Sytuacja na odcinku debaty publicznej powoli się klaruje. Hegemonia Gazety Wyborczej odeszła w niepamięć, a Adam Michnik przestał być jedynym słusznym apostołem polskiej inteligencji. Chociaż jestem osobą w dużym stopniu ukształtowaną przez Gazetę Wyborczą (innego poważnego źródła wiedzy o świecie w tych czasach nie było), to przełamanie Michnikowszczyzny oceniam pozytywnie. Wydawało się, że po ustąpienia Michnika z tronu nastąpi pluralizacja dyskursu, że nikt już nie będzie pragnął zmonopolizowania "rynku idei" w Polsce, a zamiast tego nastąpi prawdziwa, uczciwa debata pomiędzy różnymi siłami politycznymi w Polsce. Wiązałem duże nadzieje zarówno z nowo powstałym Dziennikiem, który pretendował do roli silnego ośrodka myśli prawicowe, jak i ze środowiskiem Krytyki Politycznej, która mogłaby wypełnić próżnię po dogorywających Trybunach i Przeglądach.
Tymczasem Dziennik okazał się wydawnictwem, które nie dość, że nie posiada pomysłu na swoją rolę w tym dyskursie, to dodatkowo miota się od jednej skrajności ku drugiej. Dodatek Europa, kiedyś bardzo odświeżający i inspirujący, ostatnio zmarniał i stracił wyrazistość. Środowisko Krytyki Politycznej z zaangażowanych lewicowo młodzieńców, stało się kolejnym, obok grupy z Ordynackiej oraz Czerskiej, towarzystwem wzajemnej adoracji, odizolowanym od rzeczywistości, nowobogackim i "warszawkowatym".
Liderzy swoich środowisk: Cezary Michalski oraz Sławomir Sierakowski, idą pewnym krokiem w objęcia patologii, które sami zwalczali. Pretendują do roli nowych Michników. Takie są najwyraźniej ich ambicje. Powtarza się żelazne prawo rewolucji, która zjada własne dzieci. Apostolski ton Michalskiego i Sierakowskiego razi i rani tym bardziej, że to właśnie oni najgłośniej Michnika krytykowali i najwyraźniej postulowali pluralizację debaty publicznej w Polsce. Kiedy możliwość pluralizmu się pojawiła, oni nie kwapią się do stworzenia jej na nowo. Zamykają się w kokonach własnych przekonań, ani myśląc otwierać się na zewnątrz.



Komentarze
Pokaż komentarze (21)