22 obserwujących
149 notek
157k odsłon
  217   0

RPA: Komu przeszkadza springbok? Czyli Dzień Wolności w cieniu wirusa.

Zdjęcie ilustracyjne: fontanna z antylopami impala (większe od springboka) przed Gold Reef City Casino. Johannesburg. Wrzesień 2016 - zdjęcie własne.
Zdjęcie ilustracyjne: fontanna z antylopami impala (większe od springboka) przed Gold Reef City Casino. Johannesburg. Wrzesień 2016 - zdjęcie własne.

27 kwietnia 1994 r. w Republice Południowej Afryki odbyły się pierwsze wybory, w których mogli uczestniczyć wszyscy pełnoletni obywatele wg zasady"jeden człowiek - jeden głos".  W związku z tym wydarzeniem ustanowiono w RPA święto narodowe zwane Freedom Day  (Dzień Wolności). Czy faktycznie był to dzień wolności dla wszystkich to już inna kwestia. Prawdą jest, że system apartheidu był restrykcyjny nie tylko wobec osób nie należących do białej rasy, ale również wobec białych. Pamiętać jednak należy, że większość restrykcji zniesiono już w roku 1990, a nawet w latach osiemdziesiątych. Wybory na zasadzie "jeden człowiek - jeden głos" mogły oznaczać w warunkach ówczesnej RPA tylko jedno: zwycięstwo ANC pozostającego w sojuszu z komunistami. Przeciwnicy ANC pocieszali się wprawdzie, że skoro komunizm upadł w ZSRR i tzw. Bloku Wschodnim to nie ma obawy by miał odrodzić się w RPA, oraz tym, że ANC nie zdobył 2/3 głosów, więc nie będzie w stanie przeforsować swojej konstytucji. Faktycznie na początku wydawało się, że nowa RPA będzie krajem w pełni demokratycznym, gdzie każdy będzie miał możliwość kultywowania własnej kultury, a jednocześnie być częścią narodu południowoafrykańskiego. Stąd określenie "rainbow nation" czyli "tęczowy naród" (w tych czasach tęcza nie miała jeszcze skojarzeń takich jak dziś). Tak jak w tęczy widzimy wyraźnie odrębne kolory, które jednak przenikają się, a sama tęcza stanowi całość.

Stosunkowo szybko jednak zorientowano się,  że biali wciąż dominują (a przynajmniej stanowią większy odsetek niż wśród ogółu mieszkańców RPA) w wielu zawodach oraz w businessie. Nie żeby ktoś ośmielił się czarnych dyskryminować, ale w wielu sytuacjach nie znajdywano zbyt wielu odpowiednio przygotowanych czarnych. Władze postanowiły więc prowadzić akcję afirmatywną (Affirmative  Action  - AA) oraz ekonomiczne wzmocnienie czarnych (Black Economic Empowerment  - BEE). Nie wgłębiając się zbytnio w szczegóły techniczne - dość powiedzieć, że chodzi o faworyzowanie czarnych (oraz innych nie-białych) kosztem białych. Oficjalne wytłumaczenie to wyrównanie szans osób "poprzednio dyskryminowanych" (previously disadvantaged). W praktyce to jednak zamiana dyskryminacji jednych na dyskryminację innych. O ile jeszcze można dopatrzeć się pewnych racji w dążeniu do włączenia większej liczby osób nie-białych do biznesu, to w żaden sposób nie da się usprawiedliwić dyskryminacji białych, gdy w grę wchodzi pomoc najbiedniejszym oraz tym, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji z powodu pandemii koronawirusa.

W obawie przed rozszerzaniem się pandemii władze przyjęły bowiem jedne z najdrastyczniejszych na świecie ograniczeń. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do blogu Polki mieszkającej w RPA: https://wkrainieteczy.wordpress.com/2020/03/27/dzien-1-corona-lockdown/ . Dość powiedzieć, że większość przedsiębiorców nie będzie w stanie poradzić sobie bez pomocy państwa, które tę pomoc obiecało. Niby obiecało ją wszystkim, ale zaznaczyło, że pierwszeństwo mają firmy stosujące się do zasady B-BBEE (Broad-based  Black Economic Empowerment). Pojawiła się, więc informacja, że pomoc ekonomiczna zależeć będzie od koloru skóry, co niby zostało zdementowane, ale skoro będzie zasada ekonomicznego wzmocnienia czarnych, oparta na szerokiej podstawie,  to czym innym jest to niż kierowaniem się kolorem skóry? No tak - może w sensie dosłownym nie chodzi o kolor skóry, bo czarni mogą być albinosami, a mocno opaleni biali mogą mieć skórę ciemniejszą niż niektórzy kolorowi czy Hindusi.

Prawdziwie niepokojące doniesienia dotyczą dyskryminacji najbiedniejszych białych w rozdzielaniu pomocy humanitarnej. Tu również władze oficjalnie zaprzeczają by stosowały dyskryminację, jednakże pewien wpis budzi niepokój

image

Krótko: do Venterspos przybyła pomoc (podobno rządowa), która jednak ominęła białych mieszkańców (z równie biednych rodzin jak czarni, którzy pomoc otrzymali). Demi Van Wyk, z pomocą znajomych, przygotowała więc dla nich paczki we własnym zakresie. Jednakże tłum czarnoskórych otoczył jej dom i pod groźbą podpalenia zmusił do wydania paczek. W związku z groźbą podpalenia Demi Van Wyk zgłosiła sprawę na policję i uzyskała zakaz zbliżania się do jej domu. Kobieta jednak dalej żyje w strachu. Gdy ponownie przybyła rządowa pomoc, ponownie ominęła biedne białe dzielnice.

Rząd jednak zapewnia, że pomoc udzielana jest wszystkim. Niektórzy wątpią czy pomoc udzielana przez osoby w koszulkach ANC była faktycznie pomocą rządową. Każdy bowiem z łatwością może otrzymać koszulkę jednej z wielu partii. Aktywiści partyjni często rozdają takie koszulki za darmo, a biedni nie pogardzą tym wygodnym elementem ubioru. Wszystko wskazuje jednak na to, że biali pomocy nie otrzymali, co niezależnie od przyczyny tego stanu rzeczy, jest dyskryminacją.

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka