Każdy, komu wydaje się, że ostatnie - wydawałoby się, że straceńcze - działania Prawa i Sprawiedliwości wiodą partię Kaczyńskiego ku nieuchronnej klęsce i samounicestwieniu, jest w głębokim błędzie. Naiwnością graniczącą z nierozsądkiem byłoby podejrzewać, że stanie murem przeciwko traktatowi, groteskowy spektakl telewizyjny Prezydenta, czy też przytaczane dziś pogłoski o rozłamie w PiS, świadczą o nadchodzącym upadku tej partii.
Jarosław Kaczyński świadomie gra w sposób spektakularny, radykalny i mało subtelny. Przyczyny takiej strategii są przynajmniej dwie. Pierwsza, dość oczywista to taka, że wyłącznie wyrazistość i radykalizm są w stanie umożliwić PiS-owi istnienie w mediach. Opozycja musi być w wyraźnej kontrze wobec rządu, a w przypadku PiS ta kontra musi być zwielokrotniona, bo wpływ na media Kaczyński ma praktycznie zerowy (szczególnie po spodziewanej wolcie Urbańskiego). Druga przyczyna radykalizmu PiS wynika z nieco dłuższej perspektywy czasowej. Granie melodii populistycznych jest w tej chwili jedyną opłacalną strategią dla PiS. Po pierwsze dlatego, że zgarnia w ten sposób poparcie bardzo lojalnych elektoratów radykalnych: i to zarówno prawicowego, jak i lewicowego. W tej chwili jest to około 20% głosujących, dla których PiS jest obecnie najbliższy. Po drugie, Kaczyński liczy w przyszłych wyborach na wykorzystanie mechanizmu, dzięki któremu zwyciężyła Platforma: przekonanie do głosowania przeciwko rządowi, a może to osiągnąć jedynie poprzez obcesowe i bezwarunkowe krytykowanie wszystkiego, co wychodzi z ministerialnych gabinetów. Nawet tego, co się wcześniej popierało.



Komentarze
Pokaż komentarze