Opinia o świecie
Świat z mojej perspektywy
2 obserwujących
2 notki
3748 odsłon
2682 odsłony

Hiszpania po wyborach, czyli od Katalonii do zwycięstwa Pedro Sancheza

autor zdj.: EFE; Pedro Sanchez podczas wiecu kampanijnego w regionie Asturia
autor zdj.: EFE; Pedro Sanchez podczas wiecu kampanijnego w regionie Asturia
Wykop Skomentuj22

28 kwietnia, po raz trzeci w ciągu ostatnich 4 lat Hiszpanie wybrali 350 członków Kongresu Deputowanych i 208 z 266 senatorów. Wybory te zakończyły się zwycięstwem socjalistów premiera Pedro Sancheza, porażką Partii Ludowej i wejściem skrajnej prawicy do parlamentu po raz pierwszy od 40 lat. Lecz co będzie się działo dalej? Kto stworzy rząd? A może jeszcze jesienią Hiszpanie po raz kolejny pójdą zagłosować?

Jak to się zaczęło?

Tutaj trzeba cofnąć się do 2016 roku. Jest 26 czerwca, trzy dni po referendum brexitowym, Hiszpanie, po prawie pół roku impasu związanym z nieutworzeniem rządu, idą do urn. Wygrywa wtedy (po raz trzeci) centroprawicowa Partia Ludowa (PP) ówczesnego premiera Mariano Rajoya. Rajoy zdobywa więcej mandatów, lecz bardzo dużo mu brakuje do większości parlamentarnej. Kryzys rządowy pogłębia się. Mariano Rajoy chce utworzyć rząd mniejszościowy przy wsparciu liberałów z Ciudadanos (Cs), lecz nadal musi mieć współkoalicjantów, kogoś, kto chociaż wstrzyma się od głosu podczas udzielania wotum zaufania. Socjaliści, którzy mogliby się wstrzymać i pozwolić centroprawicy na utworzenie rządu, głosują przeciwko. Dopiero po przegranych wyborach w Galicji i Kraju Basków we wrześniu, rozpoczyna się kryzys w PSOE (partii socjalistycznej). Wiele członków kierownictwa partii odchodzi, bo nie godzi się na to, by socjaliści nie pozwalali na utworzenie stabilnego rządu. W wyniku tego Pedro Sanchez, przeciwny wstrzymaniu się od głosu dla Mariano Rajoya, odchodzi ze stanowiska sekretarza generalnego (takiego lidera). Nowe kierownictwo partii podejmuje decyzję o wstrzymaniu się podczas drugiego głosowania nad kandydaturą Rajoya na premiera. Sam Sanchez rezygnuje z mandatu posła, gdyż nie chce przeciwstawić się woli kierownictwa. Dla Rajoya wszystko się udaje. Kryzys rządowy zakończony. Po 10 miesiącach wyczekiwania, Hiszpania ma nowy rząd z nowym-starym premierem. Ale szczęście Rajoya niedługo się skończy.

image
autor zdj.:Sandra LÁZARO; Carles Puigdemont ogłasza rozpisanie referendum niepodległościowego w Katalonii

Połowa roku 2017. Ówczesny premier Katalonii Carles Puigdemont ogłasza rozpisanie referendum niepodległościowego na 1 października. Rząd w Madrycie na to się nie godzi i wielokrotnie mówi (i dodatkowo ma rację) o tym, że to referendum jest nielegalne i nieważne, gdyż nie było ono wynegocjowane z rządem centralnym. Lecz nie rusza to katalońskich separatystów, ponieważ decyzja o rozpisaniu referendum należy do parlamentu Katalonii, w którym separatyści, czyli Junts pel Sí (koalicja liberałów i lewicy republikańskiej) oraz CUP (skrajna lewica) posiadają większość. 1 października dzieje się coś, co budzi zdumienie wśród całego świata. Przysłane z Madrytu Guardia Civil (formacja paramilitarna podległa MSW i Min. Obrony Hiszpanii) i Policja hiszpańska rozpoczyna szturm na wiele lokali wyborczych w celu konfiskaty urn wyborczych, przy okazji stosują przemoc wobec wielu wyborców, którzy wtedy chcieli zagłosować. Bito, kopano, popychano. Wiele osób zostało rannych w wyniku zamieszek. Oczywiście jeszcze przed referendum hiszpańska policja zamknęła wiele stron internetowych dot. referendum i zarekwirowała 13 mln kart do głosowania. Policji i Guardii Civil udaje się zamknąć jedynie 92 na ponad 2000 lokali wyborczych. Jednak policja nie powstrzymała wyborców. Do urn poszło ponad 42 proc., frekwencja byłaby większa, gdyby nie zamykano lokali wyborczych. Ponad 90% wyborców powiedziało "Tak" idei niepodległości. Po referendum stało się coś w co zaskoczyło świat, bardziej niż przemoc na ulicach. Rząd Hiszpanii ustami wicepremier Sorayi Saenz de Santamarii oświadczył, że policja zachowała się profesjonalnie i broniła państwa prawa. To już zostawię bez komentarza.

Dwa dni po referendum król Filip VI w przemówieniu telewizyjnym krytykuje władze Katalonii i oskarża ich o podziały w regionie. Puigdemont odpowiada mu, że to on "zawiódł wielu Katalończyków". Jednocześnie przygotowuje się do ogłoszenia niepodległości. Rajoy natomiast przygotowuje się do wprowadzenia art. 155 Konstytucji, czyli ograniczenia autonomii regionu.

27 października napięcie sięgnęło zenitu. W parlamencie Katalonii przegłosowano głosami separatystów (przy nieobecności Ciudadanos, Partii Ludowej i socjalistów) rezolucję ogłaszającą niepodległość, tysiące Katalończyków cieszy się z podjętej decyzji. Lecz liderzy Katalonii nie są zbyt szczęśliwi, raczej zmęczeni, bo ciężko pracowali na ten moment. (Warto powiedzieć, że tydzień wcześniej dwaj przywódcy niepodległościowych NGOsów zostali zatrzymani przez hiszpańską prokuraturę z zarzutem współorganizacji referendum.) Szczęście Katalończyków szybko się kończy, w tym samym czasie Senat Hiszpanii wyraża zgodę rządowi na użycie art. 155 Konstytucji. W wyniku tego rząd Hiszpanii zawiesza autonomię, przejmuje władzę, rozwiązuje parlament, a po kilku dniach prokuratura aresztuje kilkunastu przywódców niepodległościowych (z wicepremierem Katalonii Oriolem Junquerasem na czele). Wybory 21 grudnia kończą się zwycięstwem unionistycznej liberalnej partii Ciudadanos, zdobyciem większości parl. przez ugrupowania separatystyczne i porażką Partii Ludowej.  

Wykop Skomentuj22
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka