Widzę, słyszę, myślę...
Mieszkam w Poznaniu. Jestem Polakiem.
151 obserwujących
673 notki
1531k odsłon
  3448   6

... a może PiS chce wrócić do roli opozycji?

Kiedy porównać Prawo i Sprawiedliwość z roku 2015 i PiS z roku 2022 to trudno zaprzeczyć twierdzeniu,  że to dwie zupełnie inne partie, chociaż nazwa, ludzie i prezes niezmiennie trwają na swoich miejscach. Dobrze - powie ktoś - może to i prawda, ale radykalnie zmieniły się też okoliczności. To także prawda i tym okolicznościom wypada się przyjrzeć bliżej. Tylko z tego punktu widzenia porównywanie ma sens i pokazuje w jakim miejscu jest partia Jarosława Kaczyńskiego. Jeszcze rok temu, pomimo pandemii, bycie ugrupowaniem politycznym rządzącym w Polsce dawało świetne widoki na przyszłość. Dziś z tej przyszłości wyłania się groźba, iż będzie się ponosiło za nią odpowiedzialność. W parze z tym idzie fakt, że wytrzymałość każdego wyborcy ma swoje granice. Te zaś zostaną wystawiane na coraz cięższe próby. Nadciąga bowiem kumulacja nieszczęść, które dla PiS muszą skończyć się źle.


Nie ma sensu rozpisywać się na temat okoliczności obiektywnych. Cały świat zachodni kręci się nie tylko wokół pandemii, która całkowicie zmieniła definiowanie pojęć i zjawisk uważanych przedtem za stałe i oczywiste, ale także wokół wymyślonych na nowo doktryn politycznych, ekonomicznych i społecznych, które skompromitowały się w czasach słusznie minionych - doktryn w istocie marksistowskich. Unia Europejska, z siły, mocy i legendy Wspólnoty Węgla i Stali, zdążyła przepoczwarzyć się w quasi super państwo, kładące główny nacisk na kwestie ideologiczne, państwo podzielone na bogate centrum i prowincje, nad którymi trzeba trzymać surowy nadzór, czerpiąc z nich to, co mają najcenniejsze w sensie ekonomicznym. Bycie rządem w takiej prowincji, to zadanie karkołomne, chyba, że rząd taki z góry przyjmie posady nadzorców prowincji, wiernie i lojalnie wypełniając polecenia mocodawców. Efekt uboczny jest jednak taki, że nadzorowane społeczeństwo może zacząć się buntować. Wtedy kontynuacja rządów staje pod ogromnym znakiem zapytanie, bo w kolejce do stołków czai się jakaś opozycja. A jeżeli rząd na prowincji stanie w rozkroku, chcąc być zgodnym z polityką mocodawców i jednocześnie dbać jednak o interes narodu, to efekt uboczny robi się podwójny: można zostać wykopanym przez unijnych pryncypałów i przez własnych wyborców. I w takiej sytuacji znajduje się PiS.


Okoliczności obiektywne, chociaż a jakimś stopniu usprawiedliwiają działania rządów Zjednoczonej Prawicy, niczego jednak nie zmieniają. bo fakty są nieubłagane. Uzależnienie się od pieniędzy i akceptacji wszystkich polskich spraw przez brukselskie centrum, stworzyło kuriozum - patrząc z definicji suwerennego państwa. Ale... sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało, a raczej Jarosławie Kaczyński. Zostawmy to jednak, bo prawdziwe jest również stwierdzenie, że będąc w tym zdegenerowanym tworze europejskim, pewne ograniczenia są koniecznością i walka z nimi ma coś z Don Kichota. Skoro rzekomo wszyscy Polacy chcą w tym tworze być, to trudno. Nic nie poradzimy:  kładziemy uszy po sobie i modlimy się o łaskawość brukselskiej, czy może raczej berlińskiej Ursuli.


Gorzej, że okoliczności w Polsce także sypią się jak PiS-owi jak domki z lego, ustawione rączkami niewprawnego dziecka. Nawet wyborcy z tego najtwardszego elektoratu nie tylko "siem buntujom", ale są mocno tymi okolicznościami wkurzeni. Powoli można mieć pewność, iż w ciągu 2-3 lat, a więc pod koniec kadencji obecnego parlamentu, nastąpią wręcz kumulacje fatalnych okoliczności. Wyliczenie ich nie wymaga dużego wysiłku.


Pierwsza okoliczność odnosi się przede wszystkim do szeroko pojętej służby zdrowia. Wprawdzie nikt nie wie, czy za dwa lata jeszcze będzie trwała epidemia, lecz katastrofalne skutki przeciążenia i covidowej dezorganizacji całego systemu opieki zdrowotnej nie znikną szybko. Koronawirus przyśpieszył bowiem wykruszanie się z systemu: lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych. Dla Polaków nie cieszących się dobrym zdrowiem oraz ich rodzin, oznacza to albo długą i upartą walkę, by w końcu otrzymać któreś z bezpłatnych świadczeń albo zadłużanie się, żeby leczyć się prywatnie. Źle wróżą PiS-owi zapędy zamordystyczne ( ustawa Hoca na początek) i uparte trzymanie się narracji ministra Niedzielskiego. Prawicowo - konserwatywne jądro elektoratu PiS w kwestiach wolnościowych i praw obywatelskich jest z natury nieugięte - przymus szczepień i segregacja sanitarna wywołać musi ostry opór i protest widoczny w najbliższych wyborach. Z drugiej strony PiS musi się opierać przed skrajnie zamordystycznymi postulatami opozycji. Lawirowanie na bardzo cienkiej linie pomiędzy jednymi i drugimi grozi poważnym upadkiem. To nie może skończyć się dobrze.


Kolejna okoliczność jaką już odczuwamy to inflacja. Od roku jej charakterystyczną cechą okazuje się wzrost dużo wyższy od prognoz. Wszelkie szacunki ekonomistów były chybione. Wprawdzie prognozy na przyszły rok mówią, iż zatrzyma się, a następnie zacznie spadać, jednak coraz więcej na to wskazuje, że pisano je kierując się niczym nieuzasadnionym optymizmem. Tymczasem pod słowem inflacja kryje się regularny wzrost cen, za którym w końcu przestaje nadążać wzrost płac. Najmocniej uderza on w emerytów i pracowników sfery budżetowej, ale z czasem wszyscy słabo i średnio zarabiający obywatele czują się pokrzywdzeni. Co gorsza oszczędzanie, a także planowanie na przyszłość, staje się trudniejsze. Narastanie społecznych lęków zwykle idealnie współgra ze wzrostem inflacji.

Lubię to! Skomentuj184 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka