W okopie rozsądku
Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz. /Gandhi Mahatma/
122 obserwujących
553 notki
1248k odsłon
  2357   0

Konserwatywny PiS, czyli zestawienie przeciwieństw

Kiedy w 2015 roku PiS przejmowało władzę panował powszechny pogląd, że Polska po rządach Tuska to państwo z dykty i tektury. Nawet sami przedstawiciele odchodzącej władzy, podczas nieformalnych biesiad przyznawali, że to wszystko jest jak ***j, dupa i kamieni kupa. Ale dziś nie bez racji jest twierdzenie, że państwo polskie jest dziurawe tak samo jak było i tak naprawdę niewiele tej dykty i tektury zostało zastąpione czymś solidnym. I elektorat to wie. Jak czekałeś dwa lata w kolejce do kardiologa, to czekasz jeszcze dłużej ( bo covid), jak szukałeś sprawiedliwości w sądach, to szukaj dalej, jak użerałeś się  himalajami biurokracji i pierdylionem procedur, to użerasz się dalej. Gdzieniegdzie mniej, gdzieniegdzie bardziej - ale nadal dla władzy jesteś przedmiotem, nie podmiotem.

A miało być tak pięknie. Po dojściu do władzy PiS, ludzie zupełnie serio uwierzyli, że wreszcie mają wpływ na to, co się dzieje w przestrzeni publicznej. Przy czym wcale nie chodziło przecież o to, żeby mieć poczucie realnej władzę - bardziej o to, że mogą być sobą i nikt ich na szczytach władzy nie poucza, że źle trzymają nóż i widelec i nie śmieje się, że do sandałów zakładają białe skarpety do kolan. Wyglądało na to, że kończymy z poczuciem gorszości wobec mitycznego Zachodu. Owszem, doganiajmy ich gospodarczo, ale upodabniać się do żabojada, albo helmuta? Wymagać ode mnie, żebym murzyna nazywał "niebiałym" i kłaniał się "muslimom"? Dość pogadanek, że niby ja z moimi poglądami nie pasuję do Europy! A guzik! Jestem Polakiem, moja Ojczyzna to kawał historii Europy, Europejczykiem byłem zawsze i się wreszcie odwalcie. PiS było partią, która dawała ludziom poczucie "jestem taki, jaki jestem" i poczucie sprawstwa. I dlatego wygrała w wyborach.


Było. Gdybym teraz wdał się w rozpisywanie, co poszło nie tak i dlaczego, popełniłbym truizm i wszystkich zanudził. Dużo bardziej istotne jest to, że opowieść o PiS jako konserwatywnej partii prawicowej możemy odłożyć na półkę z bajkami. Definicja konserwatyzmu jest bardzo prosta: to doktryna, która bazuje na hasłach obrony porządku społecznego oraz umacniania tradycyjnych wartości, takich jak: religia, naród, państwo, rodzina, hierarchia, autorytet. Konserwatyści dążą do obrony starego porządku ze względu na przekonanie o ewolucyjnym, a nie rewolucyjnym charakterze zmian kulturowo-politycznych. Twórca podstaw ideologicznych nurtu, Edmund Burke, jako fundament konserwatyzmu stawiał szacunek dla instytucji i upodobanie do ich budowania, ponieważ to one (instytucje) stanowią o wolnościach obywatelskich i są dla nich oparciem. Dla PiS kwestie wolności obywatelskich nigdy nie były szczególnie istotne. Co więcej - coraz głębsze wkraczanie w prywatność i dodawanie kolejnych kompetencji organom, kontrolującym obywateli, nie ma wiele wspólnego z konserwatyzmem Burke'a. PiS buduje struktury, w którym państwo ma być ubóstwiane przez obywateli, zapominając, że w przekonania konserwatysty wpisana jest nieufność wobec państwa, która opiera się na stwierdzeniu, że państwo nie jest autonomicznym bytem idealnym, bo jego aparat tworzą konkretni ludzie ze swoimi słabościami.


No właśnie: sednem problemu PiS jako partii konserwatywnej są ludzie. Ci wszyscy "pieczeniarze" i "misiewicze", którzy stali się symbolem zmian nie instytucjonalnych, ale stricte personalnych - czyli dokładnie odwrotnie do doktryny Burke'a. Z drugiej strony stoją zwykli Kowalscy, których "pieczeniarze" chcieliby prowadzić za rączki i targać za uszy, kiedy się wyrywają. A przecież władza nie jest od tego, żeby prowadzić obywateli za rękę na każdym kroku, ani żeby wychowywać ich za pomocą nakazów i zakazów. Władza wychodzi z założenia, że ma do czynienia z dorosłymi ludźmi, którym wolno decydować o sobie, nawet jeśli decydują źle. Państwo ma być silne, ale nie wszechobecne, tymczasem jej wszechobecność jest coraz bardziej upierdliwa, a kiedy państwo ma pokazać siłę - chowa głowę w piasek.


Pandemia pokazała, że król jest nagi, a może jeszcze bardziej. Gdyby nie ona, pewnie dalej Kaczyński uprawiałby międolenie o tym, że "zwyciężymy", a Morawiecki snułby wizję "dobrej zmiany" i pokazywał slajdy w Power Point. Tymczasem relacje obu tych panów można określić jako "złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma". Pandemii nikt nie mógł przewidzieć: Morawieckiemu zamknęła Power Pointa, Kaczyńskiemu prostą drogę do mianowania delfina. Jeżeli z powodu pandemii będziemy mieli totalną zapaść społeczno - gospodarczą i na temat Morawieckiego zaczną się pojawiać głosy: "Nie dał rady, zmieniamy premiera", to prezes znajdzie się w punkcie wyjścia i będzie jak w "Killerze" - cały misterny plan poszedł w w piz**u. , Nie zapominajmy, że Kaczyński w Morawieckiego bardzo dużo zainwestował, bo wie, że ten facet został ulepiony z innej gliny niż to całe towarzystwo "pieczeniarzy" z PC. Ale nawet gdyby Kaczyński na głowie stanął, zrobił Morawieckiego prezesem partii, namaścił, to Morawiecki nie będzie prawdziwym liderem prawicy w Polsce. Totalnie bowiem nie pasuje do typowych działaczy i do pisowskiego ludu. Psychologicznie zawsze wolimy mieć do czynienia z ludźmi takimi, jak my, bo to nas utwierdza w przekonaniu, że nasze życiowe wybory były dobre. A Morawiecki ulepiony jest z gliny technokraty, potrzebnej do gospodarczego skoku "dobrej zmiany" w inny wymiar -  ale niekoniecznie jest atutem w czasie pandemii, kiedy technokratów się nie lubi. Zwłaszcza, że wyczerpał się potencjał solidarności w polskim społeczeństwie. Łatwo było w marcu ub.r. deklarować, że będziemy dbać o najsłabszych, o nasze babcie, dziadków, będziemy siedzieć w domach, ale jak ktoś dwa miesiące w domu posiedział, stracił pracę albo zamówienia, to rok później takim kozakiem już nie jest. Ludzie, może poza przysięgłymi "covidowcami", już swój potencjał solidarności wyczerpali i chcą żyć tak, jak żyli przedtem. A PiS swoje... maseczki, dystanse, szczepionki.


Jeżeli dziś jako konserwatysta w rozumieniu Burke'a, szukam dla siebie partii zbliżonej do moich poglądów, to muszę z bólem stwierdzić, że na pewno nie jest nią PiS. Zaryzykowałbym nawet postawienie tezy, że PiS znalazł się poza sporami, które dziś polaryzują społeczeństwo. Spór szlachty polskiej, która za Janem Długoszem powtarzała, że protoplastami Polaków są starożytni Sarmaci, z tymi, którzy chcieli Polskę europeizować, sięga w Polsce trzystu lat. Oni już wtedy brali się za łby o to, jak to zrobić: ile brać zachodnich wzorców, a ile bazować na tym, co nasze i swojskie. PiS prochu tu nie wymyśli - jeżeli coś się ciągnie od 300 lat i dotąd się nie zużyło, to będzie nadal działać, ale już nikogo nie porwie. Dzisiejsza polaryzacja jest inna: "płaskoziemcy" kontra "okrągłoziemcy", lewicowi postępowcy z aborcją, eutanazją i homo-nie wiadomo, kontra zwolennicy tradycyjnych wartości. Różnice światopoglądowe są szalenie niebezpieczne społecznie, bo mamy do czynienia z młodymi ludźmi, którzy się w tym totalnie rozmijają. Tu zaczyna brakować miejsca na partię, której DNA wywodzi się z okrągłostołowego magla - a taką jest PiS, która w tym maglu tkwi mentalnie po same uszy. I ani myśli stać się partią zdecydowanie konserwatywną, bo lepiej siedzieć okrakiem na barykadach - a nuż skapną się jakieś głosy tzw. centrum. A ludzie chcą partii zdecydowanych, jasnego opowiedzenia się: jesteśmy tacy i robimy to i to. A tak...

.... "Naprawdę jaka jesteś
Nie wie nikt
Bo tego nie wiesz
Nawet sama ty"
  /Jonasz Kofta/

PS. Powyższe opinie nie oceniają, ani nie podsumowują programu, jaki PiS realizuje. To zupełnie inny temat.





Lubię to! Skomentuj241 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka