Lobby prorosyjskie to nazwa umowna, którą określam osoby w ten czy inny sposób wyrażające poparcie lub szukające usprawiedliwienia dla polityki Moskwy skierowanej przeciw innym państwom lub własnym obywatelom. Nie zawsze jest to poparcie wyrażane wprost, czasem przejawia się w ataku na ofiary polityki Putina. O tym za chwilę, na razie przypomnę i nieco skoryguję to o czym pisałam w dwóch poprzednich notkach.
W notce pierwszej (https://www.salon24.pl/u/olenkawagner/91271,lobby-prorosyjskie) zwróciłam uwagę na rodzaje postaw prorosyjskich. Wyodrębniłam cztery grupy: lewicę postpezetpeerowską, prawicę widzącą w Rosji ostoję tradycyjnych wartości, "realistów-pragmatyków", którzy nie chcą z Rosją zadzierać oraz anty-PiS. Wtedy, gdy to pisałam (rok 2008) świeża była sprawa ataku Rosji na Gruzję. W Polsce rządził PiS, a prezydentem był Lech Kaczyński, który jednoznacznie potępił agresję, a ponadto wraz z prezydentami Litwy, Łotwy i Estonii pojechał do Gruzji wspierać ówczesnego prezydenta Saakaszvillego. Natomiast ówczesna opozycja nie potępiła wyraźnie rosyjskiego ataku, była też daleko sceptyczna wobec wysiłków Lecha Kaczyńskiego.
Po rozpoczęciu rosyjskiej agresji na Ukrainę znów napisałam o lobby prorosyjskim i z zadowoleniem zauważyłam, że stosunek do Rosji w obliczu ataku na Ukrainę zaczął się zmieniać. Dotyczyło to tak lewej, jak i prawej strony sceny politycznej. Minęły cztery lata, Rosja dalej atakuje, dalej giną ludzie, dalej atakowane są obiekty cywilne w miastach ukraińskich. Ale opinia światowa (w tym polska) zdążyła się przyzwyczaić do wojny. Żadna ze stron nie uzyskuje wyraźnej przewagi. Skoro niewiele się zmienia zainteresowanie słabnie. Po części jest to zrozumiałe, tak działa psychik człowieka, która nie pozwala na pozostawanie w stanie stałego alertu. Mniej zrozumiały jest natomiast wybuch nastrojów antyukraińskich w tak ogromnej skali i sile. Dlatego też w tekście tym zwrócę uwagę zarówno na lobby prorosyjskie, jak i antyukraińskie, które nie zawszy musi być prorosyjskie, choć często jedno z drugim idzie w parze.
W piątek, 19 czerwca 2026 r. prezydent Karol Nawrocki podjął decyzję o odebraniu prezydentowi Wolodymirowi Zelenskiemu Orderu Orła Białego. Dla przypomnienia: chodziło o nazwanie jednej z jednostek bojowych imieniem Bohaterów UPA. Nie rozwijam wątku historycznego, gdyż zrobiłam to w poprzednim wpisie. Wprawdzie formalne odebranie wymagałoby kontrasygnaty premiera, prezydent Zelenski już teraz odesłał odznaczenie, a za nim gest ten powtórzyli inni politycy ukraińscy udekorowani polskimi odznaczeniami. Cytując Sienkiewicza: Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą.
Poważnym nadużyciem byłoby zaliczać prezydenta Nawrockiego do lobby prorosyjskiego, nawet gdyby zachwycony jego postawą Dmitri Miedwiediew namówił Putina do skreślenia Karola Nawrockiego z „czarnej listy”. A tak serio, to prezydent Nawrocki nie chciałby również, żeby jego postawę uznać za antyukraińską. Podkreślił, że nadal wspierać będzie Ukrainę, choć słowa te nie zrobiły wrażenia ani na Ukraińcach ani na ich przeciwnikach. Niezależnie od intencji polskiego prezydenta, jego decyzja może zaszkodzić zarówno Polsce, jak i Ukrainie.
Decyzja ogłoszona została na krótko przed zaplanowanym w Gdańsku szczytem poświęconym odbudowie Ukrainy. Czy to przypadek czy celowe działanie? Niektórzy komentatorzy wskazują na pozytywny aspekt całej awantury – fakt, że świat się dowiedział o rzezi wołyńskiej. To prawda. Rzeź wołyńska była mało znana na Zachodzie poza gronem historyków specjalizujących się w sprawach Europy Środkowej i Wschodniej. Teraz dowiedział się o niej ogół ludności, w tym rzecz jasna politycy. Pytanie co z tą wiedzą zrobią. Jeśli przychylą się do polskiej interpretacji roli UPA (w dużym stopniu zbieżnej z interpretacją rosyjską) mogą zniechęcić się do pomocy Ukrainie i doprowadzić do zwycięstwa Rosji ze wszystkimi jego konsekwencjami, niekorzystnymi również dla Polski. Może być też inaczej – opinia światowa odrzuci polską wersję historii, może nawet nie co do faktów, bo te są trudne do podważenia, ale uzna, że Polacy niepotrzebnie wyciągają zaszłości historyczne i nie zasługują na poważne traktowanie. Wtedy kluczowe dla nas decyzje będą podejmowane bez nas. Żaden z tych wariantów nie byłby dla nas korzystny.
Po decyzji prezydenta Nawrockiego pojawiły się entuzjastyczne komentarze, ale były też komentarze krytyczne. Niektóre z nich sugerowały, że prezydent uległ emocjom. Być może tak było. Ja jednak mam co do tego wątpliwości. Oczywiście jest możliwość, że emocjom uległ na początku, a później już nie mógł wycofać się z tej decyzji, skoro strona ukraińska nie była skłonna do kompromisu, który zadowoliłby stronę polską. Pojawiła się wprawdzie propozycja, by do „imienia bohaterów UPA” dodać, że chodzi o walczących z okupacją sowiecką, ale dla strony polskiej propozycja ta była niezadowalająca i rozmowy zakończyły się fiaskiem. Nie doszło też do bezpośredniej rozmowy Nawrockiego z Zelenskim, a każdy z panów prezydentów twierdzi, że to z winy tego drugiego.
Możliwe jest, że ze strony prezydenta Nawrockiego od początku do końca była chłodna kalkulacja. Po początkowej gotowości polskiego społeczeństwa do pomocy Ukraińcom i Ukrainie pojawiło się zmęczenie. Wielu Polaków zaczęły drażnić prawdziwe lub domniemane przywileje przysługujące uchodźcom z Ukrainy. Pojawiły się też głosy, że wysyłając broń na Ukrainę Polska się rozbraja. Nastroje te wykorzystali politycy Konfederacji występujący pod hasłem „PiS – PO – jedno zło”. Nie chodziło tylko o stosunek do Ukrainy, ale sprawa ta były dla Konfederacji wygodna, gdyż łączyła skądinąd wrogie względem siebie PiS i PO (wraz z sojusznikami). Gdy po wyborach PiS znalazło się w opozycji siłą rzeczy nasiliło swoją negatywną narrację wobec politycznych rywali tworzących koalicję wyborczą, zaczęło więc negatywnie oceniać te elementy polityki koalicji, z którymi poprzednio się zgadzało. Inną, może ważniejszą sprawą jest fakt, że najprawdopodobniej w przyszłych wyborach PiS będzie w stanie utworzyć rząd jedynie z Konfederacją Mentzena, a może nawet konieczny będzie jeszcze sojusz z Braunem (choć jeszcze niedawno Jarosław Kaczyński taki sojusz wykluczał). Sojusz taki byłby bardzo trudny przy tak odmiennym spojrzeniu na politykę historyczną, która ma ścisły związek z polityką zagraniczną. Prezydent Nawrocki zaprzeczył spekulacjom, że jego decyzja obliczona była na potrzeby przyszłych wyborów. Kto chce niech wierzy, ale nie muszę. Nie twierdzę, że pan prezydent kłamie, być może istotnie jest przekonany, że po prostu spełnia wolę narodu i nic więcej.
Przyznać trzeba, że poparcie ma. Następuje tu sprzężenie zwrotne dodatnie, lub jak ktoś woli mniej naukowo – błędne koło. Spora część społeczeństwa czuje niechęć do Ukraińców, niektórzy politycy tę niechęć wyrażają by się przypodobać wyborcom, przez co potęgują negatywne nastawienie ludzi. Oczywiście nie wszyscy dopominający się o godne upamiętnienie ofiar rzezi wołyńskiej czynią to by nakręcać spiralę nienawiści i sterować społeczeństwem, ale zachowanie niektórych sugeruje, że od upamiętnienia ofiar jest danie upustu swym negatywnym uczuciom wobec Ukraińców. Gdyby bowiem komuś zależało na ekshumacjach nie szukałby napięć w relacjach Polska-Ukraina.
W chwili obecnej postawę antyukraińską, a nawet świadomie prorosyjską bardziej widać po prawej stronie sceny politycznej. Ale myliłby się ktoś, kto uznałby, że na lewicy i w centrum postaw takich nie ma. Przykładem może być Leszek Miller. Przykładem wyraźnej postawy prorosyjskiej jest marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Nie mam tu na myśli jedynie jego powiązań biznesowych, których nie chciał ujawnić, ale pewien incydent z kwietnia tego roku. Otóż na 30-tą rocznicę śmierci prezydenta Czeczeńskiej Republiki Iczkeria zaplanowano w Sejmie konferencję, na którą zaproszono przedstawicieli czeczeńskiego rządu na emigracji i innych czeczeńskich działaczy niepodległościowych. Z zaproszonych 96 gości aż 62 nie wpuszczono (między innymi 80-letniego działacza na rzecz praw człowieka). Była to decyzja Włodzimierza Czarzastego, podobno chodziło o brak formalności związanych z otrzymaniem certyfikatu bezpieczeństwa. Jest to o tyle dziwne, że przecież przepustki do Sejmu dostają wycieczki szkolne i w zasadzie każdy, który o to poprosi. Poza tym można było szybko uzupełnić formalności, gdyby istotnie tylko one stały na przeszkodzie. Zwolennicy niepodległej Czeczenii walczą na Ukrainie przeciw Rosji, ponadto Rosja nie zgadza się na niepodległość Czeczenii, więc wpuszczenie takiej delegacji na pewno Rosji by się nie spodobało. Zachowanie Czarzastego wysoce uprawdopodabnia, że istotnie prowadzi jakie interesy z Rosją.
Z kolei na prawicy pojawiają się, nieliczne co prawda, głosy próbujące uspokoić emocję. Poprzedni premier Mateusz Morawiecki, choć nie krytykował decyzji prezydenta stwierdził, że nie ma zamiaru oddawać ukraińskiego odznaczenia (inaczej niż Michał Kamiński). Trzeba jednak przyznać, że krytyczne opinie wobec decyzji prezydenta Nawrockiego dominują na lewicy. Czytając fora dyskusyjne czasem trudno jest wywnioskować czy bardziej autorom zależy na wykorzystaniu okazji by móc obrażać polskiego prezydenta niż by łagodzić napięcie.
Jakie jest wyjście z sytuacji? Sprawa jest trudna. Jednej i drugie stronie trudno jest się cofnąć, a nawet zatrzymać. Punktem wyjścia do naprawy sytuacji byłoby stworzenie wspólnej komisji zajmującej się poszukiwaniem i tworzeniem miejsc pochówku cywilów i wojskowych poległych i zamordowanych po obu stronach konfliktu polsko-ukraiskiego w latach 1942-1946. Fałszywa symetria? Może, ale inaczej sytuacja się nie unormuje.



Komentarze
Pokaż komentarze (16)