kemir kemir
815
BLOG

Dyktatura fanatycznej mniejszości

kemir kemir Społeczeństwo Obserwuj notkę 28

Pod prawie trzech latach przerwy w pracy zawodowej, wróciłem do pracy. Fabryka, w której pracowałem i do której wróciłem, przez te trzy lata mocno się zmieniła - głównie pod względem zatrudnienia nowych ludzi w kadrze zarządzającej i samej załogi, która jest w znaczącej części ukraińska. Ta ukraińska część składa się przede wszystkim z kobiet, ale jest też całkiem liczna grupa młodych mężczyzn. Wszyscy są żywym zaprzeczeniem "ucieczki przed ruskimi bombami", ponieważ pochodzą z zachodniej i środkowej Ukrainy i uciekli do Polski  - jak sami twierdzą - raczej przed Zelenskim niż przed Putinem. Są zawiedzeni, ponieważ od swojego prezydenta dostali tylko dwie rzeczy: obietnice i wojnę. A oni chcą żyć po prostu w normalnym kraju, mieć perspektywy rozwoju, dorabiania się, uczciwej pracy i takiego traktowanie przez pracodawców. Chcą żyć w pokoju, a wschodnia Ukraina raczej mało ich obchodzi - "to ruskie terytoria, nie Ukraina, chociaż szkoda bogactw".


Na tym tle zmusiłem siebie do pewnych przemyśleń. Dodatkowo przemyślenia zdeterminowały rozmowy z polskimi kumplami, którzy dokładanie tak jak ja widzą problem ukraińskiej wojny i są przeciwni nadmiernym benefitom dla Ukraińców. Pomagać - jak najbardziej, ale w granicach zdrowego rozsądku i troski - przede wszystkim - o Polaków. Nie znaczy to oczywiście o jakiejś antypatii do zatrudnionych Ukraińców  - wręcz przeciwnie: są oni  traktowani po przyjacielsku i z dużą dozą pomocy. Jeżeli pracują, sami mają ambicję dorabiania się w Polsce, chcą się "spolszczyć", to nie znam nikogo, kto byłby temu przeciwny. Nie dotyczy to tej części Ukraińców, która "rżnie" polski system pomocowy jak tylko może i zachowuje się jak bydło.


Podobnie jest z moimi znajomymi spoza pracy. Jakby nie patrzeć i jakby nie klasyfikować nas ze względu na poglądy, wszyscy chcą pokoju i dogadania się Ukrainy z Rosją przy stole negocjacyjnym, a nie przy pomocy pocisków i rakiet. Wszyscy też zgodnie uważają, że "lody" na tej wojnie kręcą Amerykanie i to głównie USA było i jest zainteresowane wojną. Nikt nie ma dobrego zdania o Rosji: tu też jest zgoda, ale to nie znaczy, że - jak to ma miejsce u fanatycznych krzykaczy - można Rosjan odczłowieczać, bo to są dokładnie takie same istoty ludzkie jak my sami.


OK - Rosja jest wrogiem, ale szacunek do wroga, to wartość bezwzględna, która charakteryzuje ludzi cywilizowanych. Od starożytnych mędrców z Arystotelesem na czele, poprzez całą filozofię społeczną, antropologię kulturową, socjologię itd., przewija się jedna myśl: jesteśmy istotami społecznymi. Ta konstatacja oznacza, najprościej pisząc, że egzystencja wśród innych, razem z innymi, obok innych, przeciw innym – we współpracy i w konkurencji, w solidarności i w walce, w przyjaźni i wrogości, miłości i nienawiści – to konieczny, nieuchronny, niezbywalny aspekt ludzkości. Odczłowieczając Rosjan, nazywając ich mongolską dziczą, którą można zarzynać, bo to nie ludzie  ( cytat dosłowny jakiegoś komentatora z Salonu), stajemy się właśnie taką dziczą. Nie rozumiem, że mało kto o tym mówi, szczególnie, że przerabialiśmy już w Europie odczłowieczanie Żydów - wiadomo, z jakim skutkiem. O etyce chrześcijańskiej nie wspomnę... 


Jak to więc jest, że Salon 24, będący mikro wycinkiem jakiejś społeczności, został zdominowany przez rusofobicznie fanatycznych krzykaczy i podżegaczy wojennych?  Odpowiedź jest chyba banalnie prosta: ci krzykacze to zdecydowana mniejszość społeczeństwa, która w normalnej, rzetelnej i uczciwej debacie na tematy okołowojenne byłaby ledwo zauważona. Oni tylko wydają się być większością, ponieważ mają za sobą media, które przyjęły jednostronną narrację i krzykaczy promują.


Od początku wojny na Ukrainie w polskich mediach oficjalnych, nie ukazał się ani jeden artykuł polemizujący z ogólną linią proukraińskiej i antyrosyjskiej propagandy. A jeżeli się nawet ukazał, to tylko jako przykład "kremlowskiej agentury" - co z automatu powoduje wylew szamba na autora publikacji (patrz choćby red. Warzecha). Salon jest doskonałą , wręcz podręcznikową ilustracją powyższej tezy - wbrew dobrym obyczajom, prawu, netykiecie i własnemu regulaminowi, administracja portalu wręcz promuje lżenie, poniżanie i debilne insynuacje pod adresem wszystkich tych, co mają inne zdanie, niż przyjęta linia propagandowa. Salon pokazuje bardzo wyraźnie, że żyjemy w czasach dyktatury mniejszości. Krzyczącej, opętanej obłędem mniejszości, która mają jeden żelazny argument: nie jesteś z nami, to jesteś ruską onucą i agentem Putina. Jak mantrę powtarzają slogany oficjalnej propagandy, nie siląc się nawet na miligram własnych przemyśleń i wejrzenia z szerszej perspektywy, niż czubek własnego nosa.


Podobnie, chociaż na mniejszą skalę, rzecz się miała w pandemii koronawirusa. Gdzie są dziś ci wszyscy covidanie, straszący "straszliwą chorobą", stręczący tzw. "szczepionki" i nazywający "zdroworozsądkowców" foliarzami i szurami spod kremlowskiej propagandy? Dziś, kiedy szczepionkowe szambo wybija coraz wyżej, najwolniej myślący ludzie na planecie – "szczepany" – powoli zdają sobie sprawę, że popełnili błąd i zaczynają się bać. Tysiące ludzi wzięło "szczepionki” pod wpływem propagandowego zaszczuwania, dopiero potem przejrzeli na oczy, a teraz kompletnie nie wiedzą co robić. Jedni szukają jak opętani antidotum na te zawałowo - zakrzepowe szpryce , inni dążą do odszkodowań, ale i tak w obydwu przypadkach stoją na z góry straconej pozycji. System się obronił, winnych nie ma. Wystarcza propaganda i ludzkie skretynienie. Zresztą... w końcu ludzie sami na ochotnika zgłosili się do tego medycznego eksperymentu, do którego formalnie nikt ich nie przymuszał. W praktyce był to bowiem nie przymus, ale szantaż oparty na zastraszaniu. Na przykład: jak się nie zaszczepisz – stracisz pracę. Wielu uległo – a teraz szukają odwetu, pomocy, winnych...


Wielu blogerów i blogerek na tym portalu przed tym ostrzegało. Zostali za to wielokrotnie obrzuceni epitetami, obelgami i poniżającymi komentarzami. Wtedy media także wspierały te nagonki, bo mało który dziennikarz oparł się "paciorkom" od Pfizera. "Pismaki"  zatem raczej więcej niż gorliwie służyli Big Pharmie. Ktoś przeprosił, pokajał się, przyznał, że się mylił? Nie! Bo w czasach,kiedy dyskusję na argumenty zastąpiono obrzucaniem się gównem i kiedy "moja racja jest najbardziej mojsza", nikt do popełnionego błędu się nie przyzna. To oznaczałoby wypisanie się z ferajny krzykaczy, a przecież w kupie jest łatwiej. A kiedy propaganda wspiera takie postawy, to bij, zabij - piekła nie ma. Dziennikarskie prostytutki, które wtedy się sprzedały, teraz - w sytuacji wojennej zachowały uczciwość? Wątpię, raczej wypada zapytać: komu i jak sprzedadzą się następnym razem?


Wróćmy do wydarzeń wojennych. Na Ukrainie strzelają, ale w Polsce i na "natowskim" Zachodzie trwa wojna informacyjna. Najświeższy przykład: w poniedziałek Ukraina utraciła około 60 proc. swoich zdolności energetycznych, czyli -  pisząc precyzyjnie: w odwecie za atak na Sewastopol, Rosja uderzyła w ukraińskie transformatory średniego napięcia.  W  polskich mediach ( w przeciwieństwie do agencji zachodnich) cisza o tym fakcie. Kompletna cisza, w której potwierdza się jedno: jak coś nie jest tak z "sukcesami" armii ukraińskiej, to najpierw jest wrzutka (nieważne, że sprzed miesiąca)o tym, jak Ukraińcy strącili ruski samolot, po czym.... zapada cisza medialna. Oczywiście, rozumiem uwarunkowania medialne ośrodków przekazu na Ukrainie: podtrzymywanie morale, ducha narodu, poczucia "trzymania się" itd., ale tu jest Polska, która przynajmniej formalnie w tej wojnie nie uczestniczy. Jeżeli zatem polskie media zachowują się tak, jak media ukraińskie, to jednak jesteśmy krajem frontowym - tylko to tłumaczy narrację mediów;  morale, itp., plus podsycanie fanatycznej nienawiści do Rosji i Rosjan. Czemu to ma służyć? Bo temu, żeby wywolać u Polaków ściśle określone emocje i reakcje to jedno. Ale obawiam się, że druga strona tego medalu jest bardziej mroczna.



Ale o tym napiszę w następnej części, w której m.in. chciałbym odhaczyć kilka bezspornych oczywistości. Jak np. to, ze nikt już chyba powinien mieć wątpliwości, że to nie jest wojna między Rosją a Ukrainą, ale wojna Zachodu ( głównie USA i W. Brytanii ) z Rosją na terenie i z męczeństwem Ukraińców. Także to, że jako Polacy mamy gigantycznie ciężki bilans stosunków z Rosją i słusznie uważamy Rosję, za odwiecznego wroga z imperialistycznym i roszczeniowym DNA, bez względu na tu, czy to Rosja carów, związek sowiecki, czy państwo putinowskie. Problem i nieporozumienia pojawiają się właściwie tylko przy "tej" wojnie", w której "ktoś" chce najwyraźniej wykorzystać naszą "narodową" niechęć do Rosji.  Ale o tym  - jak już wspomniałem - w następnej części tej notki.  



kemir
O mnie kemir

Z mojego subiektywnego punktu widzenia jestem całkowicie obiektywny.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo