W okopie rozsądku
Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz. /Gandhi Mahatma/
110 obserwujących
524 notki
1149k odsłon
11770 odsłon

... I zapłacze Statua Wolności

Wykop Skomentuj270

Miałem dosłownie kilkanaście godzin temu okazję pogadać z osobą, która od dobrych kilkunastu lat mieszka w Stanach Zjednoczonych. Osobą trochę młodszą ode mnie, będącą poza polityką - zarówno amerykańską jak i polską, stroniącą od pogrążania się w skrajnych deklaracjach politycznych i światopoglądowych, chociaż jest osobą wierzącą. Ciekawił mnie rzecz jasna obraz Ameryki w ujęciu pojedynku Trump - Biden i dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy. Trump? Cóż, nie jest ulubieńcem mojej informatorki - z różnych zresztą przyczyn. Mimo tego, z czystym sumieniem jest jego wyborczym zwolenniczką, obawiając się prezydentury Bidena, przy którym - jak się wyraziła - Statua Wolności zapłacze i na nowo przykuje się łańcuchem. Trzeba tu wiedzieć, że Statua Wolności początkowo nazywała się "Wolność Oświeca Świat" i wyłania się z zerwanych łańcuchów, w lewej ręce trzymając tablicę z napisem "4 lipca 1776 r. Dzień Niepodległości Ameryki".


Moja informatorka nie jest przykładem odosobnionym. Jak powiada,  psychoza "antytrumpizmu", rozpętana praktycznie od pierwszego dnia prezydentury Donalda Trumpa, zrobiła swoje - Amerykanie są ogłupieni i ogłupiani; część zupełnie nie wie o chodzi, część właściwie popiera Trumpa, ale medialna nagonka powoduje, że taka postawa odbierana jest jako "obciach", inni zdecydowanie popierają Bidena, widząc w nim zbawcę Ameryki. Natomiast co bardziej przytomni dostrzegają to, co nie przedostaje się na główne strony gazet i portali -  przecież Biden to niesamodzielny starzec, w zaawansowanym stadium demencji. Nie jest dla nikogo specjalną tajemnicą, że Biden nie zawsze wie gdzie jest i co mówi, nie odróżnia żony od siostry, wszystko mu się myli i nie jest w stanie składnie sklecić kilku zdań. Z każdym dniem obwody grzeją się coraz bardziej, przewody przepalają, procesor się zawiesza.  I nic już tego nie zmieni –  Biden właśnie kończy 78 lat i ma śladowe ilości tej energii, co starszy od niego Bernie Sanders. Posadzą zatem Bidena w fotelu bujanym w Gabinecie Owalnym, na wiosnę wyniosą do Ogrodu Różanego, jesienią przykryją kocykiem. rozbujają fotel i tak się będzie dziadzio na tym fotelu bujał. Możliwe, że będzie starał się klepnąć w tyłek jakąś stażystkę, bo jest z tego znany. W 2022 roku będzie w takim stanie, jak Breżniew pompowany powietrzem, żeby pomachać na pochodzie pierwszomajowym. Nie piszę tego wszystkiego tylko po to, by ze starości szydzić, chociaż byłyby powody,  bo jest to podobno człowiek do cna skorumpowany i zły. Warto jednak pokazać do jakiego stopnia zdegenerowane są amerykańskie elity. Trudno pomieścić w głowie, że ktoś w w takim stanie fizycznym i umysłowym będzie formalnym  władcą ogromnej części świata. Ale dla tych elit kondycja Bidena nie ma znaczenia. Zramolałym dziadkiem i tak sterować będą inni i on sam nad niczym nie będzie panował. Ameryką, rządem i wszystkimi federalnymi instytucjami zawładną spiski, intrygi, donosy i prowokacje.


Oczywiście zwycięstwo Bidena to szczytowanie mainstreamowych mediów  na całym świecie. Już jak dzieci na widok batonika piszczą z radości, wciskają kit o triumfie demokracji i określają prezydenturę Trumpa jako wybryk natury, albo drobny wypadek na drodze ku szczęściu ludzkości. Moja informatorka wieszczy, że Biden zostanie człowiekiem roku tego i owego, z czego na pewno ucieszy się Putin, Merkel i prezydent Chin.  Może nagrody Nobla za nic tak jak Obama nie dostanie, ale tytuły się posypią. Show must go on! Rozpoczyna się karnawał. A co po karnawale?


Nic dobrego. Moja informatorka przewiduje, że Demokraci zrobią wielka amnestię, zalegalizują pobyt 10-20 milionów nielegalnych imigrantów, dadzą im ścieżkę, a właściwie autostradę do obywatelstwa i na zawsze zmienią oblicze Stanów Zjednoczonych. Zrobią to po to, żeby już nigdy nie oddać władzy, bo imigranci głosują na nich, stając się zupełnie zależnymi od ekipy w Białym Domu. Rozpocznie się demontaż muru na granicy z Meksykiem i likwidacja, lub ubezwłasnowolnienie służby imigracyjnej i celnej. Zrobią to - choćby dlatego, żeby być w zgodzie z ideą, że mury dzielą i trzeba  budować mosty i jednoczyć. Konsekwencja takich działań jest bardzo prosta do przewidzenia: narkotyki zaleją Stany Zjednoczone, a kartele przeniosą swe wojny do Arizony, Teksasu, Kalifornii, etc. Gangi nie będą panowały już w dzielnicach, ale w całych miastach. Polityka Bidena sprawi, że  gigantyczna korupcja, nepotyzm, biurokracja, chaos administracyjny, kupowanie urzędów, zorganizowana instytucjonalnie przestępczość przekroczą Rio Grande - rzekę oddzielającej Meksyk od Stanów Zjednoczonych.


Biden całkowicie też ulegnie fanatycznym obrońcom klimatu. Już przedstawił swoja wersję Nowego Zielonego Ładu, na który w ciągu 4 lat chce wyda 2 bilony dolarów. Celem jest to, by w 2035 roku cała produkcja energii była "klimatycznie neutralna”. To oznacza zagładę przemysłu wydobywczego ze wszystkim konsekwencjami dla gospodarki Stanów Zjednoczonych i świata. Wiadomo, że po koronawirusie histeria i psychoza na tle zagłady Ziemi będą się nakręcać, więc Biden i jego domniemana administracja ugną się i zrobią jeszcze głupsze rzeczy niż te, które Biden już zaproponował. Szaleństwo klimatyczne to woda na młyn skrajnego lewactwa. Głośno zatem będzie będzie o komuniście Billu de Blasio, burmistrzu Nowego Jorku. Jest bowiem Biden zakładnikiem skrajnej lewicy i to tej w marksistowskim wydaniu. Moja informatorka utrzymuje, że jest to dużo bardziej radykalna lewica niż jej europejscy odpowiednicy. Różne pomniki obalił ruch Black Lives Matter, a Lenin w Seattle cały czas stoi… Jeśli dołożyć jeszcze wciąż podsycane konflikty rasowe, to mamy do czynienia z wybuchową mieszanką, czego dowodem są trwające od miesięcy rozruchy, w których nie chodzi o żadne protesty przeciwko brutalności policji, tylko o obalenie konserwatywnego systemu prawa. Trzeba wyobrazić sobie z jednej strony radykalne bandy, z drugiej -  biernie przyglądającą się, a nawet przyklaskującą ekipę Bidena. Zacznie się destrukcja, przecież ekipa Bidena już planuje cięcie funduszów na policję, ograniczanie jej kompetencji i to w momencie, gdy Amerykę zalewa rekordowo wysoka fala przestępczości. Zaoszczędzone pieniądze pójdą na wszelkie akcje pomocy społecznej, po to, by coraz bardziej uzależniać od siebie elektorat. W wielkich miastach nie będzie dzielnic biedy -  one całe staną się "biedami", tak jak Detroit. Wyniesie się z nich biznes, spadną wpływy podatkowe i będzie tak jak w San Francisco, Los Angeles czy Seattle – nędza, a gdzieniegdzie oazy oszałamiającego bogactwa. Choroba zżerająca wielkie amerykańskie miasta przerzuci się na kolejne obszary.

Wykop Skomentuj270
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka