Podejrzanie dziwna jest ta kandydatura Andrzeja Olechowskiego na prezydenta RP. Mniej więcej od tygodnia wiadomo, ze Olechowski wystartuje. Wypaplał był to Janusz Palikot, walczący z Komorowskim o drugą pozycję w Platformie Obywatelskiej. Palikot, któremu powinno bardzo zależeć na tym, aby Tusk kandydował na urząd prezydenta.
Kandydatura Olechowskiego jest z oczywistych względów nie na rękę Tuskowi, poniewaz kazdy głos oddany na Olechowskiego to strata jednego wyborcy Tuska i mniejsze szanse na wygraną z Kaczyńskim w pierwszej turze (w drugiej - wiadomo - może się natomiast wydarzyć wszystko).
Wiadomo też, że Olechowski nie ma żadnych szans na przejście do drugiej tury. Jego sytuacja jest tylko pozornie podobna do sytuacji Szmajdzińskiego. Dla SLD te wybory są jakąś szansą odbicia się postkomunistów od dna, zintegrowania na nowo środowiska. Wiadomo już, że SD - poza majątkiem - nie ma ani ambicji, ani ochoty do rządzenia ani w ogóle odgrywania wpływu.
Olechowski startuje więc do tych wyborów jako kandydat "niezależny", co tylko na pierwszym etapie kampanii może stanowić jakąś przewagę. Wiadomo, że w momencie, kiedy do kampanii wejdą dwaj najważniejsi gracze, ruszy machina wyborcza, zmobilizują się partyjne struktury, Olechowski przepada. Sam to zresztą potwierdził, stwierdzając, że 15 milionów złotych na kampanię zbierze wśród znajomych i sympatyków.
Oficjalne ogłoszenie kandydowania Olechowskiego odbyło się w warunkach zgoła nieprezydenckich - gdzieś na Krakowskim Przemieściu, w potężnej śnieżycy. W telewizyjnej rozmowie z Tomaszem Lisem przedstawił się jako kandydat być może sympatyczny, ale kompletnie bez poglądów, a jeśli z poglądami, to bardziej konserwatywnymi, niż centrowo-lewicowymi.
W PiS z kandydatury Olechowskiego się cieszą. Najbardziej Marek Migalski, który zdaje się uważać, że Olechowski jest definitywnym nożem w plecy Tuska. Jeśli sztabowcy PiS podchodzą do tej kampanii tak łopatologicznie i jeżeli jedynym sposobem na Tuska jest ten Olechowski - na co wszystko wskazuje - to obawiam się, że to jednak za mało.
Z drugiej strony całkiem prawdopodobne, że pomiędzy Olechowskim a Kaczyńskimi jest jakiś tajny pakt. Łączy ich nienawiść do Tuska. Kaczyńscy chętnie zaakceptowaliby powstanie silnej centrolewicy, która byłaby bardziej sterowalna od PO i z którą można by w przyszłości dzielić łupy. Olechowski może być dla Kaczyńskich sposobem na nowy POPiS. Wystarczy, że umożliwi Kaczyńskiemu drugą turę. Nawet jeśli Lech ją przegra, to i tak wyjdzie z twarzą z Pałacu Prezydenckiego i potwierdzi pozycję PiS jako drugiej siły w kraju. A potem będzie mógł razem z bratem, cicho, wspierać Olechowskiego w budowaniu alternatywy dla PO. Tym bardziej, że Olechowski jest jednym z niewielu znaczących liderów, z którym Kaczyńscy mogliby wejść w alians.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)