądny obecności w mediach powołuje TV Senat - odrębny od TVP Parlament kanał telewizyjny, prowadzi własną politykę zagraniczną, rozmawia z przedstawicielami obcych państw, chce oceniać zgodność stanowionego prawa z konstytucją, zastępując uprawniony do tego Trybunał Konstytucyjny własną komisją senacką. Przecież to nic innego, jak tworzenie alternatywnego państwa, a właściwie pierwszy etap secesji nie tyle w sensie terytorialnym, co ustrojowym - odkąd tylko krok do zamachu stanu i bratobójczej wojny domowej, rozumianej jak najbardziej serio.


Grodzki - na razie - swoim poczuciem ważności i ciągłym jej podkreślaniem, jest zwyczajnie śmieszny, ale owa śmieszność jest doskonałą zasłoną dymną dla rzeczywistych jego działań. Działań de facto będących kopią poselskiego warcholstwa z czasów przedrozbiorowych. Problem w tym, że ani Grodzki, ani opozycja nic sobie z tych zarzutów nie robi, chociaż swojego warcholstwa muszą być świadomi - ale cóż to znaczy wobec nadrzędnego celu, którym jest zatrzymanie pro państwowych reform i obalenie znienawidzonej dyktatury PiS. Grodzki - podobnie jak filmowy pierwowzór - perfekcyjnie wykorzystuje chaos, który od lat rządzi polską sceną polityczną. Underwood chaos sam tworzył, Grodzki ów chaos wykorzystuje - obydwóch czują się w nim jak ryby w wodzie. Gdyby panował porządek, oparty na przyrodzonych każdemu człowiekowi prawach, ani jeden ani drugi nie mogliby "podskoczyć" wyżej, niż te prawa pozwalają. Grodzki, poważnie uwikłany w co najmniej niemoralne łapówki, powinien już - teraz i natychmiast - być skończony jako polityk i nawet autorytet zawodowy - tymczasem on bezczelnie "aferę kopertową" wykorzystuje, kreując się na ofiarę  medialnej nagonki i "pisowskiej" dyktatury. Z ciemnych zarzutów łapówkarstwa uczynił medialny spektakl, kpiąc i strasząc i tak już raz skrzywdzonych ludzi. To nie jest obrona swojego dobrego imienia, do której ma oczywiście prawo - to skrajna podłość i cynizm tego mikrego człowieka.


Jeżeli zaryzykować tezę, iż w Polsce mamy do czynienia ze zwyrodniałą formą demokracji (czyli ochlokracją), w której władzę zamiast obywateli sprawuje rozemocjonowany tłum, sterowany przez media w rodzaju TVN, to łatwo zauważyć, iż polskie (chociaż oczywiście europejskie też) tzw. elity - szczególnie te opozycyjne i lewackie -  nie są elitami w sensie wartościującym, czyli będące elitą z uwagi na cenione predyspozycje jak wiedza, osiągnięcia, sposób zachowania itd. Są elitami wyłącznie w sensie nominalnym, bo tak po prostu zostali nazwani. Autorytetami zatem stają kłamcy, ludzie pozbawieni honoru i godności. Frank Underwood i Tomasz Grodzki w towarzystwie takich ludzi czuje się jednak świetnie, bo oni sami – choć świetnie wykształceni – są zwykłymi prostakami i pospolitymi chamami. Właśnie tak, ponieważ w procesie karmienia swoich wybujałych ego, zagubili podstawowe wartości odróżniające przyzwoitość od chamstwa i prostotę od prostactwa. To ludzie pozbawieni manier i w gruncie rzeczy do bólu niesympatyczni. W pojęciu obydwóch panów, demokracja to relatywizm i akceptacja zła. Dla nich nie nie istnieje żadna zasada, której nie można zakwestionować. Oznacza to pełną akceptacje straszliwego zła, jakie  panoszy się w wypełnionej relatywizmem sferze publicznej - niestety, nie tylko w filmowej rzeczywistości, co w Polsce widać szczególnie wyraźnie.


Znać swoje miejsce w szeregu, znać swoją rolę w państwie - to dowód pokory i rozumu. Tomasz Grodzki to oczywiste zaprzeczenie tej świętej reguły. Buduje "sobiepaństwo", będące zaprzeczeniem "oficjalnego" państwa polskiego, rządzonego obecnie przez pro państwowy rząd Prawa i Sprawiedliwości. Podobnie jak Underwood neguje on istniejący porządek prawny i równie podobnie bluźni, posługując się symboliką Jana Pawła II. Profanuje w równym stopniu Świętego Polaka, jak i pewnego rodzaju "świętość" polskiego Sejmu, na którym wciąż są blizny po ranach zadanych przez przedrozbiorowe warcholstwo i komunistycznych zdrajców. Oto człowiek "kochający" demokrację - Tomasz Grodzki, polski Frank Underwood w gorszym wydaniu.



https://pl.wikipedia.org/wiki/Frank_Underwood
https://www.pch24.pl/10-powodow-dla-ktorych-frank-underwood-kocha-demokracje,34331,i.html




Wykop Skomentuj62
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka