22 obserwujących
155 notek
164k odsłony
  2409   3

Lobby prorosyjskie - aktualizacja po 13 latach

Jakie pobudki kierują osobami działającymi na rzecz Rosji?

W listopadzie 2008 roku, pod wpływem różnych reakcji na rosyjski atak na Gruzję (w sierpniu 2008) napisałam tekst "Lobby prorosyjskie". Zajmowałam się analizą ówczesnych postaw prorosyjskich w Polsce, a dziś chciałabym tę analizę zaktualizować i pokazać na tle postaw światowych.

Wtedy podzieliłam postawy prorosyjskie na 4 grupy:

1) Tradycyjna lewica, mająca sentyment do "Ojczyzny Proletariatu"

2) Konserwatywna prawica, której marzy się powrót do Europy po Kongresie Wiedeńskim

3) Pragmatycy, którzy może za Rosją nie przepadają, ale uważają, że wobec siły trzeba ustępować

4) Anty-PiS, który działa na zasadzie - jak PiS tak - to my inaczej

Jeden z Komentujących zwrócił mi uwagę, że pominęłam jeszcze jedną ważną grupę "która po prostu bierze za to pieniądze".  Tak, zgadzam się, taka grupa też istnieje, jednak osoby biorące pieniądze, czy też osiągające inne korzyści (np. w postaci możliwości dawania występów czy odczytów w Rosji) też mogą być zakwalifikowane do jednej z tych grup, poza czwartą, która na szczęście zanikła.  Osiągający korzyści z popierania Rosji mogą sympatyzować z lewicą, prawicą  lub też być pragmatykami. Pojawia się też pytanie co było pierwsze: jajko czy kura? Czy najpierw ktoś reprezentował poglądy w jakiś sposób z zbieżne z poglądami kierownictwa Federacji Rosyjskiej, zostało to zauważone i odpowiednio wynagrodzone, czy też dostrzegł korzyści wynikające z popierania Rosji i zaczął je racjonalizować. Moim zdaniem jednak sprowadzanie postaw prorosyjskich do czynnika materialnego czy choćby korzyści osobistych jest błędem, choć motywacja taka niewątpliwie istnieje, nie jest ona jedyna i chyba nawet nie jest dominująca. Ciekawsze będzie przyjrzenie się postawom "bezinteresownym".

Jak już wspomniałam grupa 4) należy do przeszłości. Nie znaczy to, że PiS i anty-PiS pogodziły się nawet w tej kwestii. Zamiast tego obie strony przerzucają się zarzutami o prorosyjskość. PiS zarzuca anty-Pisowi to, że dawniej Rosji sprzyjał, choćby poprzez niejednoznaczną postawę wobec konfliktu w Gruzji, czy akceptację rosyjskiego raportu w sprawie katastrofy smoleńskiej.  Natomiast anty-PiS zarzuca PiS-owi to, że odmawiając bezkrytycznego przyjmowania wszelkich decyzji UE faktycznie wspiera Putina, któremu zależy na rozbiciu UE.

Grupa 1) (lewica popierająca Rosję) też już w zaniku, przynajmniej w Polsce, bo w innych krajach jest różnie. Stanowisko mainstreamowych lewicowych polityków jest jednoznacznie potępiające agresję Rosji na Ukrainę, a to obecnie jest wyznacznikiem postawy wobec Rosji. Zadałam sobie trud przyjrzenia się bardziej skrajnym postawom lewicowym, takim jak np. partia Zmiana czy portal strajk.eu. Co do tej pierwszej to nie znalazłam wielu informacji, natomiast przeglądając stronę Strajku natrafiłam na artykuły informacyjne na temat wojny, wyrażanie obaw, że może ona przerodzić się w konflikt globalny, potępienie dla wojny, ale też i zrozumienie dla polityki Chin w kwestii przyjaznej Rosji neutralności i potępienie wobec polityki USA. Portal ten jest wyraźnie antyamerykański i prochiński, ale to już inny temat.

O ile polska lewica w kwestii rosyjsko-ukraińskiej zachowuje postawę nie odbiegającą od mainstreamu, to już w Niemczech jest inaczej. Kilka dni temu (22.04.2022) Berliner Zeitung opublikowała list 18 osób (politycy, publicyści, teologowie ewangeliccy, działacze, artyści) domagających się od Kanclerza Olafa Scholtza wstrzymania dostaw broni do Ukrainy. Apel ten był szeroko omawiany w polskich mediach, podaję link z RMF, ponieważ jest tam odnośnik do tekstu niemieckiego. Przyjrzałam się tekstowi oryginalnemu, bo chciałam sprawdzić czy faktycznie tytuły w stylu "Ukraina ma się poddać" są uprawnione. Niestety tak. Nie pada tam wprawdzie wprost takie żądanie, ale czym innym jest postulat ogłoszenia Kijowa, Odessy i Charkowa miastami niebronionymi? Autorzy proponują w zasadzie przyjęcie wszystkich głównych postulatów rosyjskich, a więc zgody na neutralność, zrzeczenia się Krymu i referendum w separatystycznych republikach, co praktycznie potwierdzi ich oderwanie się od Ukrainy, a może i przyłączenie do Rosji. Nie piszą jedynie o "denazyfikacji". Nie biorą też pod uwagę faktu, że jeśli Rosja miałaby przed sobą rozbrojoną Ukrainę to co mogłoby ją powstrzymać od zajęcia całego terytorium i ulokowania tam marionetkowego rządu? Po co miałaby negocjować cokolwiek?

Wśród sygnatariuszy listu i było  kilku przedstawicieli lewicy. Na uwagę zasługuje Daniela Dahn, działaczka, pisarka, której kandydaturę do Sądu Konstytucyjnego wysunęła postkomunistyczna Partia Demokratycznego Socjalizmu (spadkobierczynie enerdowskiej Partii Jedności). Inni sygnatariusze to członkowie SPD. Są też członkowie i sympatycy ruchów pacyfistycznych. List doczekał się komentarzy również w Niemczech. Berliner Zeitung umieścił dwie obszerne odpowiedzi na list. Jedna pochodzi od Pavlo Klimkina, ministra spraw zagranicznych Ukrainy (link po niemiecku) oraz Christiana Zellera (link dostępny odpłatnie, 29.04. był normalnie dostępny). W obu odpowiedziach zwraca się uwagę na to, że Putin nie ma zwyczaju dotrzymywać warunków ustalonych w negocjacjach, o ile wie, że za złamanie ich nie grożą poważne konsekwencje. Klimkin zwraca uwagę na to, że Rosja jako stały członek Rady Bezpieczeństwa dysponuje prawem veta, co automatycznie torpeduje wszelkie międzynarodowe inicjatywy w nią wymierzone. Zeller zaś zwraca uwagę na fałszywość sformułowania, że poprzez sprzedaż broni Niemcy są stroną w wojnie. Podaje przykład sprzedaży broni d Turcji toczącej wojnę przeciw ludności kurdyjskiej oraz Arabii Saudyjskiej walczącej z Jemenem. W żadnym z tych przypadków intelektualiści nie protestowali.

Lubię to! Skomentuj90 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka