Kilka dni temu dyskutowałam o sprawie Zbigniewa Ziobry ze znajomym. Znajomy ma poglądy trudne do jednoznacznego sklasyfikowania. Na ogół się z nim fundamentalnie nie zgadzam, ale nie przeszkadza to nam w kontynuowaniu znajomości (rzadki przypadek w dzisiejszych czasach). Znajomy bardzo nie lubi Zbigniewa Ziobry, ale obecnej władzy też nie lubi i wyjazd Ziobry do USA skomentował w ten sposób, że tak naprawdę władza nie chciała postawić przed sądem Zbigniewa Ziobro, ani też dokonywać poważniejszych rozliczeń. Uznał, że dalej obowiązuje zasada "wy nie ruszacie naszych, my nie ruszamy waszych". Moim zdaniem zasada nienajgorsza, bo zapewnia ciągłość państwa, ale to temat na inną dyskusję. Żeby ktoś mnie źle nie zrozumiał: nie mam tu na myśli zbrodni wojennych czy zbrodni przeciw ludzkości, czy innych zabójstw, ani też jakichkolwiek przestępstw (nawet drobnych) nie związanych bezpośrednio ze sprawowaniem władzy. Ani Ziobro ani nikt z poprzedniej władzy nie jest jednak oskarżany o tego typu przestępstwa.
Polemizując z moim znajomym stwierdziłam, że jeśli Koalicji 13 Grudnia rzeczywiście nie jest na rękę by Ziobro stanął przed sądem to tylko dlatego, że proces może wykazać bezpodstawność zarzutów i skompromitować Koalicję. Znajomy wtedy zwrócił uwagę, że użyłam określenia Koalicja 13 Grudnia. Określenie to sprowokował Donald Tusk mówiąc o Koalicji 15 Października (data wyborów). Rząd koalicyjny zaprzysiężony został 13 grudnia, a 15 października jeszcze żadnej koalicji nie było, bo było jedynie głosowanie, więc data 13 grudnia jest bardziej zgodna z faktami. Oczywiście data ta kojarzy się ze wprowadzeniem stanu wojennego, zawiązanie do niej ma więc charakter pejoratywny, ale czy niezasłużony?
Wypowiedź ministra Żurka o przywiezieniu Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego w bagażniku miała co prawda charakter warunkowy (moglibyśmy to zrobić, lecz tego nie zrobimy), ale pomysł by sprowadzić "zbiegów" do Polski z ominięciem prawa lub stosując je zgodnie z wypowiedzią Tuska "jak my je rozumiemy", istniał. Świadczy o tym choćby artykuł z Gazety Wyborczej szczegółowo omówiony przez redakcję Salonu (https://www.salon24.pl/newsroom/1503577,lowcy-cieni-mieli-zlapac-ziobre-i-romanowskiego-w-tle-dzialania-wywiadu-na-wegrzech). Przedstawione fakty mogą zarówno wspierać tezę, że Koalicja chce złapać "zbiegów", ale jej się to nie udaje, jak i to, że nie chce ich zatrzymać (dowodem ma być niepowodzenie akcji). Jest jednak silny argument przemawiający za pierwszą tezą. Widoczna frustracja Koalicji.
Skoro Koalicji nie udało się schwytać Ziobry to ogłosiła, że uderzy w jego domniemanych pomocników. Na pierwszy ogień poszedł redaktor Tomasz Sakiewicz, którego wezwała prokuratura (na razie w charakterze świadka) w związku z tym, że Zbigniew Ziobro został korespondentem TV Republika. Skoro został korespondentem to pewnie TV Republika pomagała mu w "ucieczce". Gdzie tu logika? Proszę nie pytać. Zatrudnianie osoby, która nawet nie została skazana w charakterze korespondenta nie jest zabronione. Redakcja nie musi też znać dokładnego adresu korespondenta, ale wezwanie ma mieć tzw. efekt mrożący (ulubione określenie Koalicji, gdy była opozycją).
W czwartek (14.05.2026) doszło do serii interwencji policji w domach pracowników TV Republika. Interwencje te związane były z fałszywymi alarmami mówiącymi, że w domu danej osoby ktoś próbuje odebrać sobie życie i to często w sposób niebezpieczny dla otoczenia (np. przy pomocy butli gazowej). Osoba wysyłająca takie alarmy musiała znać adresy pracowników, nie zawsze jednak orientowała się w stanie rodzinnym, bo czasem próbę odebrania sobie życia miał podejmować 13-letni syn osoby, która syna nie miała. Policja stwierdzała, że alarm jest fałszywy i odjeżdżała.
Inaczej jednak było w piątek, kiedy to policjanci wtargnęli do domu red. Sakiewicza, skuli jego asystentkę (podobno miała przeszkadzać w interwencji), odmówili wylegitymowania się i przeprowadzili rewizję nie posiadając przy tym nakazu. Oficjalne tłumaczenie było takie, że otrzymano zgłoszenie o dziecku, które miało być w niebezpieczeństwie, a w takiej sytuacji należało działać szybko, a uchybienia proceduralne można usprawiedliwić stanem wyższej konieczności. Oczywiście i ten alarm był fałszywy i żadnego dziecka nie było. Policja po serii fałszywych alarmów (jeden dotyczył też red. Sakiewicza) powinna wykazać się większą ostrożnością. Dokładnie sprawę opisano w wieku miejscach, ja podaję link do Kanału Zero, gdzie red. Robert Mazurek obszernie przedstawił i skomentował sytuację. Uważa on za mało prawdopodobne by zbieżność czasowa wystąpienia Ziobry w TV Republika oraz fałszywych alarmów, których skutkiem było nękanie pracowników TV Republika była jedynie dziełem przypadku. Domaga się też energicznego śledztwa mającego na celu zatrzymanie sprawcy fałszywych alarmów.
I faktycznie. Zatrzymano 53-letniego mężczyznę, który, jak określa ostrożnie policja może mieć związek ze sprawą (https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/burza-po-interwencji-u-tomasza-sakiewicza-policja-zatrzyma%C5%82a-53-latka/ar-AA23lp35?ocid=msedgntp&pc=ASTS&cvid=6a08a221599c4757aa6fa01d77a561ca&ei=14). Zabezpieczono u niego sprzęt, pokazano też wydruk fałszywego zgłoszenia. Na razie nie podano więcej szczegółów, co jest nawet zrozumiałe.
Czy władza miała misterny plan nękania największej opozycyjnej stacji? Utrudnianie życia opozycji miało miejsce w czasach PRL, często wtedy pozorowano, że pewne rzeczy miały miejsce przypadkiem. Nie zawsze były to morderstwa czy pobicia, czasem stosowano drobniejsze szykana, np. utrudnienia sprawiane pielgrzymom do sanktuariów. Czy tym razem ktoś zdecydował o fałszywych donosach, a gdy sprawa stała się zbyt głośna zdecydowano się donosiciela zatrzymać? Istniałoby wprawdzie ryzyko, że donosiciel powie kto go inspirował, ale ryzyko niewielkie. Nawet jeśli by coś powiedział zawsze można nie dać mu wiary.
Możliwe jest też, że ktoś, kto nie lubi TV Republika złożył fałszywe donosy, a władza wykorzystała sytuację i zamiast podejść do nich z ostrożnością (po kilku fałszywych alarmach ostrożność się należała) postanowiła eskalować. Społeczeństwo jest podzielone. Brutalne metody wobec opozycji, jawne łamanie prawa powinno niepokoić wszystkich, również zwolenników władzy, jeśli nawet nie z powodów moralnych to pragmatycznych (władza źle wygląda łamiąc prawo). Niestety wśród zwolenników władzy dużo jest takich, którzy w brutalnych metodach nie widzą niczego złego. Komentarze w mediach społecznościowych w sprawie Ziobry są tego dowodem. Obok kwestionowania jego choroby pojawiały się życzenia śmierci, "zgnicia w więzieniu" itp. W sprawie jednej z zatrzymanych, której chory syn bardzo źle znosił rozłąkę z matką poseł Giertych wprost napisał, że jak zacznie sypać to będzie mogła przytulić synka. Czyli wprost przyznał, że stosuje się szantaż wobec aresztowanych. Ostatecznie została wypuszczona, choć nie zaczęła sypać, bo syn próbował odebrać sobie życie i groziło, że będzie skandal. Czy Giertych poniósł konsekwencje za swój wpis? Nie. Czy autor fałszywych alarmów poniesie konsekwencje? Zobaczymy.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)