Widzę, słyszę, myślę...
Mieszkam w Poznaniu. Jestem Polakiem.
153 obserwujących
693 notki
1569k odsłon
  708   6

Szczujnia, czyli cenzura. Cenzura, czyli szczujnia.

Najpierw przyszli po socjalistów, a ja nic nie powiedziałem, bo nie byłem socjalistą, potem przyszli po związkowców, a ja nic nie powiedziałem, bo nie byłem związkowcem, potem przyszli po Żydów, a ja nic nie mówiłem, bo nie byłem Żydem... Potem przyszli po mnie mnie i nie było nikogo, kto by mnie bronił. /Martin Niemöller /

Oszołomstwo, amok, zacietrzewienie. Szczujnia. Obecna w mediach, kwitnąca na Salonie 24.pl. Wręcz perwersyjna zaciekłość w obronie misternie wypracowanej percepcji dostrzegania tylko tego, co wciska w głowy jedynie słuszna propaganda. Kliki wzajemnej adoracji, bijące tą samą pianę, bez żadnej wartości. Dyskusja polityczna w Polsce ( nie tylko na Salonie, który jest przecież maluteńkim wycinkiem rzeczywistości) umarła - po długiej i ciężkiej chorobie. Wymiany myśli, poglądów, wiedzy już nie ma: nie wiem, czy ktoś w ogóle wie, co znaczy "pięknie się różnić", nie pisząc już nawet o odrobinie szacunku dla interlokutora. Metody: zmiana tematów i głównych wątków, wyrywanie słów z kontekstu, etykietowanie, ocenianie osoby -  nie poglądów, niewybredne epitety, drwiny, szyderstwo, w skrajnych wypadkach życzenia "żebyś zdechł". Każda narracja, która odbiega od narracji "wiodących" mediów, od czasów covida, etykietowana jest jako wywrotowa, klamliwa, będącą "kremlowską" propagandą, która stała się synonimem medialnej obłudy i skrajnej dezinformacji. Brak w słowniku cywilizowanych ludzi słów i określeń na opis "dyskusji" pod notkami, normą stają się całe notki będące paszkwilami ad'personam - przy pełnej aprobacie i promocji adminów portalu.


Ale to tylko Salon, miliardowa część promila tego, co dzieje się w całym tzw. świecie zachodnim. Julian Assange, Alina Lipp i Anne-Laure Bonnel to troje dziennikarzy, którzy płacą wysoką cenę za mówienie prawdy na Zachodzie: od próby "zaduszenia" ich finansowo, przez cenzurę, groźbę więzienia lub po prostu więzienie, a nawet tortury fizyczne i psychologiczne w przypadku Assange'a. Te trzy przypadki doskonale ilustrują rzeczywistość "demokracji” na Zachodzie i trendów w mediach, czego doskonałym przykładem jest właśnie ów mikroskopijny Salon.



Sprawa Juliana Assange'a, którego ekstradycję  zatwierdziły brytyjskie władze, jest najbardziej nagłośnioną i najbardziej ujawniającą to, co może czekać zachodniego dziennikarza, który odważy się powiedzieć prawdę. W 2006 roku Julian Assange założył Wikileaks, organizację pozarządową i non-profit, która publikuje na swojej stronie niejawne dokumenty dostarczone przez różnych informatorów. Serwis opublikował od tego czasu miliony dokumentów dotyczących łamania praw człowieka, skandali korupcyjnych, a przede wszystkim zbrodni wojennych. W 2010 roku, gdy portal przygotowywał się do publikacji dokumentów dotyczących wojny w Iraku, Julian Assange spotkał się z odrzuceniem jego wniosku o zezwolenie na pracę i pobyt przez Szwecję. Wybrał ten kraj dlatego, że tam przepisy dotyczące ochrony źródeł dziennikarskich są bardzo surowe i jednoznaczne. Ale ujawnienie zbrodni wojennych USA w Iraku i Afganistanie wywołało gniew i panikę  Waszyngtonu, oraz całego amerykańskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego. I w tym miejscu zaczyna się piekło Juliana Assange'a. Przez trzy lata dziennikarz i jego prawnicy walczyli o zapobieżenie jego ekstradycji do Stanów Zjednoczonych, gdzie grozi mu do 175 lat więzienia! Na próżno. I przez cały ten czas Julian Assange jest  przetrzymywany w warunkach przypominających tortury: całkowita izolacja, niedogrzana cela zimą, brak opieki. W tych warunkach stan Juliana Assange'a gwałtownie się pogarsza, a kilku ekspertów i lekarzy jest oburzonych i kwalifikuje to, co jest mu wyrządzane w więzieniu Belmarsh, jako tortury.


Jeśli zostanie wysłany do Stanów Zjednoczonych, może  być skierowany do Guantanamo i torturowany, jak wielu innych więźniów tego przybytku. Jego przypadek ma przecież służyć jako przykład zniechęcający każdego innego zachodniego dziennikarza do ujawniania pewnych niewygodnych prawd. Czy podobny los czeka dwie niezależne dziennikarki, Niemkę Alinę Lipp i Francuzkę Anne-Laure Bonnel, które otwarcie mówiły o tym, co dzieje się w Donbasie? Przeciwko Alinie Lipp, która w 2022 roku przebywała w Donbasie pół roku i powiedziała prawdę o zbrodniach wojennych armii ukraińskiej, wszczęto sprawę karną i grozi jej trzy lata więzienia. Oczywiście przedtem  zablokowano jej konto PayPal, następnie konto bankowe -  jak również konto jej ojca,  a państwo niemieckie zabrało bez żadnego uzasadnienia około 1600 euro, które znajdowały się na jego koncie. Na końcu przyszła  cenzura, która zamknęła jej konta na YouTube, gdzie publikowała swoje reportaże.


Niemal identycznie rzecz się ma z Anne-Laure Bonnel. Ta niezależna francuska dziennikarka przybyła do Donbasu w 2015 i 2022 roku i  otwarcie mówiła o zbrodniach wojennych armii ukraińskiej w Donbasie. Nic Zatem dziwnego, że znalazła się u boku Aliny Lipp w "artykule” w Le Monde o "niebezpiecznych prorosyjskich influencerach”. W rzeczywistości ten artykuł jest tylko jednym z wielu skoordynowanych ataków jednej z licznych organizacji, które twierdzą, że  walczą z dezinformacją, ale w rzeczywistości służą usprawiedliwianiu cenzury. Oczywiście tyczy się to także Polski.


Skąd ja znam ten mechanizm - z rzecz jasna uwzględnieniem skali? Mojej osobie na Salonie poświęcono kilka notek, "obdarowano" mnie etykietami, wśród których "załgana szmata" to jedna z łagodniejszych, nie licząc już oskarżeń o współpracę z "ruską agenturą" ( ostatnio także niemiecką) i wielu pomniejszych określeń, których nie jestem już w stanie wymienić. To wszystko oznacza, że zmierzamy jako społeczeństwo w kierunku orwelizacji świata w sensie dosłownym  - dystopie Orwella i Huxleya  nie są już tuż za rogiem, one po prostu się dzieją. Kto tego nie widzi, jest ślepy. Co więcej - zgadza się na zamknięcie w medialnych bańkach, z których wyjście będzie bardzo trudne, jeżeli w ogóle możliwe.

Na koniec pewne istotna dygresja. Odwołująca się w istocie do interesu narodowego Polski, czy też po prostu człowieczeństwa. Utarło się bowiem, że maszerowanie pod prąd proukraińskiej narracji to narodowa zdrada i zaprzeczenie wartości, które charakteryzują człowieka w sensie czysto ludzkim. Nic bardziej błędnego, niż takie jednostronne stawianie sprawy. Interes każdego bez wyjątku narodu, definiuje bowiem ścieranie się różnych poglądów, a człowieczeństwa nikt doprawdy nie musi mnie uczyć.


Lubię to! Skomentuj48 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale