14 obserwujących
98 notek
72k odsłony
737 odsłon

Do przyjaciół i wrogów Janusza Walusia

Wykop Skomentuj12

Od pewnego czasu staram się informować na bieżąco  o sprawie Janusza Walusia, Polaka skazanego w RPA na dożywocie za zabicie Chrisa Haniego (w moim poprzednim wpisie przedstawiam listę linków). Usiłuję przedstawić jak najwięcej faktów w sposób możliwie najbardziej  rzetelny i obiektywny, ale nie ukrywam i nigdy nie ukrywałam, że jestem za tym by Janusz Jakub Waluś, po tylu latach (10 kwietnia minie 26 lat) więzienie opuścił.  Moje stanowisko spotyka się z aprobatą, ale też i krytyką wielu osób. Ten wpis  będzie próbą odpowiedzi na głosy krytyki. Dałam tytuł nieco prowokacyjne, ale istotnie, wpis kieruję zarówno do zwolenników, jak i  przeciwników uwolnienia Walusia. Do przeciwników z nadzieją, że ich przekonam przynajmniej do zachowania postawy neutralnej, a do zwolenników by pomóc im dobierać argumenty, gdy inni zarzucają im  „popieranie zbrodniarza”, „wspomaganie rasizmu”, itp. Będzie skierowany też do osób, które z racji sprawowanego stanowiska, mogą podjąć działania na rzecz uwolnienia Janusza Walusia, ale ich nie podejmują w obawie przed otrzymaniem niesympatycznej etykietki lub po prostu sami nie wiedzą co o tej sprawie myśleć.
Postanowiłam przedstawić argumenty przeciwników w formie dziesięciu punktów. Nie będą to dosłowne cytaty z ich wypowiedzi, ale rodzaj syntezy treści, które w takiej czy innej formie pojawiają się w mediach, zarówno tradycyjnych, jak i elektronicznych, a także rozmowach prywatnych.  Pod każdym punktem umieszczam odpowiedź.
Przyjrzyjmy się więc tym argumentom:

1)    Waluś jest mordercą, a dla morderców nie ma miejsca na wolności. Jego kara została już raz  złagodzona, gdyż najpierw skazano go na śmierć.
Co do kary śmierci, to już w momencie popełnienia przestępstwa obowiązywało moratorium na wykonywanie wyroków śmierci, choć kara ta była jeszcze orzekana. Ostatecznie kara ta została zniesiona. Zamiana kary śmierci na karę dożywotniego więzienia nie była więc jakimś szczególnym aktem łaski (jak czasem się to przedstawia), lecz rutynowym działaniem wynikającym z przepisów prawa. To tak w kwestii formalnej, ale przejdźmy do kwestii zasadniczej: czy każdy morderca musi umrzeć w więzieniu?
Nawet jeśli przyjąć, że kara ma być przede wszystkim odpłatą za popełnione przewinienia, to odpłata ta powinna być w danym kraju, dla sprawców podobnych przestępstw, podobna.  Jak więc są w RPA karani zabójcy? Seryjni mordercy faktycznie dostają wyroki dożywotniego więzienia i raczej nie mogą liczyć na zwolnienie. Inaczej jednak  sprawa wygląda w przypadku sprawców pojedynczych zabójstw oraz zabójstw dokonanych przed 1994 r. z pobudek politycznych. Osoby, które dokonały przestępstw motywowanych politycznie w latach 1960 - 1994, niezależnie od strony konfliktu, mogły liczyć na amnestię. Ani Waluś ani Derby-Lewis (dawny deputowany Partii Konserwatywnej, który dostarczył Walusiowi broń) amnestii nie uzyskali, gdyż  ich czyn nie został zakwalifikowany jako polityczny, a to dlatego, że nie mieli oni oficjalnego zlecenia Partii Konserwatywnej, ani innej partii czy organizacji. Inaczej miała się sprawa z członkami ANC. Ci amnestię otrzymali, bo ANC zlecał dokonywanie zamachów. Po 15 latach pobytu w więzieniu Waluś mógł starać się o zwolnienie warunkowe, jak każdy skazany na dożywocie. Wtedy jednak przesunięto granicę do 20 lat i zastosowano prawo wstecz. Po prawie 23 latach (w marcu 2016 r.) sąd przyznał Walusiowi warunkowe zwolnienie. Gdy wydawało się, że pozostaje tylko ustalenie warunków zwolnienia, minister sprawiedliwości i usług penitencjarnych złożył odwołanie do sądu wyższej instancji. Odtąd sprawa trafia na przemian to do sądu to do ministra, a Janusz Waluś dalej przebywa w więzieniu. Tymczasem w przypadku innych zabójców, minister ze swoich prerogatyw nie korzysta tak skwapliwie i sprawcy wychodzą na wolność. Teza, że każdy zabójca skazany na dożywocie musi umrzeć w więzieniu nie znajduje więc podstaw.

2)    Morderstwo popełnione przez Walusia miało szczególny charakter. Zginął znany i szanowany działacz walczący ze zbrodniczym systemem apartheidu. Po jego śmierci o mało nie doszło do wojny domowej.
Chris Hani na pewno był znany, przez niektórych szanowany, choć przez innych niekoniecznie. Przedstawianie ofiary zabójstwa w negatywnym świetle budzi zawsze mieszane uczucia, choć w tym przypadku trudno się od takiej charakterystyki powstrzymać. Chrisowi Haniemu i organizacjom, w których działał poświęcę oddzielny wpis, bo szereg spraw wymaga wyjaśnienia, ale teraz tylko ograniczę się do przypomnienia, że na początku lat dziewięćdziesiątych XX w. zabójstwa na tle politycznym nie były w RPA czymś niezwykłym. Gdy stało się jasne, że dotychczasowe rządy białej mniejszości nie mogą się utrzymać, różne ugrupowania zaczęły walczyć o władzę. Ginęli nie tylko działacze (tacy jak Chris Hani), ale też osoby, których jedyną „winą” było znalezienie się w złym czasie i złym miejscu. Czy zabójstwo przypadkowej ofiary ma być lżejszym przewinieniem niż zabójstwo przeciwnika politycznego, gdy kraj jest w stanie zbliżonym do wojny? Zarówno Janusz Waluś, jak i jego wspólnik Clive Derby-Lewis przywiązywali szczególną wagę do tego by nie zabijać osób postronnych.  Niezależnie od tego czy zamach na Haniego traktujemy jako czyn wyłącznie kryminalny czy jako akt wojny (jak twierdził Derby-Lewis) fakt, że udało się uniknąć śmierci osób przypadkowych należy uznać za pozytywny. Nie można też obwiniać Walusia za reakcje innych ludzi na jego czyn (w tym zamieszki). Tak więc nawet nie uznając okoliczności łagodzących dla zabójstwa Haniego trzeba przyznać, iż czyn ten nie był gorszy czy bardziej okrutny niż inne zabójstwa czy to polityczne czy pospolite. 

Wykop Skomentuj12
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale