Według sondażu TNS OBOP na zlecenie Dziennika, Polacy nie kochają Platformy Obywatelskiej. Publicyści przypominają słowa Donalda Tuska, który po wygranych wyborach deklarował, iż "w życiu najważniejsza nie jest władza, ale miłość". Czy w związku z tym rząd powinien się martwić, że tylko 2% rodaków kocha Platformę?
Sposób uprawiania polityki, jaki przyjęła Platforma Obywatelska sprawia, że pożądanym i całkowicie naturalnym stosunkiem obywateli do rządu powinna być umiarkowana obojętność, wsparta szczyptą szacunku. Polityka ma - w założeniach strategów PO - nie wzbudzać emocji: nie tylko tych negatywnych, ale i pozytywnych. Polityka ma być sprawnym, bezkonfliktowym, dyskretnym, choć skutecznym zarządzaniem. Tylko czy to ciągle jest polityka?
Czy lepiej nie budzić praktycznie żadnych emocji u większości obywateli, czy też być kochanym przez jedną połowę, a znienawidzonym przez drugą? Oto zasadnicza różnica pomiędzy Platformą a PiS-em. Myli się Zuzanna Dąbrowska, że w polityce obojętność to najniebiezpieczniejsze z uczuć. Ryzykują jednak również ci, którzy miłość jednej części elektoratu próbują zdobyć wzniecając nienawiść do drugiej.
Ma rację Sławomir Sierakowski mówiąc w rozmowie z byłym prezydentem Kwaśniewskim, iż współczesna Polska to swoisty poligon, na którym globalne zmiany polityczne występują wcześniej niż gdzie indziej i ze zdwojoną siłą. Obecnie mamy do czynienia z ostatecznym starciem dwóch koncepcji polityki: tej opartej na miłości i nienawiści (realizowanej przez PiS) i tej opartej na obojętności (realizowanej przez PO).



Komentarze
Pokaż komentarze (3)