Widzę, słyszę, myślę...
Mieszkam w Poznaniu. Jestem Polakiem.
152 obserwujących
732 notki
1599k odsłon
  934   10

Bezsens wojny, oświadczenie Konfederacji i co "po"?

Jak już powszechnie wiadomo, siły ukraińskie "ewakuowały" się z Siewierodoniecka, pokonując na tratwach i pontonach rzekę Donieck oddzielającą utracone miasto od Lisiczańska, któremu grozi szybkie okrążenie przez wojska rosyjskie nadchodzące z występu Popasnaja. Nieliczni żołnierze ukraińscy już otoczeni na lewym brzegu na lewym brzegu Dońca są skazani na śmierć lub poddanie się.

Klęska Ukraińców jest częścią wykładniczego upadku sił ukraińskich w ogóle, a w szczególności ich korpusu bojowego w Donbasie. W ciągu ostatniego miesiąca, który mniej więcej odpowiada okresowi bitwy pod Siewierodonieckiem, siły kijowskie straciły kilka - kilkanaście tysięcy ludzi (zabitych, rannych, jeńców, dezerterów, zaginionych itp.), co jest najbardziej bolesnym i dotkliwym  doświadczeniem w kategorii strat i morale poniesionym przez  przez cały obóz ukroatlantycki. Oczywiście te zwycięstwa sił rosyjskich na froncie północnego Donbasu nie zostały osiągnięte bez poniesienia strat ludzkich, materialnych, wojskowych i cywilnych, ale ich - jeżeli popatrzymy na skalę strat po obu stronach - straty te mają tendencję spadkową, co jest odwrotnością wobec strony ukraińskiej.


Od dawna piszę, że ta wojna jest - i coraz bardziej się staje - bezsensowna ze względów czysto humanitarnych. Giną ludzie, najczęściej młodzi mężczyźni, często łapani w ulicznych łapankach i wysyłani na front. Kto nie ma pieniędzy, żeby opłacić pograniczników i uciec np. do Polski, ryzykuje statusem "armatniego mięsa". Śmierć, kalectwo, wojenne traumy, gigantyczne straty gospodarcze, niewyobrażalne zadłużenie na Zachodzie, perspektywa wielopokoleniowej odbudowy kraju zrujnowanego wojną. Po co to komu? Wschód Ukrainy i tak jest stracony, Putin się nie wycofa dopóki nie wyrwie tego kawałka Ukrainy dla siebie. Możemy w czambuł to potępiać, ale takie są fakty. Jedynym pragmatycznym wyjściem są negocjacje pokojowe.

Ostateczny upadek sił ukraińskich, który praktycznie następuje od pierwszego dnia wojny sprawia, że -  pomimo honorowego i bohaterskiego oporu  i początkowych sukcesów -   Ukraina znajduje się na rozdrożu. Zelenski i jego sztab wojskowy albo wybierze szybką ścieżkę, kontynuując wycofywanie się swoich jednostek w kierunku Slavianska, albo wybierze sadomasochistyczne rozwiązanie, trzymając się jak najdłużej tych ostatnich bastionów Donbasu, zaczynając od bastionu Lisiczańska. Z zastrzeżeniem, że w Lisiczańsku prawdopodobnie będzie tylko drugi Mariupol, co spowoduje zagładę lub  kapitulację jego garnizonu, którego liczebność wynosi około 15 000 ludzi. W tzw. międzyczasie "gotuje się żaba” ( o czym wspomniałem wyżej) w postaci ukraińskiej grupy taktycznej Siewierodonieck/Lisiczańsk, która na lewym brzegu Doniec straciła już tysiące ludzi i setki zniszczonych lub zdobytych pojazdów bojowych.


Pomiędzy odradzaniem się nazizmu na Ukrainie (patrz moja poprzednia notka), realnością rosyjskich sukcesów militarnych, fiaskiem zachodnich sankcji gospodarczych, które przyniosły tylko efekt bumerangu, amokiem proukraińskim i zakłamaną propagandą wojenną, w której ta ukraińska już dawno przebiła moskiewską, przyszedł chyba czas na moment opamiętania się. Zresztą już strażnicy zachodnich mediów zaczynają ciszej szczekać na niedźwiedzia, który - niestety - odnosi sukcesy,  rozrywając przy okazji podżegające do wojny kłamstwa i fantazje globalistycznej plutokracji. Daleki jednak jestem od głoszenia końca wojny, ponieważ historia uczy nas, że kiedy kapitalizm, czy to narodowy, kolonialny czy globalny, zatopi kły w zdobyczy, trudno jest mu tą zdobycz wypuścić. Z drugiej strony, jeżeli w Donbasie siły ukraińskie definitywnie straciły inicjatywę działań wojennych, to można sobie wyobrazić z ich strony desperackie próby ofensyw w rejonie Chersoniu, Charkowa lub Zaporoża, żeby mieć nadzieję na zajęcie miejsca przy przyszłym stole negocjacyjnym z pozycją jakiś argumentów.



Te skazane na porażkę ofensywy będą miały na celu jedynie przedłużenie wojny nieco dłużej, aby NATO zmusiło Europejczyków do poświęcenia ostatnich resztek ich politycznej i ekonomicznej niezależności i pogrążenia się jeszcze głębiej w tej bezsensownej wojnie podsycanej przez Waszyngton. Gorszy mnie i martwi, że w tej paczce szaleńców Polska jest niedaleko od pole position -  i tu w pełni popieram stanowisko Konfederacji, która opublikowała " Oświadczenie na temat pokoju na Ukrainie". LINK


Wojna się kiedyś skończy - a co po niej? Dopóki Ukraina przez ogrom swojego terytorium będzie stanowiła kolonialny potencjał dla zachodnich interesów, a zwłaszcza przez dostęp do Morza Czarnego, globalistyczna plutokracja będzie kontynuowała strategię "pola na szachownicy eurazjatyckiej, w której Ukraina jest sworzniem geopolitycznym" ( Brzeziński), nawet jeśli oznaczać to będzie poświęcenie Ukraińców do końca. Europa znów będzie rozdzierana przez nową żelazną kurtynę narzuconą przez umyślne podporządkowanie zachodnich państw narodowych dyktaturze Brukseli, łącznie z rozdartą Ukrainą -  tak jak Donbas w okresie ostatnich  8 lat - z nową aktywną linią frontu o długości 900 km. Frontu, który spokojny raczej nie będzie, pełny za to prowokacji, wzajemnych oskarżeń i zdarzeń, których dziś przewidzieć nie sposób. Frontu, który znów odbuduje Mur Berliński - tym razem graniczący z zachodnią flanką geograficznie wielkiej Rosji. Smutny powrót do przeszłości.Jedno, co w tym dostrzec można dobrego, to prawdopodobny rozpad brukselskiego (nowo) tworu i powrót do współpracy (?) państw narodowych, które odzyskają prawo do samodecydowania w działaniach politycznych i gospodarczych. Pytanie tylko czy to będzie miało jakiekolwiek znaczenie.


Lubię to! Skomentuj54 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka