Kiedy tylko dowiedziałem się, że urzędnicy urzędu marszałkowskiego województwa podlaskiego konsekwentnie i od dłuższego czasu odmawiają udzielenia prasie odpowiedzi na pytanie o swoje zarobki, miałem nadzieję, że będziemy świadkami kolejnej afery. Oczami wyobraźni widziałem te astronomiczne kwoty przelewane z kieszeni podatników na konta samorządowców.
Odważna dziennikarka Kuriera Porannego, pomimo groźby podania jej do sądu za złamanie ustawy o danych osobowych, dotarła do tej z uporem ukrywanej prawdy i upubliczniła ją na łamach Kuriera Porannego. Czytamy więc, że dyrektor gabinetu wojewody zarabia około 6 tysięcy złotych, a pozostali dwaj pracownicy gabinetu,po 2430 złotych.
Okazuje się więc, że ludzie odpowiedzialni za organizację pracy marszałka i pomoc w rozdzielaniu unijnych pieniędzy dostają kwoty, za które w sektorze prywatnym wielu absolwentów prawa nie byłoby skłonnych do ruszenia palcem. Już rozumiem, dlaczego urzędnicy nie chcieli ujawnić swoich zarobków: po prostu wstydzili się, że zarabiają tak mało!



Komentarze
Pokaż komentarze (1)