Blog
z odmętów szaleństwa :-)
kemir
kemir optymistyczny sceptyk
31 obserwujących 270 notek 369588 odsłon
kemir, 28 września 2018 r.

Co można Panu Majstrowi, czyli co może kasta w Polsce i TSUE w Luksemburgu

3953 112 0 A A A

Grzegorz Wszołek  - którego cenię za racjonalne poglądy i z którym rzadko się zgadzam - popełnił notkę " Dlaczego uważam, że reforma sądownictwa się nie powiedzie? "  - TUTAJ . Nie będę polemizował z treścią notki, w której jest wiele trafnych spostrzeżeń, ale szanowny Autor chyba trochę nierozważnie pominął szereg istotnych wątków i całościowego tła reformy sądownictwa w Polsce. Bez tego nie da się rozmawiać o reformie i w swoim tekście postaram się owe wątki i całościowe tło naświetlić na tyle, na ile pozwala w miarę zwięzły tekst. 


Życie przynosi prawie codziennie drastyczne przykłady głębokiej patologii w jakiej pogrążona jest "nadzwyczajna kasta". Najświeższy przykład to sądowe rozprawy w związku wypowiedzią premiera Mateusza Morawieckiego. Co mamy? Jedna prosta, zero-jedynkowa sprawa, jedno prawo, ale cztery posiedzenia sądu i trzy skrajnie różne wyroki. Co to oznacza? Ano to, że trójpodział władzy nie tylko jest zaburzony, ale w praktyce nie istnieje, bowiem władza sądownicza uzurpuje sobie prawo do władzy absolutnej, robiąc sobie z prawa rozległe pole do interpretacyjnej orki. Interpretacyjny obłęd zaczął się daleko posuniętym absurdem zawieszenia na podstawie przepisu z Kodeksu Postępowania Cywilnego obowiązującej ustawy i skierowanie pytań prejudycjalnych do zewnętrznego sądu. Przy czym ten zewnętrzny sąd to de facto ciało polityczne Komisji Europejskiej. Tu trzeba wiedzieć, iż na czele Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w Luksemburgu, który zajmie się sprawą Sądu Najwyższego, stoi 62-letni belgijski profesor prawa Koen Lenaerts. Kim jest Lenaerts? Jest absolwentem Universytetu Leuven i Harvardu.  Od 1984 do 1985 był referendarzem w Trybunale Sprawiedliwości, następnie pracował w brukselskiej palestrze. W 2003 powołany w skład Trybunału Sprawiedliwości. W latach 2012–2015 był wiceprezesem tej instytucji, 8 października 2015 objął stanowisko prezesa trybunału. W jego życiorysie nie ma nic, co dawałoby podstawy do twierdzenia, że jest on jakimś wybitnym prawnikiem, albo twardym, bezkompromisowym sędzią, dla którego liczy się wyłącznie litera prawa. Jest natomiast tajemnicą poliszynela, że Lenaerts żarliwie stawał w obronie prof. Marka Safjana po tym,  jak europosłowie PiS Ryszard Legutko i Tomasz Poręba zarzucili mu "brak bezstronności" i "polityczne zaangażowanie". Chodziło o krytyczne wypowiedzi Safjana na temat zmian w Trybunale Konstytucyjnym przeprowadzanych przez partię Kaczyńskiego. Do tego Prezes TSUE gościł na Kongresie Prawników Polskich, jednoznacznie zajmując eksponowane miejsce w centrum "nadzwyczajnej kasty" - tym samym złamał zasadę neutralności organów unijnych. Żaden unijny urzędnik - a tym bardziej sędzia - nie ma prawa być po żadnej ze stron sporu, a zwłaszcza prezes Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.  Ale problem jest jeszcze innej materii - w " Der Spiegel" ukazał się wywiad z ekspertem prawa europejskiego z Getyngi Alexandrem Thielem, w którym przeczytać można, że " europejskie orzecznictwo w coraz większym stopniu przekształca procesy polityczne w procesy prawne. Sytuacja w Polsce i na Węgrzech jest przede wszystkim kryzysem politycznym " - podkreśla prawnik. Wynika z tego, że quasi polityczne orzeczenia TSUE tracą walory prawne na tyle, że ich respektowanie mieści się raczej w kategoriach politycznych niż prawnych. I taką interpretację przyjął węgierski rząd Viktora Orbana, mając " w głębokim poważaniu"  wyrok TSUE w sprawie relokacji uchodźców. 


Wróćmy jednak do Lenaertsa. To typowy unijny urzędnik, zblatowany z Safjanem, który wymyślił cyrki z pytaniami prejudycjalnymi, dobry znajomy Timmermansa  i Verhofstadta - jako sędzia jest nikim i takim zapewne pozostanie. W tym kontekście orzeczenie TSUE w polskiej sprawie wydaje się być ewidentnie przesądzone  - wszelkie dywagacje i dyskusje w tym temacie prawdopodobnie są pozbawione sensu i prowadzą na manowce. Istotne jest natomiast, co z polski rząd z tym orzeczeniem zrobi. I tu pojawia się problem z gatunku być albo nie być. Uznanie orzeczenia TSUE oznaczałoby tak naprawdę wywieszenie białej flagi i formalne oddanie władzy w ręce Żurków, Tuleyów  i kilku innych łajdaków w togach zaangażowanych w wojnę polityczną -  z emerytką Gersdorf na czele. Idąc dalej w takim rozumowaniu, byłaby to prosta droga do przywrócenia w Polsce marionetkowego rządu na sznurkach Brukseli i Berlina. Wobec już utrwalonych reform i zmian zaprowadzonych przez PiS, na scenie politycznej pojawiłby się niesłychany chaos, bo nie ma nic gorszego jak apokaliptyczna dezorientacja wyborców, z której - kto wie - wyłoniłaby się nowa, wiodąca siła narodu np. w postaci Partii Miłośników Kebabu. Wszak Brukseli jest wszystko jedno, kto wygra wybory w Polsce,  pod warunkiem, że nie będzie to PiS, ale partia, którą da się sterować i będzie ona całkowicie uległa niemieckiemu dyktatowi w UE.

Opublikowano: 28.09.2018 11:04.
Autor: kemir
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Z mojego subiektywnego punktu widzenia jestem całkowicie obiektywny.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Bardziej idiotycznej notki na Salonie chyba jeszcze nie było. Bloger "oddany prawdzie i sprawom...
  • @JacekB Bardzo trafny komentarz, pod którym się całkowicie podpisuję. Pozdrawiam serdecznie!
  • @Lesnodorski Daj spokój @Lesnodorski, rozmowa  tym nadmuchanym miernotą, w kółko...

Tematy w dziale Polityka