Na IV Wojewódzkim Zjeździe SLD w Białymstoku doszło do sprzeczki pomiędzy Joanną Senyszyn a podlaskim posłem Eugeniuszem Czykwinem. Sprzeczka była groteskowa i pokazała w okazałości, w jakim punkcie znajduje się SLD obecnie. Jako bezstronny obserwator zjawiska zwanego Sojuszem Lewicy Demokratycznej dostrzegam w tej wymianie zdań dowód na miałkość i brak jakiegokolwiek pomysłu na siebie liderów tej formacji. W relacji zamieszczonej w Kurierze Porannym czytamy:
Trzy razy kryzys - tak poseł Eugeniusz Czykwin scharakteryzował stan, w którym w chwili obecnej znajduje się polska lewica. Zarzucił również Joannie Senyszyn niewłaściwy język wykorzystywany w walce o świeckość państwa. Jako przykład radykalnego słownictwa podał przykład z blogu wiceprzewodniczącej, która nazwała w nim ludzi wierzących "baranami”. Senyszyn zarzut Czykwina, czytając wskazany przez posła fragment i wykazując, że nazwała ich "barankami”, a wpis był primaaprilisowym żartem.
W ten sposób dwa liderzy lewicy ukazali istotę rozdarcia tej formacji i przyczynę jej głębokiego kryzysu. W jaki sposób pogodzić oświeceniowy model państwa laickiego, liberalnego obyczajowo z oczekiwaniami elektoratu, będącego potencjalnym odbiorcą haseł lewicowych formacji? Senyszyn ciągnie w stronę modelu szwedzkiego i, pomijając szereg faux pas, które przy tej okazji popełnia, robi to bardzo efektownie. Z drugiej strony mamy prowincjonalnych działaczy, których przykładem może być Czykwin, dla których ostra krytyka Kościoła oznacza polityczne samobójstwo. Antyklerykalizm może być skutecznym sposobem zdobycia poparcia w wielkich miastach, takich jak Łódź, Wrocław, Warszawa czy Poznań, ale jest całkowicie nieskuteczny w Białymstoku, Rzeszowie czy Suwałkach. Z każdym rokiem, kiedy robotnicy - dawni działacze PZPR - będą kłaść się do grobów, szanse na zbudowanie antyklerykalnej i postępowej lewicy zdolnej do przejęcia władzy w kraju będą malały.
Stąd, jeśli w Polsce miałaby powstać siła lewicowa zdolna do rządzenia, powinna to być siła odwołująca się do polskich tradycji socjalistycznych. Punktem odniesienia powinien być dla niej nie Tony Blair, ale Józef Piłsudski. Co ciekawe, szybciej od liderów lewicy zdali sobie z tego sprawę Kaczyńscy, których z PPS łączą związki rodzinne.
Polska lewica, jeśli chce przetrwać, powinna akcentować wątki patriotyczne i wspólnotowe, powinna wskrzeszać solidaryzm społeczny i walczyć z wolnorynkowym indywidualizmem. Powinna szukać porozumienia z Kościołem, zamiast go zwalczać. Postępując inaczej, sama siebie skazuje na unicestwienie.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)