Widzę, słyszę, myślę...
Mieszkam w Poznaniu. Jestem Polakiem.
152 obserwujących
693 notki
1566k odsłon
  886   2

Nie będzie Polski bez realizmu

image


Pod moją notką dotyczącą między innymi działań polskiego rządu wobec Ukrainy - " Ukrainiec w lodówce" pojawił się komentarz @Ojca 1500 plus. który - właśnie tego nie wiem - próbował mnie atakować/poniżyć/polemizować, nazywając mnie zresztą wdzięcznie MAŁPĄ z bronią w sensie posługiwania się słowem.


@Ojciec 1500 plus to typowy przedstawiciel grupy ludzi, których umownie nazywam "fajnopolakami". Fajnopolacy z pozycji wyznawców kultu Covid -19 bardzo szybko przeszli na pozycje fanatycznych rusofobów i ukrofili, bezkrytycznie podpisując się pod każdym działaniem wymierzonym w Rosję z jednej strony i nieograniczoną pomocą  dla Ukrainy z drugiej. To, że przy okazji ukuli oni kilka tez Dyziów-marzycieli, które - przynajmniej póki co - nie mają żadnego uzasadnienia merytorycznego, to już inna sprawa, natomiast ich ślepota na realne zagrożenia dla bytu Polski jako państwa, pomijane być nie może. Stąd - na szczęście - coraz częściej w polskich mediach można usłyszeć przytomne głosy wzywające - jeżeli nie do opamiętania się - to przynajmniej do chwili refleksji.


Natknąłem się zatem na świetny tekst Bartosza Brzyskiego, rzecznika Klubu Jagiellońskiego, członka redakcji czasopisma idei „Pressje”. Ponieważ nie ma żadnego  sensu, żebym ów tekst powielał wg. swojego "widzimisie" - zresztą całkowicie się pod tekstem Pana Brzyskiego podpisuję - postanowiłem zacytować najważniejsze fragmenty tego dosyć obszernego artykułu.

Całość tekstu jest TUTAJ

A oto najważniejsze fragmenty:

" Trzy miesiące wojny na Ukrainie spowodowały większe zmiany w życiu Polaków niż ponad dwa lata pandemii, która przecież i tak przeorała nasze życie gospodarcze i społeczne. Chociaż przepełnieni patriotycznym uniesieniem zdajemy się jeszcze tego nie dostrzegać, zderzenie z rzeczywistością może być bolesne. Dlatego najważniejszym zadaniem przed jakimi stoi dziś klasa polityczna, jest znalezienie balansu, między doraźną pomocą Ukraińcom a wsparciem dla coraz bardziej zmęczonych Polaków.

(...) I chociaż dziś Polska nie jest bezpośrednio zaangażowana w wojnę, a jedynie „obrywa” nią rykoszetem, to spór, który po objęciu Rosji kolejnymi sankcjami i przyjęciu 2 mln uchodźców coraz mocniej się tli, zdaje się nie dotyczyć zasadności konkretnych działań polskiego rządu, ale generalnej koncepcji jak w momentach kryzysowych Polska powinna się zachować. Czy nasz narodowy charakter i romantyczna dusza powinna mimowolnie pchać nas na czoło grupy upominających się o polityczne wartości, czy raczej wbrew nim, powinniśmy wykazać się cynizmem i chłodną kalkulacją, niczego nie forsując, mając na pierwszym miejscu własny interes. Tak, jakbyśmy maskowali rzeczywistą i trwającą od dekad narodową dyskusję, najmocniej wybrzmiewającą pierwszego sierpnia w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, tworząc z obecnej sytuacji historyczne kontinuum. Prawda wydaje się jednak inna, nie ma narodu polskiego bez romantyzmu i nie ma państwa polskiego bez realizmu. Dlatego te dwie siły muszą się w Polsce ścierać, aby nie stracić tak potrzebnego nam zdrowego rozsądku.


(...) Dziś na dwóch przeciwstawnych krańcach z jednej strony coraz głośniej podnoszone są obawy o wydolność instytucji państwa i jego politykę, z drugiej zarzuty o działanie na rzecz Rosji i oskarżenia niemalże o działalność agenturalną. Tym samym dyskusja wokół stosunku polskich władz do kryzysu na Wschodzie i jego wewnątrzkrajowych reperkusjach, staje się coraz mniej merytoryczna, a coraz bardziej emocjonalna. Obie bowiem perspektywy zdają się być nie do pogodzenia, a stawka najwyższa z możliwych – istnienie narodu i jego państwowości. Nie są to słowa przesadne, bowiem wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego w Kijowie i jego korespondencyjne rzucenie rękawicy Rosji otworzyło w wyobraźni wielu, wydawałoby się zamknięte na przełomie wieków, wojenne demony. Tym samym symbolicznym wystąpieniem prezes PiS otworzył stary polski spór, który będzie nam towarzyszył przez następne miesiące – tworząc nowe polityczne podziały przede wszystkim na polskiej prawicy, której wyobraźnia z jednej strony ufundowana jest na narodowej martyrologii, z drugiej na traumie utraty państwowości.


(...) Dlatego tak ważne jest, aby władza zamiast rozgrzewać i tak rozpalone głosy, potrafiła odpowiednio je schłodzić nie deklaratywnym, ale prawdziwym realizmem. A recepta na niego wydaje się przecież prosta – jeśli polityka nie stanie się bardziej przewidywalna, a państwo nie przejmie roli działającego w trybie nadzwyczajnym społecznego wolontariatu, grozi nam przynajmniej wstrząs, w czym z pewnością pomagać będzie aktywnie rosyjska agentura. Jednak i bez tego przygotowujemy sobie właśnie przepis na społeczną katastrofę. Wbrew pozorom debata publiczna nie jest sferą faktów, ale przede wszystkim emocji, a ich przemilczanie w przestrzeni medialnej nie sprawi, że rosnące zmęczenie, strach i poczucie niesprawiedliwości znikną, ale że przerodzą się w groźny resentyment. Objawy wszystkich tych rzeczy możemy obserwować już teraz, a jeśli władze szybko nie zareagują, problem będzie gwałtownie się pogłębiał.

Lubię to! Skomentuj75 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale