W okopie rozsądku
Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz. /Gandhi Mahatma/
145 obserwujących
610 notek
1375k odsłon
  3146   12

Krótki felieton o suwerenności

Coraz bardziej przekonuję się do poglądu, że główny podział polskiego społeczeństwa nie przebiega wcale po linii zwolennicy/wrogowie PiS, ale według linii postrzegania własnej Ojczyzny ( Polski), albo jako państwa suwerennego ( umownie, z uwzględnieniem wpływów globalizmu),  albo wręcz przeciwnie - państwa głęboko podporządkowanego czynnikom zewnętrznym, bez oporów przyjmującego całą litanię "postępowych" trendów wymyślonych przez współczesnych neomarksistów na Zachodzie. W jednym i drugim przypadku niebagatelną rolę odgrywa też przywiązanie do tradycji i wartości ukształtowanych przez stulecia : zachowanie ich to coś więcej niż zapisy Konstytucji i międzynarodowe traktaty, odejście od nich to kapitulacja, wywieszenie białej flagi i całkowita rezygnacja z podmiotowości jako państwo.


Po co nam lotnisko pod Warszawą, skoro mamy takowe w Berlinie? Taki sposób myślenia "pączkuje" do absurdalnej projekcji państwowości i finalnie sprowadza się do pytania: po co nam państwo, przecież mamy Unię? Taki punkt widzenia jest odniesieniem  do bardzo znaczącej części polskiego społeczeństwa, sfokusowanej na czubku własnego nosa. Mit bogatego Zachodu, z jego wolnością i postępem cywilizacyjnym zapuścił w Polsce gigantyczne korzenie i stworzył monochromatyczny obraz, w którym wszelkie współczesne wynaturzenia i neomarkistowskie idee przepoczwarzania "starych" pojęć i definicji są traktowane albo jako nic nie znaczące ciekawostki, albo przyjmowane jako wyższe formy wolności i postępu. Paradoksalnie własna suwereność, chociaż de facto nie istniejąca, postrzegana jest jako wartość wzmocniona, wszak "opieka" nad nami ze strony UE i Berlina, gwarantuje nam jakiś minimalny, ale zachodni ( czytaj: dostatni) byt, rozwiązuje wiele problemów politycznych i gospodarczych, o które martwić się ma Bruksela, a my poczujemy się nowoczesnymi Europejczykami, zachowując barwy i godło narodowe, system polityczny i sądowy (wcześniej ocenzurowany przez Zachód). Pomijając ojkofobów, świadomych lub nie funkcjonariuszy agentur,  pożytecznych idiotów, czy wręcz zdrajców, tak myślący ludzie czują się Polakami i patriotami - ich "tylko" państwo jako takie i państwowość w ogóle po prostu nie interesuje.


Na drugiej stronie znajdują się Polacy dla których suwerenność Polski i przywiązanie do narodowych tradycji są wartościami fundamentalnymi,  w całej swojej  rozciągłości. Godzą się na byt Polski w UE, ale ów byt musi być dla nich kształtowany jako - owszem - ważna potrzeba wspólnoty plemiennej, wspólnoty losów, ale przy zachowaniu poczucia odrębności etnicznej. Mimo globalizacji duża część społeczeństwa polskiego przywiązuje ogromną wagę do symboli suwerenności, nawet jeśli sama suwerenność dziś nabrała innych treści. Słusznie żądają poszanowania swojej wrażliwości w tym obszarze i w żadnym razie nie należy lekceważyć ich godnościowej postawy. Historycy analizujący historię XIX w. konstatują, że poczucie narodowe, akcentowanie suwerenności było w dużej mierze kreacją elit forsujących symbole, pieśni, poezję, sceny, pomniki i mity narodowe. Czy – tak jak dawniej w USA – można część tych suwerennych emocji przelać na naszą wspólną Unię Europejską? Pewnie tak, problem jest jednak taki, że UE zmierza w dokładnie odwrotnym kierunku, co wywołuje cały szereg konfliktów.


Sztandar suwerenności podnoszą ludzie z różnych grup. W dobie kryzysu, gdy naturalnym odruchem jest szukanie schronienia we własnych granicach, retoryka suwerenności staje się szczególnie popularna. Ale czy ma to w ogóle sens? Światowy autorytet w dziedzinie prawa Didier Maus, mówi o globalizacji norm konstytucyjnych. Gdziekolwiek na świecie, pomijając dyktatury, pisze się nowe konstytucje, autorzy przeważnie naśladują sprawdzone normy, tu nikt się nie oburza na metodę kopiuj-wklej. Przynajmniej cztery elementy są uniwersalnie przyjmowane: wybory, podział władzy, podstawowe swobody obywatelskie i kontrola sądów konstytucyjnych. Ale podobieństwa sięgają dalej: dziś opinie sędziów trybunałów konstytucyjnych różnych krajów są zbieżne. Maus mówi nawet o zmowie sędziów. To właśnie ta wspólnota doprowadziła do ataków dotyczących praworządności w Polsce i na Węgrzech. I tak naprawdę nikt nie jest w stanie sprecyzować "o co kaman", bo wszystko sprowadza się do różnic interpretacyjnych. Konia z rzędem temu, kto jasno wytłumaczy, że chociaż wszędzie nominacje sędziowskie są  mniej lub bardziej polityczne, to mają miano praworządnych -  w przeciwieństwie do Polski, gdzie takie same jak gdzie indziej procedury są niepraworządne. A konstytucja? Węgrzy z Fideszu byli zdumieni listami, jakie w styczniu 2012 r. skierowała do nich Komisja UE i Rada Europy. Te organizacje międzynarodowe kwestionowały normy nowej węgierskiej konstytucji i ustaw: prawo do nominowania sędziów przez wysokiego urzędnika zależnego od prezydenta, kontrolę mediów, zależność banku centralnego od rządu, ograniczenie uprawnień Trybunału Konstytucyjnego, słowem – konstytucyjny ustrój suwerennego kraju! Decyzje jego parlamentu!

Lubię to! Skomentuj86 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka